Bez przystawek nie ma obiadu

Adam Sofuł
01-03-2007, 00:00

Po krótkiej przerwie mamy kolejny koalicyjny kryzys — wicepremier Andrzej Lepper zagroził, że o ile minister finansów nie obniży akcyzy na biopaliwa i nie ruszy skup trzody, o tyle Samoobrona wyjdzie z koalicji i stanie na czele rolniczych protestów. Doświadczenia w tej kwestii trudno wicepremierowi odmówić, ba — być może mielibyśmy do czynienia z rzadką obecnie sytuacją właściwego człowieka na właściwym miejscu. Pogróżki Samoobrony można potraktować z przymrużeniem oka, bo w końcu nawet najbardziej wnikliwi analitycy sceny politycznej pogubili się w rachubie, któryż to już raz jest ogłaszany koniec koalicji, i to przez jednego z jej liderów. Zapewne i tym razem sprawa rozejdzie się po kościach, chociaż zanim to nastąpi, usłyszymy jeszcze parę międzypartyjnych połajanek.

Obecne zamieszanie zwiastuje parę tygodni chaosu. W tym czasie koalicja i rząd będą bardziej zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami niż czymkolwiek innym. Taki stan to w zasadzie koalicyjna codzienność, tym razem jednak przed premierem nawarstwiło się nieco więcej spraw niż zwykle. Musi rozwiązać nie tylko spór między wicepremierami Lepperem i Gilowską (w tym akurat powinien mieć doświadczenie), ale również konflikt o energetykę między ministrami skarbu i gospodarki. Prasa informowała też o coraz bardziej napiętych stosunkach między dwoma wizytówkami tego rządu, Zytą Gilowską i Grażyną Gęsicką. Do tego dochodzą konflikty zewnętrzne — spór o Rospudę, zapowiedzi protestów policjantów i nauczycieli, na demonstrację w Warszawie szykują się też górnicze związki. Trudno prowadzić wojnę na tylu frontach, dlatego premier może być zmuszony do zacieśnienia sojuszy z koalicjantami. Odwołanie Bronisława Wildsteina przy obojętnej postawie PiS może być właśnie tego sygnałem. Może to też potwierdzać reakcja PiS na ultimatum Leppera — nie było tam cienia dawnej stanowczości wobec koalicyjnego partnera, lecz tylko uspokajające tłumaczenia, że to wymóg unijny, dlatego Ministerstwo Gospodarki już przygotowuje pakiet ułatwień dla producentów biopaliw itd.

Jeszcze rok temu przy okazji paktu stabilizacyjnego (z perspektywy czasu ta nazwa staje się coraz bardziej ironi-czna) w kuluarowych rozmowach politycy PiS określali pogardliwie LPR i Samoobronę jako „przystawki”. Okazało się jednak, że bez przystawek nie ma obiadu, a i danie główne nie smakuje tak jak dawniej. Premier staje się powoli zakładnikiem koalicjantów i choć nadal niechętnie dzieli się władzą, to dymisja i powrót Leppera nauczyły go, że bez Samoobrony i LPR rządzić nie można. Dlatego trzeba być bardziej wrażliwym na ich żądania. I pal sześć, gdyby chodziło tylko o biopaliwa, ale obie koalicyjne partie mają w zanadrzu wiele innych postulatów, np. podniesie-

nie płacy minimalnej o 60 proc. Premier

dotychczas co bardziej absurdalnym propozycjom mówił „nie”. Ostatnio jednak zdaje się być mniej stanowczy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bez przystawek nie ma obiadu