Aptekarska wojna w Sejmie

Grupa posłów PiS przygotowała rewolucję na rynku aptecznym. Projekt popiera samorząd farmaceutów, a zwalczają duże sieci

„Apteki dla aptekarzy!” — wołają jedni. „Jesteśmy Polakami, nie zabijajcie nas!” — odpowiadają drudzy. Na wartym ponad 32 mld zł rynku aptekarskim od kilku tygodni trwa burza, wywołana tym, że niewielki i niedawno utworzony parlamentarny zespół ds. regulacji rynku farmaceutycznego przygotował zajmujący jedną stronę A4 poselski projekt nowelizacji prawa, rewolucjonizujący reguły otwierania nowych aptek. Posłowie proponują, by prawo do prowadzenia aptek mieli tylko farmaceuci lub spółki, w których są wspólnikami. Jeden farmaceuta nie mógłby prowadzić więcej niż czterech aptek. Obecnie, choć rynek też jest mocno regulowany, właścicielami aptek mogą być też inwestorzy spoza branży, zasadą jest jednak, że kierownikiem każdej placówki musi być farmaceuta. Wprowadzone miałyby być też kryteria geograficzno-demograficzne: w większych miastach jedna apteka mogłaby przypadać na minimalnie 3 tys. mieszkańców, a w mniejszych miejscowościach i na wsiach odległość między aptekami nie mogłaby być mniejsza niż 1 km. Regulacje dotyczyłyby wszystkich nowych aptek.

Wyświetl galerię [1/3]

SZYBKO PRACUJE: Wojciech Buda, poseł Prawa i Sprawiedliwości, w drugiej połowie września stworzył parlamentarny zespół ds. regulacji rynku farmaceutycznego, którego celem był „udział w pracach nad nowym prawem”. Zespół bardzo szybko przygotował własną, daleko idącą nowelizację przepisów, która lada dzień ma trafić do laski marszałkowskiej. PAWEŁ SUPERNAK/PAP

— Projekt zostanie w najbliższym czasie złożony do laski marszałkowskiej, mam nadzieję, że zostanie przyjęty jak najszybciej. Podobne regulacje obowiązują w największych krajach Unii Europejskiej, takich jak Niemcy czy Francja. Oczekujemy, że zmiany wyeliminują patologie na rynku, zapewnią aptekom równy dostęp do rynku hurtowego, a pacjentom — do leków, przy okazji zapobiegając monopolizacji rynku przez sieci, z których największe są kontrolowane przez spółki zarejestrowane za granicą — mówi Waldemar Buda, poseł PiS i przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. regulacji rynku farmaceutycznego.

Samorządowy lobbing

Sprawa wzbudza duże kontrowersje, i to nawet w kręgach sympatyzujących z partią rządzącą. W ubiegłym tygodniu „wSieci” napisało: „wszystko wskazuje na to, że te szokujące propozycje opracowano w Naczelnej Izbie Aptekarskiej (NIA), a gotowiec wydrukował i ogłosił jako wynik własnych prac zespół parlamentarny”. Chodzi o to, że we właściwościach pliku tekstowego, zawierającego projekt ustawy, jako autor podany jest koordynator biura prawnego izby, która zrzesza farmaceutów.

— Zarzuty są absurdalne, a cały incydent to burza w szklance wody. Projekt parlamentarnego zespołu trafił do konsultacji zarówno do nas, jak i do przedstawicieli wszystkich innych organizacji. Nasz prawnik skopiował pierwotną wersję dokumentu do pliku na swoim komputerze, naniósł uwagi do projektu, a następnie zostało to oficjalnie odesłane do zespołu parlamentarnego. To dlatego we właściwościach pliku jest jego nazwisko — mówi Tomasz Leleno, rzecznik NIA. Według NIA, trwa „czarna kampania, której celem ma być dyskredytacja propozycji parlamentarnego zespołu”. Samorząd aptekarski tymczasem zdecydowanie popiera wprowadzenie zmian w prawie.

— Mają one na celu zahamowanie funkcjonujących dziś na rynku patologii, utrzymanie korzystnych cen leków dla pacjenta oraz zapewnienie równomiernej dostępności leków dla osób z terenów wiejskich i miejskich. Celem tych regulacji jest także ochrona ok. 4 tysięcy polskich drobnych przedsiębiorców prowadzących apteki, którzy balansują na granicy bankructwa, oraz zabezpieczenie wielu tysięcy miejsc pracy. Ta regulacja stanowi zachętę dla młodych ludzi, aby pozostali w kraju. Obecnie Polskę opuszcza rocznie ok. 130 farmaceutów — statystycznie jest to jeden rocznik wydziału farmaceutycznego akademii medycznej — mówi Tomasz Leleno. Całkowicie odmienne zdanie na temat proponowanych regulacji mają przedstawiciele dużych sieci aptecznych.

