Biomed-Lublin wdraża plan ratunkowy

  • Alina Treptow
opublikowano: 08-06-2016, 22:00

Spółka liczy na pionierski sukces — udaną restrukturyzację w najbardziej wymagającej formule pod rządami nowego prawa. Później pomyśli, co dalej z zakładem frakcjonowania osocza

Biomed-Lublin, producent leków i szczepionek, który na początku roku złożył wniosek o otwarcie postępowania układowego, sprawdza na sobie, jak działają nowe przepisy o restrukturyzacji przedsiębiorstw.

— Niezależnie od losów zakładu frakcjonowania 
osocza dostrzegam w Biomedzie bardzo duży potencjał eksportowy. Jednym z
 ciekawszych produktów jest distreptaza, lek przeciwzapalny — mówi 
Marcus Preston, członek zarządu Biomedu-Lublin ds. restrukturyzacji.
Zobacz więcej

SPÓŁKA Z POTENCJAŁEM:

— Niezależnie od losów zakładu frakcjonowania osocza dostrzegam w Biomedzie bardzo duży potencjał eksportowy. Jednym z ciekawszych produktów jest distreptaza, lek przeciwzapalny — mówi Marcus Preston, członek zarządu Biomedu-Lublin ds. restrukturyzacji. Grzegorz Kawecki

— To operacja na żywym organizmie. Prawdopodobnie jesteśmy pierwszą firmą, która przejdzie postępowanie układowe w ramach nowych przepisów, więc wszystkim zależy, żeby Biomedowi się udało — mówi Marcus Preston, członek zarządu Biomedu-Lublin ds. restrukturyzacji.

Wielki dzień

W najbliższych dniach lubelską spółkę czeka najważniejszy test — głosowanie wierzycieli nad układem. Część już zagłosowała listownie. Marcus Preston twierdzi, że jest duża szansa na szczęśliwe zakończenie.

— Z rozmów z wierzycielami wynika, że spełnimy warunki układu [w przypadku procedury wybranej przez Biomed „za” musi być połowa wierzycieli, którzy reprezentują co najmniej trzy czwarte wierzytelności wartościowo — red.]. PARP [udzieliła spółce dotacji na budowę zakładu frakcjonowania osocza — red.] i najwięksi bankowi wierzyciele również są zwolennikami układu. Po głosowaniu będziemy jeszcze czekać na uprawomocnienie się decyzji. Jest też ryzyko jej zaskarżenia, co wydłużyłoby cały proces, ale jestem dobrej myśli — mówi Marcus Preston. W pierwszej grupie wierzycieli są instytucje, głównie banki, w drugiej — podmioty publicznoprawne, które spółka planuje spłacić w ciągu roku od zatwierdzenia układu. Trzecia, z wierzycielami do 50 tys. zł, ma zostać spłacona w ciągu pół roku, a czwarta, powyżej tej kwoty, będzie musiała poczekać nawet 7 lat od marca 2017 r., choć Biomed spróbuje skrócić ten okres, ułatwiając sprzedaż wierzytelności. Piąta grupa to obligatariusze. Początkowo spółka planowała zamienić obligacje na akcje, ale ponieważ w tej grupie wierzycieli są też fundusze obligacyjne, wycofała się z tego pomysłu.

Recepta na 170 mln zł

Dopiero gdy układ się uprawomocni, Biomed-Lublin rozpocznie prace nad strategią. Na razie tylko konsultuje się z firmami doradczymi. Wstępny plan zakłada dwa warianty. — Do tej pory inwestycja pochłonęła 80 mln zł. Według pierwotnych szacunków, aby miała szanse powodzenia i umożliwiała ekspansję z własnymi produktami osoczopochodnymi, potrzeba było około 250 mln zł. W obecnych warunkach rynkowych koszt może być wyższy. Rozważymy możliwość pozyskania inwestora, który pomoże nam sfinansować projekt.

Ze względu na skalę inwestycji, która już raz okazała się dla spółki nie do udźwignięcia i przyczyniła się do jej obecnych problemów, chcemy to zrobić w sposób przemyślany. Jeśli się nie uda, mamy plan B: sprzedaż aktywów — wyjaśnia Marcus Preston.

