BGK przegra z Grecją

Marek Rogalski
opublikowano: 11-05-2011, 00:00

Niektórzy mogą twierdzić, że 21 kwietnia 2011 r. zapisał się w historii, jako dzień usankcjonowania interwencji na rynku złotego. Wtedy resort finansów wspólnie z NBP zadecydował o zwiększeniu wolumenu wymiany euro z Unii Europejskiej bezpośrednio na rynku międzybankowym. Podano przy tym szacowane kwoty. W tym roku ma to być 13-14 mld EUR, a w przyszłym 17-18 mld EUR. Na tle średniego dziennego obrotu (1,2 mld USD według badań Banku Rozliczeń Międzynarodowych z kwietnia 2010 r.) jest to suma, którą można już zdziałać wiele. Zwłaszcza, że nieraz wystarczą nawet niewielkie kwoty. Ważny jest efekt psychologiczny, którym jest wejście dużego gracza na rynek.

W ostatnich dniach dzięki tym działaniom udało się uchronić złotego przed większym osłabieniem. Wprawdzie wyraźnie w górę poszły notowania USD/PLN, podrożał też frank i funt, jednak wartości te mogłyby być jeszcze wyższe, gdyby na rynku EUR/PLN nie interweniował bank BGK, sprzedając walutę. Trudno określić, jakie były to kwoty, ale na razie działania te były skuteczne. Nastrój wokół złotego nie jest zły, mimo, że świat zaczyna się coraz bardziej martwić o losy Grecji.

Z ekonomicznego punktu widzenia sytuacja Grecji jest jasna. Albo restrukturyzacja długu, albo opuszczenie strefy euro. Każda z tych opcji może bardzo silnie uderzyć w system finansowo-bankowy Eurolandu, ale w dłuższym horyzoncie może być tańsza od dalszego pompowania pieniędzy w bankruta. Ze względów politycznych, ale i też ze zwykłego strachu, opcje te nie są oficjalnie brane pod uwagę. Tyle, że tym samym stwarza się dużym funduszom spekulacyjnym świetny pretekst pod dalszą grę na przecenę euro. Bo jednocześnie obserwowane zniżki na rynku surowców sprawiają, że presja inflacyjna będzie słabnąć i tym samym Europejski Bank Centralny (ECB) nie będzie musiał utrzymywać wyraźnie jastrzębiej retoryki.

Większość krajowych analityków zwraca uwagę na siłę polskiej gospodarki i ma rację. Wierzy w to także minister finansów, który liczy, że dzięki większym dochodom do budżetu, uda się w przyszłym roku wyraźnie zbić nadmierny deficyt budżetu. Traktując złotego przez pryzmat dynamiki PKB można być optymistą. Tyle, że to nie wystarczy. Niektórzy zagraniczni analitycy punktują Polskę, zarzucając jej brak reform strukturalnych, które pozwoliłyby rzeczywiście zredukować ryzyko powstawania nadmiernego deficytu. W krótkim okresie czynnikiem ryzyka jest też pogarszająca się charakterystyka bilansu płatniczego i rewizja salda błędów i opuszczeń, która możliwa jest w czerwcu. To wszystko sprawia, że inwestorzy mogą żądać większych premii, czyli po prostu oczekiwać zdecydowanych podwyżek stóp procentowych od Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Tyle, że agresywna polityka RPP jest mało prawdopodobna.

Jeżeli tykająca grecka bomba zostanie w końcu zdetonowana, to nie ma co liczyć, że działania BGK na rynku złotego będą skuteczne. Panika na rynkach finansowych sprawi, że zagraniczni inwestorzy będą uciekać także z polskich obligacji, których mają dużo. Wtedy złoty sporo straci. Trzeba o tym pamiętać i pozostać czujnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu