Białek: na GPW mamy szczyty co 3-4 lata

Rozmawiał Adrian Boczkowski
30-07-2010, 00:00

"PB": Co pan sądzi o cyklu hossa-bessa na giełdzie?

Wojciech Białek, główny analityk CDM Pekao: Podstawowy cykl w gospodarce (również cykl stóp procentowych), a zatem i cykl hossa-bessa, ma 3-4 lata. To powoduje, że na GPW mamy szczyty właśnie co 3-4 lata. A więc kwiecień 1991, marzec 1994, luty 1997, marzec 2000, specjalny przypadek 2004 roku i lipiec 2007. Przypadek roku 2004 jest specjalny dlatego, że spowolnienie gospodarcze z lat 2004-05 było bardzo łagodne, a w rezultacie cykliczna bessa z lat 2004-05 przyjęła niezauważalną — "pędzącą" — postać. Hossa 2001-07 to tak naprawdę dwie cykliczne zwyżki rynku akcji — 2001-04 i 2005-07 — połączone "niedorozwiniętą" cykliczną bessą z lat 2004-05. Ta cykliczność powoduje, że kolejnego szczytu hossy należy oczekiwać w 2010 r. Obstawiam wrzesień albo przełom grudnia i stycznia. Potem czeka nas normalna cykliczna bessa. Następna hossa powinna rozpocząć się 3-4 lata po tej, która wystartowała w lutym/marcu 2009 r., czyli gdzieś w 2012-13 r. (patrz lata 2002-03 i "wzorzec dekadowy").

Czy obecna sytuacja makro i rynkowa jest na tyle normalna, że nie trzeba wykonać żadnych korekt spodziewanych cykli?

Jeśli przez normalność uznamy podobieństwo obecnej sytuacji do analogicznych faz poprzednich "cykli pokoleniowych", czyli sytuacji z 1976, 1939 czy 1909 r., to wszystko wydaje się być w normie. Ale oczywiście nie jest to sytuacja normalna dla kogoś, kto wyobrażenia o tym, co jest, a co nie jest normalne, wyrobił sobie na podstawie np. lat 90. XX w.

Czy warto doszukiwać się prawidłowości i cykli na rynkach finansowych, szczególnie na giełdzie?

Zjawisko cyklu koniunkturalnego w gospodarce było opisywane przez ekonomistów od bardzo dawna (zresztą, już w biblijnej księdze Koheleta mamy słynne "wszystko ma swój czas"), a hossy i bessy na rynku akcji to po prostu rynkowe odbicia faz ożywienia i spowolnienia rozgrywających się w gospodarce. Ożywienie gospodarcze, czyli okres przyspieszania dynamiki wzrostu gospodarczego, to hossa, czyli okres przyspieszania dynamiki wzrostu cen akcji. Spowolnienie gospodarcze, czyli okres zwalniania dynamiki wzrostu gospodarczego, równa się bessie, czyli okresowi spadku dynamiki zmian cen akcji. Należy pamiętać, że odpowiednie zjawiska w gospodarce wyprzedzane są przez rynek akcji średnio o około pięciu miesięcy. Innymi słowy, reagując na rynku na ogłaszane z miesięcznym opóźnieniem dane GUS o gospodarce, jesteśmy tak naprawdę w pół roku za rynkiem.

W tym sensie pytanie o to, w jakiej fazie cyklu giełdowo-gospodarczego się znajdujemy, jest równie uprawnione, jak pytanie o to, jaką mamy porę roku czy porę dnia. Oczywiście różnica polega na tym, że długość dnia i długość roku jest stała, a cykle gospodarczo-giełdowe mają zmienną długość.

Jeśli tak, to cykle oparte na jakim parametrze najlepiej się sprawdzają?

Najbardziej wiarygodne są te cykle, które można powiązać z zachodzącymi w gospodarce zjawiskami. Podstawowy cykl hossa-bessa trwa 3-4 lata i pokrywa się z cyklami stóp procentowych banku centralnego i cyklami oscylacji tempa wzrostu gospodarczego oraz inflacji, związanymi ze zmianami popytu. Inny ważny cykl związany jest z cyklem inwestycji w gospodarce. Na rynku odpowiada mu "wzorzec dekadowy". I wreszcie globalny "cykl pokoleniowy" związany — jak uważam — ze zjawiskiem synchronizowania się poszczególnych pokoleń poprzez uczestnictwo w kolejnych boomach na rynku nieruchomości i generowanych przez nie inflacyjnych boomach kredytowych. Nasi rodzice uczestniczyli w boomie budowlanym z lat 70. finansowanym zagranicznymi kredytami zaciąganymi przez rząd Gierka (patrz serial "Alternatywy 4"), nasze pokolenie finansowanie walutowe "dostało" już od zagranicznych banków tym razem bez pośrednictwa rządu (ale za to za pośrednictwem krajowych banków kontrolowanych przez zagraniczne grupy finansowe). Różnica jest taka, że w 1982 r. rząd PRL ogłosił hurtowo bankructwo na swoich zagranicznych długach, a tymczasem bankructwa w naszym pokoleniu będą już sprawą indywidualną.

Krótsze cykle to już domena psychologii, a więc one powinny być analizowane w tandemie nie ze statystykami makro, ale z danymi o sentymencie inwestorów: liczone w miesiącach lub krótsze cykle giełdowe to po prostu oscylacje nastrojów uczestników rynku cały czas maniakalno-depresyjnie falujących od euforii do depresji.

Gdzie szuka pan wskazówek?

Osobiście lubię używać zmian kursu złotego i zmian rynkowych stóp procentowych do prognozowania koniunktury gospodarczej (zmiany złotego wyprzedzają zmiany produkcji przemysłowej średnio o blisko pół roku, a zmiany stóp procentowych średnio o rok). Mając już prognozę tendencji gospodarczej, mogę silić się o predykcje dla rynku akcji.

Pracę analityka śledzącego cykle rynkowe można porównać z pracą trapera polującego na dziką zwierzynę. Rynki i gospodarki zostawiają cały czas dużo śladów (danych makro, formacji technicznych, sygnałów sentymentu, poziomów waluacji) i w miarę doświadczony, znający obyczaje rynków analityk powinien być w stanie z tych śladów odczytać kierunek marszu tropionego "zwierza".

Dlaczego szukanie prawidłowości lepiej sprawdza się od prognoz długoterminowych?

W krótkim terminie nie ma prognoz, są jedynie zgadywanki. Z tego samego powodu, z jakiego łatwiej prognozować kurs wielkiego tankowca, a trudniej malutkiej żaglówki. Łatwiejsze są prognozy dla wielkich rynków i wielkich gospodarek niż dla poszczególnych spółek.

Rozmawiał Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Adrian Boczkowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Białek: na GPW mamy szczyty co 3-4 lata