Bez ugody z BRE El-Net upadnie

Marcin Goralewski
opublikowano: 02-06-2003, 00:00

Niezależnie od tego, czy BRE Bank zaakceptuje plan ratunkowy El-Netu, warszawskiego operatora, spółka weźmie udział w konsolidacji. Pomoże jej w tym nowy właściciel... albo syndyk. Wszystko wyjaśni się w ciągu miesiąca.

Nadal nie wiadomo, czy konsorcjum banków kredytujące El-Net, trzeciego pod względem wielkości operatora niezależnego, zaakceptuje plan ratunkowy dla spółki. Jeśli nie, spółka upadnie. Decydujący głos w tej sprawie ma BRE Bank, stojący na czele konsorcjum, które kilka lat temu wspomogło El-Net 305 mln zł kredytu. Do spłaty pozostało jeszcze 160 mln zł.

— To nie szantaż. Takie są po prostu realia — mówi krótko Eugeniusz Gaca, prezes kontrolowanego przez Elektrim Telekomunikację El-Netu.

Decyzja BRE Banku może mieć istotne znaczenie dla procesu konsolidacji krajowych operatorów telekomunikacyjnych. Nie jest bowiem tajemnicą, że przejęciem El-Netu zainteresowani są pozostali gracze na rynku — należąca do KGHM Telefonia Dialog, kontrolowana przez inwestorów finansowych Netia oraz Telenet, spółka budująca grupę (również pod egidą partnerów finansowych) na gruzach upadłej firmy Poland Telecom Operators. Najbardziej zdecydowana w tym gronie wydaje się Netia, której rada nadzorcza zaakceptowała pomysł wchłonięcia El-Netu. Warszawski operator prawdopodobnie uczestniczy w rozmowach, jakie toczy Elektrim Telekomunikacja (ET), właściciel El-Netu, z bankowym konsorcjum. Rozmowy mają się zakończyć za miesiąc. Taki czas dały sobie strony, podpisując stosowne porozumienie. Los El-Netu wcale jednak nie jest przesądzony. Wcześniej ET zerwało negocjacje prowadzone bezpośrednio z operatorami. Karty chciał rozdawać BRE Bank.

— Upadłość El-Netu może być efektem nie do końca zrozumiałej gry, jaka toczy się o firmę. Jedno jest pewne — upadły czy działający El-Net zostanie wchłonięty przez jednego z działających w Polsce operatorów — mówi osoba związana ze spółką.

Jeśli BRE Bank zaakceptuje warunki, to spółka przetrwa. Nieaktualny stanie się wniosek o upadłość, złożony kilka tygodni temu przez Blue Aries Capital, jednego z wierzycieli spółki.

Największą bolączką El-Netu są długi — zaciągnięte jeszcze w czasie intensywnej budowy sieci, zdobywania koncesji i wiary w dynamiczny rozwój rynku. Pomysł zarządu na uzdrowienie sytuacji nie jest niczym nowym.

— Proponujemy zamianę części długu na akcje, redukcję zobowiązań i rozłożenie pozostałej kwoty na raty — mówi Eugenisz Gaca.

W ubiegłym roku na podobny krok zdecydowali się wierzyciele Netii — za długi przejęli ponad 90 proc. kapitału spółki. Tę drogę uzdrowienia Telefonii Dialog chce też wybrać KGHM.

Zdaniem prezesa El-Netu, sytuacja, w jakiej znajduje się spółka, powinna prowokować bardziej do pozostawienia firmy przy życiu niż doprowadzeniu jej do bankructwa. Spółka osiąga zysk operacyjny i przyłącza nowych abonetów.

— Potrzebujemy zaledwie 40 mln zł w ciągu trzech lat, żeby przeprowadzić wymagane inwestycje, przyłączać nowych klientów, prowadzić sprawne akcje marketingowe. Za trzy lata możemy być w pełni zdrowym, zyskownym operatorem telekomunikacyjnym. Brakuje tak niewiele — mówi prezes El-Netu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu