Bez straty, ale z niepewnym zyskiem

Mirosław Konkel
27-06-2011, 00:00

Wybierając produkty strukturyzowane, klient może mieć pewność, że zainwestowanych pieniędzy nie straci.

Wybierając produkty strukturyzowane, klient może mieć pewność, że zainwestowanych pieniędzy nie straci.

Zwykło się mówić, że nie każdy klient powinien porywać się na produkty strukturyzowane. A z pewnością nie jest to dobra i bezpieczna oferta dla kogoś, kto nie zna się na giełdzie, cenach złota i ropy naftowej czy kursach walut. Daniel Wrzesiński, naczelnik wydziału produktów depozytowych i inwestycyjnych w MultiBanku, uważa, że to nie prawda, choć przyznaje, że minimum wiedzy finansowej mieć trzeba. Podkreśla jednak, że wcale nie trzeba być wytrawnym inwestorem, aby móc korzystać z tego typu usług.

— Aby zrozumieć zasadę działania produktów strukturyzowanych, wystarczy rozmowa z dobrym doradcą bankowym, który wyjaśni, jak zbudowany został instrument i kiedy możemy na nim zarobić — mówi ekspert.

Jego zdaniem, produkty strukturyzowane są dla osób, które spodziewają się zysku ale biorą też pod uwagę jego brak. Natomiast niewątpliwą zaletą tych instrumentów jest — według niego — to, że cokolwiek by się działo w gospodarce, zainwestowanych pieniędzy się nie straci.

Szacuje się, że aż 95 proc. instrumentów strukturyzowanych zabezpiecza włożony kapitał. Nie ma zatem gwarancji, że produkty te pozwolą klientom zarobić, ale jest przynajmniej pewność, że nikt na nich nie straci.

Obiecanki cacanki

W okresie giełdowej hossy wiele instytucji finansowych zapewniało, że oferowane przez nie produkty strukturyzowane przyniosą 30 proc. zysku, lub nawet więcej. Firmy te nie dodawały, niestety, że nie jest to wynik gwarantowany, lecz uzależniony do sytuacji na rynkach finansowych. Dziś każdy bank, który składałby podobne obietnice, zostałby potraktowany z dużą rezerwą.

— Polacy zadowalają się obecnie 10-11 procentami zysku z instrumentów strukturyzowanych, czyli dwukrotnością tego, co daje standardowa lokata. Obniżenie oczekiwań widać szczególnie wśród osób zamożnych, które mają pewną wiedzę ekonomiczną — stwierdza Daniel Wrzesiński.

Według niego, coraz więcej klientów zdaje sobie sprawę, że instrumenty strukturyzowane należy traktować jedynie jako dodatek do portfela inwestycyjnego, a nie jego główny składnik. Wcześniej — nie ukrywa — bywało z tym różnie. Wystarczyła reklama w mediach, by większość naszych rodaków ulokowała niemal wszystkie swoje oszczędności.

— Kryzys nauczył Polaków ostrożniejszego podejścia i do banków, i do własnych inwestycji. Klienci mniej sugerują się reklamą czy ładnym opakowaniem marketingowym, a bardziej skupiają na konstrukcji produktu i realnych możliwościach zysku lub straty — uważa finansista.

Dla ostrożnych

Rynek struktur w Polsce dopiero raczkuje. W tego rodzaju produkty w 2007 r. zainwestowaliśmy 3,7 mld zł, a w zeszłym — 5 mld zł. To niewiele, zwłaszcza na tle Europy zachodniej — tam produkty te przyciągają średnio 10 proc. oszczędności, u nas — niecałe 3 proc. Według Daniela Wrzesińskiego, nasze zapóźnienie w stosunku do tzw. starej Unii wynika z mniejszej zamożności i niższej świadomości.

— Krajowy rynek jest stosunkowo młody. W Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji produkty strukturyzowane dostępne były już w latach 90. ubiegłego wieku. W naszym kraju instytucje finansowe zaczęły je szerzej wprowadzać w latach 2006-07 — wskazuje menedżer MultiBanku.

— Jeszcze kilka lat temu specjaliści prognozowali, że lokaty czy polisy strukturyzowane będą takim samym hitem sprzedażowym jak fundusze inwestycyjne. Być może tak by się stało, gdyby nie kryzys. Niestety, w ciężkim roku 2008 duża część tych produktów, zamiast np. spodziewanych 10 proc., nie dawała żadnych zysków — dodaje Daniel Wrzesiński

Również rok 2009 nie okazał się dla tego segmentu usług finansowych przełomowy. Głównie z powodu tzw. wojny depozytowej.

Gdy zwykła lokata bankowa zapewniała 6-7 proc. zysku, kto by chciał inwestować w instrumenty finansowe dające jedynie gwarancję zwrotu kapitału? Poza tym w okresie spowolnienia gospodarczego klienci zwykle unikają ryzyka. Wybierają sprawdzone i najlepiej znane formy pomnażania pieniędzy.

Duży potencjał

Czy produkty te staną się kiedyś równie popularne jak np. fundusze inwestycyjne? Daniel Wrzesiński twierdzi, że tak się właśnie stanie, ale najszybciej za kilka lat, gdy zapomnimy o złych doświadczeniach z czasu kryzysu.

— Aktualnie udział oszczędności gospodarstw domowych w instrumentach strukturyzowanych wynosi 3 proc., a poziom optymalny to około 20 proc. Zatem margines rozwoju tego rynku jest ciągle jeszcze ogromy — zauważa ekspert.

Za i przeciw strukturom

Zalety

ochrona zainwestowanego kapitału

możliwość osiągnięcia zysków wyższych niż na tradycyjnych lokatach bankowych

możliwość inwestowania na rynkach, do których statystyczny klient w innym przypadku miałby bardzo utrudniony dostęp

Wady

ograniczona płynność

brak możliwości aktywnego zarządzania strategią wykorzystywaną przy danym produkcie (nie można zmienić tej strategii w trakcie, bez względu na to, co dzieje się na giełdach, rynkach walutowych itp.)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bez straty, ale z niepewnym zyskiem