Biznes Teresy Mokrysz

Anna Dermont, publikacja 06.2006
27-10-2009, 15:27

Przypadki rządzą połową naszych działań, my  kierujemy resztą. Właścicielka firmy Mokate wykorzystała szansę od losu.

Teresa Mokrysz pracowała w Urzędzie Miejskim w Ustroniu. Jej mąż Kazimierz prowadził rodzinną wytwórnię materiałów budowlanych. Po stanie wojennym wprowadził do oferty artykuły spożywcze — paluszki i galaretki. Jednak w 1989 r. oznajmił żonie, że ma dosyć użerania się z biznesem i sprzedaje firmę. Pani Teresie zrobiło się żal dorobku trzech pokoleń. Niepokoiła się też o los pracowników.

— Postanowiłam, że zrezygnuję z kariery urzędniczej i wezmę sprawy firmy w swoje ręce. W 1990 r. zmieniłam jej nazwę z Mokrysz na Mokate od naszego nazwiska i imion — wspomina.

O losie firmy zdecydował lot Teresy Mokrysz do Londynu. W samolocie ubiła interes życia.

— Rozmawiałam ze współpasażerką, jak się później okazało — przedstawicielką holenderskiego dostawcy sproszkowanej śmietanki do kawy. Kiedy dowiedziała się, że działam w branży spożywczej, zaczęła mnie namawiać na dystrybucję śmietanki w Polsce. Nie paliłam się do tego pomysłu — przyznaje Teresa Mokrysz.

Do czasu. Po powrocie z wycieczki zastała w firmie kilka kilogramów śmietanki do kawy oraz pozdrowienia od towarzyszki lotu.

— Jak już spróbowałam, nie zastanawiałam się ani chwilę. Skontaktowałam się z holenderskim dostawcą i zgodziłam się na sprzedaż jego wyrobu w Polsce — mówi właścicielka Mokate.

Na głęboką wodę
Załatwienie formalności związanych z wprowadzeniem importowanego produktu na polski rynek zajęło aż pół roku. Potem ruszyła sprzedaż śmietanki o nazwie Carmen.

— Do pakowania wykorzystywaliśmy starą maszynę, którą znaleźliśmy z mężem w jakiejś stodole. Po niewielkich przeróbkach działała bez zarzutów — uśmiecha się Teresa Mokrysz.

Właścicielka firmy rozwoziła śmietankę maluchem przy okazji dostaw galaretki i paluszków — wówczas sztandarowych produktów Mokate. Towar tak się spodobał sprzedawcom, że na przełomie 1990 i 1991 r. maszyna z odzysku przestała wystarczać. Trzeba było zlecić wykonanie kolejnych trzech. W zakładzie, który wtedy mieścił się w domu jednorodzinnym, w dwa lata przerobiono kilkadziesiąt ton śmietanki.

Holenderscy dostawcy nie mogli pojąć, jak taka mała firma może produkować tak dużo kawowego dodatku. Wybrali się do Polski, by to sprawdzić. Zobaczyli i uwierzyli. W miesiąc po drugiej wizycie zaproponowali właścicielce Mokate, by sprzedawała nieznane wówczas w Polsce cappuccino.

Pojawia się i nie znika
Cappuccino pojawiło się w naszych sklepach w 1992 r. Ale ku zaskoczeniu Teresy Mokrysz leżało w nich tak długo, aż pokrył je kurz. Katastrofa. Właścicielka Mokate zrozumiała po- wody fiaska podczas wizyty u producenta folii do pakowania cappuccino.

— Szef tej firmy zaproponował mi cappuccino. Po chwili w filiżance zobaczyłam coś w rodzaju zupy — wspomina w uśmiechem Teresa Mokrysz.

Okazało się, że sekretarka do zaparzonej sypanej kawy dodała na wierzch cappuccino — jak to robi się ze śmietanką. W efekcie w filiżance pływały fusy posklejane ze skawalonym cappuccino. Teresa Mokrysz domyśliła się, że pewnie niejeden Polak zaparzył sobie kawę w ten sposób i krzyknął ze złością, że kupił takie ohydztwo ostatni raz.

Mokryszowie długo się zastanawiali, zanim cały majątek zainwestowali w reklamę telewizyjną, w której kelner pokazywał, jak się przyrządza cappuccino. Spot był emitowany przed prognozą pogody, przy dużej oglądalności. Pieniędzy starczyło na dwutygodniową kampanię. Dziesięć dni później stało się jasne, że inwestycja nie poszła na marne. Tuż przed Bożym Narodzeniem pod zakładem po cappuccino ustawiały się tiry.

W 1995 r. Mokate przeprowadziło się na drugą stronę szosy Katowice — Wisła do nowej siedziby. W 2000 r. właścicielka kupiła nowoczesną linię do produkcji śmietanki z polskiego mleka i przestała ją sprowadzać z Holandii. Dziś Mokate eksportuje do ponad 55 krajów, ma dwa zakłady produkcyjne — w Żorach (kawa rozpuszczalna, cappuccino, czekolady, kakao) i w Ustroniu (herbata).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont, publikacja 06.2006

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Biznes Teresy Mokrysz