Bezkrólewie w PKO BP już szkodzi wycenie banku

Przemek Barankiewicz, CFA
14-02-2007, 00:00

Ten rok zdecydowanie nie należy do PKO BP. Kurs banku wzrósł od początku roku o niespełna 2 proc., wobec dwucyfrowych stóp zwrotu niemal wszystkich przedstawicieli branży. I to na tydzień przed publikacją wyników bankowego detalisty (23 lutego), które pokażą najwyższy roczny zysk netto w historii polskiej bankowości. Wszystko przez to, że wybór prezesa spółki opóźnia się, co z kolei opóźnia przygotowanie nowej strategii banku. Szanse na pościg za przyszłym liderem rynku, powiększonym Pekao, topnieją.

Spekulacje na temat trzeciego konkursu na prezesa PKO BP sugerują, że okres bezkrólewia może jeszcze potrwać wiele tygodni. Już dziś można jednak sformułować listę życzeń pod jego adresem. Najważniejsze narzuca się samo — jak najmniej polityki w kierowaniu bankiem. O realizację będzie trudno. Mniejszościowym akcjonariuszom wystarczy więc, by wpływ resortu skarbu na bank w jak najmniejszym stopniu odbijał się na wynikach finansowych. To dużo ważniejsze niż szybkie odzyskanie pozycji krajowego lidera.

Strata do Pekao, pod względem wartości depozytów i kredytów, będzie niewielka. PKO BP pozostanie największy pod względem liczby rachunków ROR, oddziałów, wydanych kart kredytowych i udzielonych kredytów hipotecznych. Te pozycje dla perspektyw banku są dużo ważniejsze niż wolumeny. Tym bardziej że analitycy wskazują na zdrowszą strukturę bilansu PKO BP. Niestety, bank pozostanie także zdecydowanym liderem pod względem liczby zatrudnionych. Już obecna strategia zakłada redukcje 1500 etatów rocznie, ale skutecznie neutralizują ją wyższe pensje. Cięcia etatów są konieczne, ale czy prezes będzie miał determinację (i zgodę) na ich przeprowadzenie?

Nowy szef dostanie bank z wieloma problemami, ale konkurenci marzyliby o takich kłopotach. PKO BP, mimo olbrzymiego potencjału tkwiącego w redukcji kosztów i efektywnym wykorzystaniu sieci oddziałów, wypracuje w 2006 r. znacznie ponad 2 mld zł zysku netto. To najlepszy wynik w historii polskiej bankowości, ale co ważniejsze osiągnięty przy najwyższej wśród giełdowych banków rentowności kapitałów własnych (ROE). Nowy szef powinien go jeszcze zwiększyć, bo w regionie 23-procentowe ROE nikomu nie imponuje. Do poprawienia są także inne wskaźniki, oparte głównie na kosztach. Miejmy nadzieję, że szczegółowe plany ich zmiany poznamy już w tym kwartale, wraz z nową strategią banku. Cele powinny być ambitniejsze niż te opublikowane w 2005 r. (rentowność już dziś jest znacznie wyższa niż zakładana wówczas na 2008 r.). PKO BP powinien osiągnąć adekwatną do swoich rozmiarów pozycję w internecie, zarządzaniu aktywami i usługach maklerskich. Jeszcze ważniejsze dla rynku będą szczegóły dotyczące ekspansji zagranicznej (być może bardziej opłacalna byłaby koncentracja na rodzimym podwórku), zasad współpracy z Pocztą Polską i Bankiem Pocztowym (olbrzymie możliwości korzystania z 8000 placówek), a przede wszystkim z PZU. Zapędy do tworzenia krajowego giganta finansowego są w kręgach politycznych duże. Oby oparte one były na rachunku ekonomicznym. Potencjał banku jest na tyle duży, że tylko zła strategia — a nie zły prezes — może mu zaszkodzić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz, CFA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Bezkrólewie w PKO BP już szkodzi wycenie banku