Bez politycznej odwagi UE jej rozszerzenie się nie uda

Bogdan Góralczyk
opublikowano: 10-07-2000, 00:00

Bogdan Góralczyk: Bez politycznej odwagi UE jej rozszerzenie się nie uda

RÓŻNICA INTERESÓW: Kraje zachodnie najwyraźniej przestraszyły się rozszerzenia UE o biedniejsze państwa wschodnie — uważa Bogdan Góralczyk. fot. MP

Wreszcie rozpoczęła się żywa debata na temat przyszłości kontynentu europejskiego. Najwyższy czas. Zachodni politycy najpierw składali piękne deklaracje (Kohl i Chirac widzieli nas w Unii już w 2000 roku!), potem bezustannie powiększali grono kandydatów, a gdy w grudniu ubiegłego roku zwiększyli je do 12 (13 włączając Turcję), wreszcie zrozumieli: do zadowolonej z siebie i kapiącej dobrobytem „piętnastki” chce dołączyć niewiele mniejsze grono o dobrobycie jedynie marzące.

TYM RAZEM nie chodzi tylko o prostą kwestię rozszerzenia. W trakcie czterech poprzednich przyjmowano maksimum trzy państwa i to czasami o podobnym poziomie rozwoju. Dzisiaj wszystko inaczej. I kandydatów mamy więcej, i poziomy dochodów nieporównywalne. Bo przecież nawet najbogatsza z pokomunistycznych kandydatów maleńka Słowenia legitymuje się dochodami rzędu 75 proc. średniej dochodów w UE. W przypadku Węgier jest to niespełna 50 proc., a Polski — zaledwie 42 proc.

DZISIAJ kandydują do Unii niemal wyłącznie państwa na dorobku, wymagające dalszej restrukturyzacji i modernizacji. Ich szansa — po tamtej stronie tego, co nazywało się niegdyś „żelazną kurtyną”. Ale kraje zachodnie wreszcie przejrzały na oczy — i najwyraźniej przestraszyły się. O co chodzi? Precyzyjnie odpowiedział przedstawiciel Urzędu Kanclerskiego Niemiec, Rheinhard Silberberg: „Unia przez 50 lat wypracowała majątek, którego nie chcemy wystawić na szwank”. Stąd właśnie, w obronie swych osiągnięć, sypią się jak z rękawa koncepcje „Europy różnych szybkości”, „twardego europejskiego jądra”, „koncentrycznych kręgów”, zróżnicowanej geometrii czy wreszcie częściowego członkostwa w UE.

WBREW POZOROM, nie są to wcale pomysły świeże. Różnica jest taka, że dotychczas przedstawiali je wyłącznie fachowcy, a ostatnio sięgają po nie politycy z pierwszych rzędów. W ten sposób dyskusja akademicka przeobraziła się w problem polityczny poważnej rangi. Bo też chodzi o nic innego, jak wizję i koncepcję przyszłości Europy. Dotychczas takiej brak. I to jest największe, historyczne przeoczenie okresu po 1989 roku.

UNIA nie jest gotowa płacić całego rachunku za rozszerzenie. Gdy przyszło co do czego, gdy przedstawiliśmy nasze stanowiska negocjacyjne i warunki, po prostu przestraszyła się. Deklaracje się skończyły, pora sięgnąć po kiesę. I nic dziwnego, że w takim momencie, zamiast po pieniądze, UE i jej państwa członkowskie sięgnęły po nowe pomysły. Chcą, przynajmniej częściowo, uciec przed odpowiedzialnością i boją się własnych wyborców, myślących kategoriami podatników: dlaczego mamy płacić za biedę na Wschodzie?

BEZ POLITYCZNEJ WIZJI, odwagi i determinacji po zachodniej stronie rozszerzenie UE na Wschód się nie uda. Albo dojdzie do długiej przepychanki i odciągania ostatecznej decyzji w czasie, albo skonstruuje się nowy, niezbyt sprawny mechanizm, w ramach którego jedni będą pracowali na drugich (czytaj: biedniejsi na bogatszych), a frustracja tych, którzy poczują się oszukani, będzie rosła.

EUROPIE potrzebny jest pomysł — na Europę. Jeśli wkrótce taki się nie pojawi, jeśli będziemy dalej grzęźli w półśrodkach, grozi nam — po obydwu stronach! — „integracyjna fatyga”. Po pewnym czasie będziemy mieli dość: rozmów i siebie nawzajem. Skąd wówczas wykrzesać entuzjazm do dalszej współpracy? Kto odpowie za to, że zmarnowaliśmy historyczną szansę? Kto będzie leczył zawiedzionych? I czy nie lepiej — i taniej! — zastosować lekarstwo przed chorobą, niż potem marnować ogromne środki na leczenie frustracji? Przecież od dawna wiadomo, że zapobieganie jest tańsze od leczenia. Czy Europa Zachodnia o tym wie? I czy koś z nas jej to podpowiada?

Bogdan Góralczyk jest pracownikiem naukowym Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bogdan Góralczyk

Polecane