Czarna karta historii

Fatum nad fabryką frakcjonowania osocza wisi od ponad 20 lat. O idei jej wybudowania głośno zrobiło się w 1995 r., gdy został wyłoniony podmiot, który miał zrealizować inwestycję — Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO). Budowa miała być finansowana kredytem od konsorcjum banków, na który gwarancji udzielił w ostatnich dniach urzędowania rząd Włodzimierza Cimoszewicza. Skończyło się aferą, bo zamiast fabryki powstały dwie hale, a państwo musiało zwrócić bankom 61 mln zł. Drugie życie idea zyskała dzięki firmie Biomed-Lublin Wytwórnia Surowic i Szczepionek, która w 2009 r. przejęła niedokończoną inwestycję. Inwestor robił, co mógł, by odciąć się od aferalnej przeszłości projektu. W 2011 r. zapowiedział 200 mln zł nakładów i zatrudnienie około 200 osób. Na początku 2016 r. złożył wniosek o otwarcie postępowania układowego. Jednym z głównych powodów były nierozliczone dotacje z PARP. Szwajcarom, którzy też mieli ambicje zostać polskim frakcjonatorem osocza, inwestycja również się nie udała. Ich fabryka na Pomorzu za 100 mln EUR nie powstała — inwestor wycofał się, nieuzyskawszy od państwa gwarancji, że polskie szpitale będą kupować jego produkty w pierwszej kolejności.

 Nowe prawo w skrócie

Nowe przepisy restrukturyzacyjne miały być receptą na patologie. Pod rządami starego prawa zdarzało się, że większość interesariuszy wolała, aby firma upadła, niż kontynuowała działalność. Nowe przepisy zniosły uprzywilejowanie skarbu państwa (wcześniej jego wierzytelności były spłacone przed wierzytelnościami przedsiębiorców), który dotychczas nie miał motywacji, żeby głosować za układem. Od stycznia na układzie bardziej zależy również syndykom — ich wynagrodzenie jest uzależnione od tego, czy zostanie zawarty. Po raz pierwszy dłużnicy i wierzyciele mają też możliwość wyboru nadzorcy albo zarządcy. Do tej pory osoby zajmujące się upadłościami i sprawami naprawczymi wyznaczał sąd. Ustawa zdefiniowała na nowo również zdolność do wykonywania zobowiązań — w świetle nowych przepisów dłużnik utracił ją, gdy opóźnienia przekraczają trzy miesiące.

 

3 PYTANIA DO ANDRZEJA GŁOWACKIEGO, PREZESA FIRMY DORADCZEJ DGA

Lekcja na żywo

Kto może być beneficjentem nowych przepisów restrukturyzacyjnych?

Przede wszystkim podmioty zagrożone niewypłacalnością, choć ustawa dopuszcza również podmioty już niewypłacalne. Z określeniem „zagrożenia niewypłacalnością” polscy przedsiębiorcy mają jednak duże trudności. Powiedziałbym, że są romantykami, którzy do ostatniej chwili wierzą, że uda się im znaleźć inwestora czy zdobyć duże zlecenie, które będzie receptą na ich problemy. Czekają tak długo, że wielu z nich już przestaje się kwalifikować do restrukturyzacji i pozostaje tylko upadłość.

Kiedy moment jest odpowiedni?

Wniosek do sądu powinno się składać znacznie szybciej, gdy wystąpiła sytuacja kryzysowa lub trwa od dłuższego czasu — np. gdy główny wierzyciel zawnioskuje o ogłoszenie upadłości, z firmy IT odejdzie grupa niezastąpionych informatyków odpowiedzialna za znaczący projekt lub prowadzona od dwóch lat sieć sklepów nadal nie spina się biznesowo.

Przepisy weszły w życie blisko pół roku temu. Co budzi największe wątpliwości?

Zacznę od tego, że są to bardzo dobre przepisy, które w głównych założeniach umożliwiają takie procedury restrukturyzacyjne, jak postępowanie o zatwierdzeniu układu, przyśpieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe oraz postępowanie sanacyjne. Największym problemem jest to, że dopiero uczymy się stosowania nowego prawa. Dotyczy to dłużników, wierzycieli i sądów. Z naszych doświadczeń wynika, że wierzyciele domagają się np. od dłużników dodatkowych interpretacji nowego prawa, wymuszają spłatę zaległości czy też zaprzestają z dnia na dzień świadczyć usługi. Trzeba też jeszcze popracować nad PR. Restrukturyzacja miała być lekiem na negatywny odbiór spółki w upadłości. Niestety, ponieważ sprawy nadal prowadzą wydziały upadłościowe i naprawcze, wielu wierzycieli stwierdza, że to nowy rodzaj upadłości. Musimy więc jeszcze popracować nad edukacją.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu