Biznes nareszcie tworzy przyjazny klimat dla sztuki

Karolina Zawadka
27-09-2016, 22:00

Współpraca przedsiębiorców z artystami nabiera coraz większego rozpędu, choć nadal daleko nam jeszcze do standardów zachodnich

Kondycja polskiego rynku sztuki, zwłaszcza współczesnej, jest coraz lepsza. Ceny prac polskich artystów wciąż rosną. Pod koniec 2013 r. w domu aukcyjnym Desa Unicum sprzedano za niebagatelną kwotę 506 tys. zł obraz cenionego malarza Wojciecha Fangora. Inna spektakularna licytacja odbyła się rok później, podczas której sprzedano pracę Romana Opałki za przeszło 2 mln zł. Polski rynek sztuki działa coraz prężniej.

MODELOWA WSPÓŁPRACA:
Zobacz więcej

MODELOWA WSPÓŁPRACA:

Wspólne działanie biznesu, sztuki i uczelni jest korzystne dla wszystkich stron — uważają Rafał Orawski, prezes BPSC, Katarzyna Kania, artystka, absolwentka Katowickiej ASP, oraz Antonii Cygan, rektor ASP w Katowicach. Dawid Markysz, Edytor

W kwietniu 2016 r. w Air Fair Warsaw odbyły się po raz pierwszy w Polsce międzynarodowe targi sztuki XX i XXI wieku. Zdaniem organizatorki targów Beaty Roszkowskiej, rynek sztuki rozwija się dynamicznie, jednak nadal potrzebuje nowych impulsów. W rozwoju tym pomagać powinien świat biznesu, ale będzie to możliwe, kiedy osiągniemy podobny poziom porozumienia pomiędzy szefami instytucji kulturalnych a przedsiębiorcami, jak w państwach Europy Zachodniej. Firmy często nie chcą podejmować takiej współpracy, ponieważ zajmują się wyłącznie działalnością komercyjną — a sztuka, jak wiadomo, nie zawsze przynosi zysk.

— Rynek sztuki to część gospodarki, nie można jej oderwać od biznesu. Ta formuła sprawdza się od lat w Europie i na świecie, gdzie system dilerski, czyli taki, w którym galerie komercyjne szukają sposobów na utrzymanie artysty, na budowanie ścieżki jego rozwoju, funkcjonuje od końca XIX w. Już w latach 90. XX w. galerie amerykańskie, a przede wszystkim nowojorskie, funkcjonowały niemalże jak spółki. Cały wysiłek koncentrował się na sprzedaży prac artysty, zanim jeszcze została otwarta jego wystawa. Goście przychodzący na wernisaż oglądali już sprzedane prace — tłumaczyła w jednym z wywiadów Beata Roszkowska.

Jednak biznes i sztuka w Polsce zaczynają ze sobą współpracować. Ceny dzieł sztuki są coraz wyższe, a artyści się rozwijają.

Zachód przoduje

Współpraca biznesu i kultury jest zjawiskiem charakterystycznym dla wysoko rozwiniętych społeczeństw. W Norwegii istnieją miejsca, w których przedstawiciele sztuki i biznesu szukają możliwości wspólnego działania (tzw. klastry kreatywne). Coraz częściej na całym świecie wybitni twórcy podejmują współpracę z firmami. Działali w ten sposób Jean Cocteau, Salvador Dali, Marc Chagall, Pablo Picasso czy Andy Warhol, tworząc dzieła dla producenta wina Château Mouton — Rothschild. Nasi rodzimi twórcy nie pozostają gorsi. Na dziedzińcach renesansowych siedzib włoskich banków można znaleźć rzeźby Igora Mitoraja, zaś flakony do znanych na świecie producentów perfum, np. Sisley, projektuje rzeźbiarz Bronisław Krzysztof.

Mecenat sztuki i kultury jest niezwykle ważny i potrzebny w dzisiejszych czasach.

— Dawniej to było nie do pomyślenia, żeby książę, król, biskup był ignorantem, nie miał pojęcia o sztuce, malarstwie, literaturze, muzyce. Mam nadzieję, że ten mariaż kultury z ekonomią złoży się z powrotem po tych ogromnych przemianach, kiedy powstały zjawiska masowości. Jest to o tyle ważne, że biznes i kultura wzajemnie się potrzebują. W Stanach Zjednoczonych aż 40 proc. nakładów finansowych na sektor kultury pochodzi od firm, fundacji i prywatnych osób. Prywatne wsparcie jest konieczne, ponieważ bazując na publicznych funduszach instytucje kulturalne nie miałyby szans na rozwój — mówił Krzysztof Zanussi podczas jednej z debat zorganizowanej w Warszawskiej Szkole Filmowej.

Polski mecenat

Polskie placówki kulturalne są mocną uzależnione od finansów publicznych, przez co nie działają innowacyjnie i nie starają się poszerzać swojej oferty oraz dostosowywać jej do aktualnych trendów. W latach 90. prywatne pieniądze z powrotem zaczęły zasilać instytucje kulturalne. Trzeba pamiętać, że w dzisiejszych czasach utrzymanie galerii sztuki jest o wiele trudniejsze i wymaga wyłożenia większej ilości pieniędzy.

Nie wystarczy już ponosić wyłącznie opłaty za wynajem budynku, zatrudnienie pracowników i zorganizowanie kilku „odgórnie narzuconych” wystaw. Dziś niezwykle ważna jest promocja danej wystawy czy wydarzenia. Animatorzy życia społecznego muszą walczyć o widzów, przyciągnąć ją różnorodnością, jakością, dlatego potrzebują więcej pieniędzy, niż otrzymują z dotacji. Mecenat jest najbardziej wartościowy, kiedy jest działaniem długofalowym.

Przykładem może być dom aukcyjny Abbey House, który zawiera umowę z polskimi malarzami na 5 lat. Artyści polscy w zamian za stałą pensję zobowiązani są przekazać firmie ustaloną liczbę swoich prac. Abbey House angażuje się w propagowanie rozwiązań biznesowych, finansowych i marketingowych na polskim rynku sztuki. Innym przykładem rozwiniętej współpracy biznesu i sztuki jest działalność Marka Pieńkowskiego, który jest właścicielem sieci klinik w Stanach Zjednoczonych.

Jego dom na Lubelszczyźnie jest niejako prywatnym ośrodkiem sztuki, gdzie młodzi ludzie z Polski i Europy mogą spotykać się i tworzyć z innymi artystami. Takie działania są w Polsce nadal rzadkością. Zazwyczaj podejmują je osoby znane, jednak dominują nadal doraźne inicjatywy. Jednym z wyjątków jest firma Biuro Projektowania Systemów Cyfrowych (BPSC) z pogranicza Chorzowa i Katowic. W swoich murach skrywa ona pokaźną galerię sztuki — obrazy i grafiki zdobią tamtejszą przestrzeń biurową.

Firma posiada prawdopodobnie największą kolekcję młodej sztuki w Polsce składającej się z ok. 60 dzieł. Jest to efekt wieloletniej współpracy biznesu i sztuki, ponieważ BPSC od 10 lat wspiera i promuje młodych, rozpoczynających karierę polskich artystów — studentów i absolwentów Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Współpraca została zapoczątkowana przez nieżyjącego już Tomasza Struka, malarza, grafika i wykładowcy katowickiej ASP z właścicielem firmy. Skrystalizowała się najpierw jako Konkurs na Najlepszy Dyplom, a później budowanie dalszych relacji i kolejnych projektów.

— W Polsce oczywiście wspiera się młodą sztukę, ale nie jest to zjawisko powszechne i pewnie nigdy nie będzie. Rozmawialiśmy o tym m.in. na konwencji rektorów uczelni artystycznych i myślę, że jako uczelnia możemy sobie pogratulować. Tak długofalowym projektem, jak nasza współpraca z BPSC, nie może pochwalić się żadna inna uczelnia artystyczna w tym kraju — zauważa rektor katowickiej ASP, prof. dr hab. Antoni Cygan. Taka współpraca jest o tyle ważna, że absolwenci Wydziału Artystycznego mają zazwyczaj kłopoty ze znalezieniem stałego zatrudnienia.

— W promocyjnych działaniach BPSC szczególnie ważne jest to, iż dzieła sztuki młodych ludzi idą w świat, nie leżą w szufladach. Eksponując dzieła w ten sposób, możemy pozyskiwać następnych odbiorców naszej sztuki i klientów. Poza tym jest to spory zastrzyk finansowy dla osoby, która pragnie się realizować w działalności artystycznej. Reprezentuję wolny zawód, nie pracuję na etacie, więc nie mam szans na regularne otrzymywanie wynagrodzeń. Wspieranie utalentowanych młodych ludzi to coś pięknego, gdyż pozwala się rozwijać i realizować marzenia — twierdzi Katarzyna Kania.

Nie tylko pieniądze

Ostatnie lata są jednak dużo łatwiejsze dla artystów. Ludzie coraz częściej interesują się sztuką. Pojawia się coraz więcej programów stypendialnych i konkursów oraz znacząco zmieniło się podejście do studentów, którym uczelnie coraz częściej starają się pomóc w rozpoczęciu kariery zawodowej.

— Prowadzimy wiele działań, które pomagają przyszłym artystom znaleźć się na rynku sztuki. Organizujemy np. Laboratorium Absolwent — warsztaty z autoprezentacji i tworzenia portfolio prowadzone przez przedstawicieli prestiżowych instytucji, takich jak Zamek Ujazdowski czy Kordegarda. Co roku analizujemy także przebieg kariery naszych absolwentów i na podstawie wniosków modyfikujemy program studiów, szczególnie ostatnich lat — zwraca uwagę dr hab. Grzegorz Hańderek, prorektor ds. kształcenia i studentów na katowickiej ASP.

Mimo że inwestycje w dzieła sztuki mogą być ryzykowne, przedsiębiorcy coraz częściej chcą wspierać artystów. Podczas inwestycji pieniędzy w sztukę nigdy nie wiadomo, czy będzie istniała perspektywa ich zwrotu. Zdarzają się przedsiębiorcy, którzy nie wahają się przeznaczać na dzieła młodych artystów nawet kilkaset tysięcy złotych.

Trudno w takiej sytuacji wykluczyć ryzyko, jednak niektórzy pasjonaci sztuki wartość inwestycyjną poznają dopiero z czasem, a początkowo przedkładają nad nią walory artystyczne. Jednak na sztuce da się zarobić. Przykładem może być Jerzy Nowosielski, którego dzieła 40 lat temu kosztowały ok. 200 USD, zaś obecnie rzadko osiągają ceny niższe niż 200 tys. zł. Jednak zdaniem Rafała Orawskiego, prezesa zarządu BPSC, w związkach biznesu ze sztuką nie zawsze chodzi o pieniądze.

— Jeśli za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat okaże się, że wartość niektórych dzieł wzrosła, będzie to jedynie efekt uboczny całej działalności — przekonuje Rafał Orawski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Zawadka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Biznes nareszcie tworzy przyjazny klimat dla sztuki