Białek: następny kryzys w latach 2011-12

AB
21-09-2009, 09:33

Zapytaliśmy Wojciecha Białka, głównego analityka CDM Pekao, o koniunkturę na rynkach w krótszej i dłuższej perspektywie... 

"PB"": Kryzys kończy się happy endem czy jednak trzeba szykować się na bessę jak z lat 2000-03?

Wojciech Białek: Po całej obecnej "zabawie" pozostaną olbrzymie długi rządów, które zaczną przygniatać sferę finansów publicznych, a potem realną gospodarkę. Ten proces jednak potrwa. Następny kryzys powinniśmy zobaczyć w latach 2011-12. USA mocno stymulują system finansowy, co w przyszłym roku powinno wypchnąć kurs euro względem dolara do rekordowo wysokich poziomów.

To wepchnie w recesję europejskich producentów, a to z kolei spowoduje nawrót problemów europejskiego sektora finansowego. W USA banki były za duże, by upaść, a w Europie pojedyncze kraje są za małe, by je uratować. Kapitał zaczął już rozróżniać kraje wewnątrz strefy euro. Zobaczymy więc ciekawą sytuację. Albo niektóre kraje opuszczą strefę euro i zdewaluują swoje waluty, albo oddadzą swój sektor bankowy pod opiekę krajom bardziej wiarygodnym na rynku kapitałowym.

W jakim miejscu byłyby obecnie indeksy giełdowe czy wskaźniki makroekonomiczne, gdyby Lehman Brothers uniknął upadku?

Gdyby przed rokiem nie doszło do upadku Lehman Brothers, bylibyśmy raczej w tym samym miejscu, gdzie obecnie. Trajektoria lotu byłaby jednak mniej dramatyczna. Efekt netto byłby jednak podobny.

Bańka na rynku kredytów hipotecznych była faktem. Pytaniem pozostaje, czy jej pęknięcie mogło skończyć się tylko gigantycznymi stratami instytucji finansowych, czy jednak musiało dojść do bankructw. Upadek Lehmana wywołał konieczność uregulowania ubezpieczenia jego bankructwa w postaci instrumentów CDS. To pociągnęło na dno kolejne instytucje, np. AIG. Bez jesiennej paniki nie byłoby jednak interwencji rządów i banków centralnych, w których najmocniej udzielają się USA i Wielka Brytania.

Nie dziwi pana dynamika obserwowanego odbicia zarówno na giełdach, jak i w realnej gospodarce wielu państw?

Patrząc na wskaźniki, upadek Lehmana wygląda jak potknięcie, po którym wszystko wraca do równowagi. To zaskakująca konstatacja. W ślad za stabilizacją na rynku międzybankowym (spread LIBOR-OIS) widać podobny proces w realnej gospodarce, gdzie w przypadku wielu krajów widzimy największy od lat wzrost produkcji (Japonia) czy optymizmu (Niemcy). Żwawość, z jaką ciężka gospodarka światowa powraca do poprzedniego stanu, musi robić wrażenie, choć mnie to nie zaskoczyło. Uważałem bowiem, że czeka nas powtórka z wybicia z 1999 r., co do czego się nie pomyliłem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Białek: następny kryzys w latach 2011-12