— Jeśli projekt poselski wejdzie w życie w obecnym kształcie, to jego konsekwencją będzie wegetacja budowanych przez lata sieci, a w końcu ich likwidacja. Przedsiębiorcy nie będą mogli sprzedać swoich firm, ich spadkobiercy nie będą mogli ich odziedziczyć, każda kontrola będzie wiązała się z ryzykiem nieodwracalnego wypadnięcia z rynku, a najemcy nieruchomości będą mogli dyktować warunki, bo apteka prowadzona przez sieć będzie „uwiązana” do jednej lokalizacji. To wyrok na sieci, tworzone w znakomitej większości przez polskich przedsiębiorców — mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

Fikcyjne progi

Na polskim rynku działa ponad 14,5 tys. aptek, z czego ponad 60 proc. to apteki indywidualne lub mikrosieci, liczące mniej niż 5 placówek. W rękach dużych sieci, czyli takich, które mają więcej niż 50 placówek, jest około 14 proc. aptek. Takich sieci jest obecnie 16, z czego kilka kontroluje zagraniczny kapitał. Jeśli chodzi o wielkość obrotów, proporcje układają się inaczej — sieci mają wyraźnie ponad połowę rynku. Przepisy ograniczające możliwość koncentracji na rynku aptecznym już obowiązują. W teorii żaden przedsiębiorca nie może mieć na terenie województwa więcej niż 1 proc. aptek. W praktyce jednak próg ten nie obowiązuje, jeśli przekracza się go przy okazji przejęcia działającej placówki lub np. zamknięcia apteki.

— Niestety ten przepis od wielu lat nie jest respektowany przez część aptek sieciowych — narusza go statystycznie co czwarta. W skali całego kraju nawet 1,5 tys. aptek działa niezgodnie z prawem i zasadami zdrowej konkurencji. Aby to naprawić, konieczne jest wzmocnienie inspekcji farmaceutycznej poprzez przebudowanie jej struktury, a także zapewnienie dodatkowych etatów dla inspektorów — mówi Tomasze Leleno. Najsilniejszą pozycję ma notowany na warszawskiej giełdzie i kontrolowany przez polskich inwestorów Pelion, prowadzący sieć pod szyldem Dbam o Zdrowie (spółka zajmująca się działalnością apteczną jest zarejestrowana w Holandii). Na koniec trzeciego kwartału działało ich 846, z czego 68,5 proc. to placówki własne, a reszta — franczyzowe. Daje to łącznie około 5-procentowy udział w polskim rynku. Druga jest licząca ponad 360 aptek sieć Dr. Max z portfela funduszu Penta, a trzecie apteki Cef@arm, należące do notowanego na GPW Farmacolu. Poza siecią należącą do Penty żaden zagraniczny inwestor nie kontroluje więcej niż 100 aptek. Około 80 placówek ma EuroApteka, należąca do litewskiej grupy Vilniaus Prekyba (ma w Polsce też m.in. markety Aldik Nova), nieco mniejsza jest izraelska sieć SuperPharm, łącząca drogerie z aptekami, a także apteki działające w ramach drogeryjnej sieci Hebe, stworzonej przez portugalskie Jeronimo Martins, właściciela Biedronki. Udział dużych sieci w rynku stale rośnie — w ciągu ostatniego roku o 2,6 pkt. proc. Udział aptek indywidualnych w tym czasie zmniejszył się o 4 pkt. proc. Zgodnie z danymi firmy badawczej QuintilesIMS, tylko od stycznia do września 2016 r. przez sieci zostało przejętych 812 aptek.

— Nie negujemy potrzeby zmian w regulacjach rynku aptecznego, ale uważamy, że należy je wprowadzać po głębszej refleksji. To jest duży i wrażliwy rynek, zbudowany rękami polskich przedsiębiorców, który na razie działa całkiem sprawnie. Zdarzają się oczywiście problemy, ale nie ma większych kłopotów z zaopatrzeniem Polaków w leki. Ustawa, wprowadzana bez analiz o i oceny skutków regulacji może tym rynkiem zachwiać — mówi Marcin Piskorski.

Resortowa niepewność

Nie jest jasne, jakie stanowisko wobec proponowanych przez posłów zmian zajmuje Ministerstwo Zdrowia, które samo od dawna na interpelacje w sprawie sytuacji na rynku odpowiadało, że „prowadzi głębokie analizy”.

— Poselski projekt ustawy nie jest projektem rządowym. Stanowisko rządu w tej sprawie nie zostało jeszcze przedstawione. Ministerstwo Zdrowia analizuje poselski projekt pod względem zasadności założeń w nim przyjętych — informuje Milena Kruszewska, rzecznik prasowy resortu. Ministerstwo Zdrowia przyznaje jednak, że zmiany w prawie farmaceutycznym są konieczne. Dlatego może przedstawić własny projekt.

— Obecna sytuacja na rynku powoduje wiele patologii, które wpływają przede wszystkim na funkcjonowanie pacjenta w systemie. Chcemy podnieść jakość usług w aptece oraz przywrócić jej rolę placówki ochrony zdrowia, która powinna być istotnym elementem w zakresie opieki zdrowotnej nad pacjentem. Dlatego resort zdrowia przygotowuje projekt, który ma na celu podniesienie znaczenia i roli farmaceuty w systemie oraz określenie zasad jego współpracy z lekarzem — mówi Milena Kruszewska.

Tymczasem przedstawiciele sieci aptecznych w nieoficjalnych rozmowach często wskazują na to, że projektowane zmiany w prawie stoją w sprzeczności ze sloganami o rozwoju polskiej gospodarki i wsparciu dla przedsiębiorczości, głoszonymi przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Ministerstwo Rozwoju od całej sprawy na tym etapie umywa jednak ręce. — To projekt poselski, któremu nie nadano jeszcze biegu, nie mamy w jego sprawie stanowiska — słyszymy w Ministerstwie Rozwoju.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Przeciw rynkowi

GRZEGORZ GOŁĄB, właściciel sieci siedmiu aptek Rumianek

Zmiany w prawie farmaceutycznym proponowane przez zespół parlamentarny zmierzają w złym kierunku, a przede wszystkim prace nad nimi są prowadzone zbyt szybko i w sposób nieprzemyślany. Ta sprawa wymaga szerokich, spokojnych i merytorycznych konsultacji z branżą. Oczywiście zrozumiała jest chęć walki z takimi patologiami, jak otwieranie nowych aptek tuż obok już działających. Zastosowanie kryteriów demograficznych czy geograficznych nie jest więc pozbawione sensu. Wydaje się jednak, że wprowadzenie przepisów w obecnym brzmieniu doprowadzi przede wszystkim do osłabienia rynku i wzmocnienia pozycji hurtowników, z którymi pojedynczy aptekarze nigdy nie wynegocjują korzystnych warunków. W konsekwencji ceny dla pacjentów wzrosną, a dostępność leków wcale się nie poprawi. Nie wiem też, czy to dobry pomysł, by apteki należały tylko do aptekarzy. Magistrowie farmacji miewają smykałkę do biznesu, ale ich rolą jest przede wszystkim pomaganie pacjentom i byłoby dobrze, gdyby na tym się koncentrowali.

62 proc. …tyle z nich w połowie roku prowadzili indywidualni przedsiębiorcy i farmaceuci (średni obrót miesięczny to 154 tys. zł)…

13,9 proc. …a tyle należało do dużych sieci, mających ponad 50 aptek (średni obrót miesięczny to 265 tys. zł)

Źródło: Raport FundacjiRepublikańskiej„Rynek dystrybucjifarmaceutycznej 2016”

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Nie tędy droga

JAN ZAJĄC, prezes sieci 135 aptek Ziko

Dla takiej firmy jak nasza nowe przepisy będą oznaczały zatrzymanie prężnego rozwoju, a w biznesie, jeśli staniemy w miejscu, to zaczniemy się cofać. Rynek medyczny się rozwija i najbliższe lata będą wymagały inwestycji w nowe technologie, jak telemedycyna. Kogo będzie na nie stać? Samorząd aptekarski powołuje się często na przykład Niemiec i Francji, gdzie podobne regulacje obowiązują od lat. W Niemczech w tym roku wybuchła wielka afera, związana z wyłudzeniem ponad 2,7 mld EUR przez aptekarzy, a we Francji olbrzymim problemem jest fałszowanie programów aptecznych. W obu krajach apteki znikają, bo nie ma ich kto odziedziczyć — dla młodych farmaceutów perspektywa prowadzenia jednej apteki przez całe życie nie jest kusząca. Na hermetycznym rynku patologii jest więcej niż na wolnym, a aptekarze zderzają się z bardzo silnymi, nowoczesnymi dystrybutorami, którzy mogą im dyktować warunki. Konsekwencja jest jasna – wzrost cen dla pacjentów.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Aptekarska wojna w Sejmie