Bez fajerwerków, a jednak ciekawie

Bohdan Pawłowicz
opublikowano: 22-01-2007, 00:00

Rok 2006 w outdoorze? Wywołany tym pytaniem do tablicy starałem się szybko zrobić bilans sukcesów i porażek.

Rok 2006 w outdoorze? Wywołany tym pytaniem do tablicy starałem się szybko zrobić bilans sukcesów i porażek.

Przede wszystkim jednak próbowałem przypomnieć sobie jakiś szczególnie jasny punkt na firnamencie reklamy zewnętrznej. I z tym miałem największy kłopot… Jakoś odruchowo łatwiej pamięta się potknięcia. A te paradoksalnie zdarzają się tam, gdzie najłatwiej się potknąć i gdzie teoretycznie powinno się szczególnie uważać. Pamiętam, jak na początku lat 90. uczono mnie na layout potencjalnego billboardu nakładać siatkę cięcia bricków (mniejszych plakatów — części, z których wykleja się całość), aby uniknąć klejeń w „newralgicznych” miejscach.

Cięta Penelope

Tej prostej zasady ktoś widać nie dopilnował w zeszłym roku przy jednej z kampanii — i poniekąd cieszę się, że prześliczna Penelope Cruz przyjechała do Warszawy szczęśliwie po zakończeniu kampanii outdoorowej z jej udziałem. Nieszczęsne cięcie przebiegało gdzieś przez jej nos i tak widziałem w Warszawie kilkanaście „odmian” Penelope… Zdecydowanie wolę oryginał.

Zdarzały się prawdziwe kurioza — jak niezwykły plakat wyborczy PO. Prosty, jasny i wyrazisty. Tusk na billboardzie… SAM ON JEDEN na tym billboardzie i duży napis RAZEM. Niemożliwe? A jednak…

Dym z billboardu

Ale oczywiście zdarzały się koncepcje ciekawe i pomysłowe. Wyróżniłbym na pewno reklamę outdoorową kampanii Run on Air przygotowaną dla Nike i niestandardowe gigabuty na wiatach przystanków autobusowych. Kampania, która, z tego co mi wiadomo, okazała się nie tylko efektowna, ale i efektywna.

Ciekawe, estetycznie pyszne Ferrero na cityboardach czy niestandardowe rozwiązania jak „dymiące” filiżanki dla Jacobsa. Urzekły mnie również swoimi pomysłami wizje Netii („lepsza perspektywa”) na jednej z największych powierzchni giga — przy warszawskiej Rotundzie. To uruchamia wyobraźnię…

Zakazany Żurawski

Inaczej natomiast uruchamiały mnie pomysły outdoorowe bukmacherów. Tu znów dobry kawał: Żurawski przekonujący do zawierania zakładów… Mnie jakoś nie poruszył. Poruszyła mnie natomiast niezwykła postawa urzędników państwowych, którzy ciągle obstają przy tym, że te reklamy są zabronione, a tymczasem widzę je wszędzie: outdoor, stadiony, koszulki piłkarzy…

A może by tak skończyć z udawaniem, że tego nie ma i raczej pójść tropem państw, które przynajmniej potrafią po prostu ten biznes opodatkowaćłZamiast tylko grozić i narażać swój autorytet na ciągły szwank i śmieszność. Widać, nasz kraj bogatszy…

To lubię

Wracając jednak do billboardów i kanonów. Znów bym pewnie po łbie dostał od feministek czy też eksminister Magdaleny Środy, że to wykorzystywanie kobiet i przedstawianie ich tylko jako obiektu seksualnego. Ale co ja poradzę na to, że ja te billboardy Palmersa tak lubię. A poza tym, jak inaczej reklamować tę bieliznę? Powiesić na wieszakach? Naciągnąć na opony?

A skoro już jesteśmy przy motoryzacji — to można by się jedynie zastanowić, czy te billboardy nie zagrażają bezpieczeństwu drogowemu…

Bohdan

Pawłowicz

dyrektor generalny Międzynarodowego

Stowarzyszenia Reklamy w Polsce (IAA)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bohdan Pawłowicz

Polecane