Biznes, woman i Unia Europejska

Agnieszka Jabłońska
08-09-2010, 00:00

Biznes można zacząć od nazwy firmy — jak Dominika. Albo z pasji — jak Wanda. Albo z konieczności — jak Krystyna.

Biznes można zacząć od nazwy firmy — jak Dominika. Albo z pasji — jak Wanda. Albo z konieczności — jak Krystyna.

Kiedy okazało się, że po urlopie macierzyńskim do pracy nie ma po co wracać, bo jej miejsce było już zajęte, Wanda Maślanka powiedziała sobie, że "nie pójdzie z torbami". Przeciwnie — postanowiła w nie zainwestować. Tym bardziej że z tym pomysłem nosiła się od dawna. Zamiast być trybikiem w korporacji, realizuje swoją pasję, czyli — jak mówi — "szerzy świadomość ekologiczną". Bo jej firma, papierkowo.pl, wbrew pozorom, nie jest biurem księgowym.

— Sprzedaję ekologiczne torby i opakowania, które rozkładają się w dwa miesiące i mogą być przerobione na twardą makulaturę. Klienci, którym zależy na środowisku, mogą je wybrać zamiast plastikowych reklamówek. Ekologiem jestem od zawsze. Z zamiłowania, nie wykształcenia — deklaruje Wanda Maślanka.

W papierowy biznes weszła dzięki unijnym dotacjom. Podobnie jak 27 innych młodych matek z województwa mazowieckiego, które zwyciężyły w konkursie "Przedsiębiorczość szansą dla kobiet". Na start dostała 40 tys. zł i 1,1 tys. zł co miesiąc przez pół roku na ZUS i bieżące wydatki. Gdyby nie wsparcie z Unii, z otwarciem firmy musiałaby jeszcze poczekać.

— Pieniądze na start zbierałabym jeszcze dwa, trzy lata. Dotacje dały mi bufor bezpieczeństwa, pozwoliły na swobodniejsze działanie — ocenia Wanda Maślanka.

Większość wzorów torebek zaprojektowała sama. Produkcję zleca polskim drukarniom, które wykorzystują do tego opiłki i drewno z plantacji drzew hodowanych do przetwórstwa. Mimo to torby są eleganckie, z bawełnianym sznurkiem i logo. Wszystko po to, by zachęcić klienta, żeby nie wyrzucił ich od razu do kosza, ale użył kilka razy. Tak jest jeszcze bardziej ekologicznie.

Żeby papierkowo.pl zaczęło na siebie zarabiać, powinna sprzedawać około 4 tys. torebek miesięcznie. Droga do tego daleka. Ale do ich sprzedaży przekonała już okolicznych sklepikarzy. Niedługo torby będzie można kupić także w internecie — wkrótce ruszy sklep na dobrze zaprojektowanej stronie www.papierkowo.pl. To dopiero początek.

— Rozkręcam biznes. Rozmawiam z kilkoma firmami, między innymi z winiarniami, bo mam torby różnych rozmiarów, w tym idealne do zapakowania butelki wina. Moimi torebkami interesuje się też sieć restauracji. Jeśli wszystko wypali, będą w nie pakować jedzenie na wynos — mówi Wanda Maślanka.

Najpierw była nazwa

Dominika Młynarska do zakładania biznesu podeszła iście po kobiecemu. Zaczęła od wymyślenia nazwy firmy. Siedziały z koleżanką przy kawie, przerzucając się pomysłami. "Cayole" — powiedziała Dominika. Od imienia jej synka — Kajtka. Nazwa pasowała do kaloszy dziecięcych. Niedawno szukała butów na deszcz dla swojej po- ciechy. I nic nie znalazła — wszystkie szare, bure i ponure. A ona lubi, żeby było oryginalnie. Pomyślała, że to jest nisza rynkowa, którą warto wypełnić. Gdy dowiedziała się, że na otwarcie firmy może dostać dofinansowanie z Unii, postanowiła spróbować. Ale zrobiłaby to i bez dotacji, bo od dawna wiedziała, że chce być bizneswoman.

Nad pomysłem pracowała rok. Realizacja — pełny profesjonalizm. Kalosze zaprojektowała koleżanka graficzka. Logo — myszkę — wymyśliła przyjaciółka, dyrektor artystyczna w dużej firmie. Ale kluczowa była pomoc męża — biznesmena, który wyłożył większość kapitału. Dotacje stanowiły 30 proc. tego, co zainwestowała.

Mimo dużego wkładu, na produkcję w Polsce pieniędzy nie starczyło.

— Rodzime fabryki odprawiły mnie z kwitkiem. Ich przedstawiciele twierdzili, że na uruchomienie takiej linii produkcyjnej potrzeba kilku milionów euro. Dlatego spakowałam się i poleciałam do Chin. Oczywiście nie sama. Część dotacji przeznaczyłam na wynajęcie kogoś, kto zna miejscowy rynek. Razem zwiedziliśmy cztery fabryki. Z jedną podpisałam kontrakt — mówi Dominika Młynarska.

Pierwsza partia kaloszy przyleciała z Państwa Środka dwa tygodnie temu.

— Tylko jeden wzór odbiegał jakościowo od próbki. Reszta bardzo mi się podoba. Kalosze można już kupić przez internet, m.in. na zaprojektowanej w tym celu stronie. Już pierwszego dnia sprzedałam kilka par. Gorzej jest z ich wprowadzeniem do sklepów. Sklepikarze uważają, że 60 zł za dziecięce kalosze to za dużo. Ale tutaj nie chodzi o cenę, tylko design — zapewnia Dominika Młynarska.

Biznes w domu

Krystyna Rękawek-Śmieciuch po urlopie wychowawczym do pracy jako sprzedawca nie mogła wrócić, bo nie miałaby z kim zostawić dzieci. Nie ma niani, mąż pracuje do późna, a ona chciała zarabiać, być samodzielna. Wiedziała, że jedynym rozwiązaniem jest własny biznes. Strzałem w dziesiątkę okazała się firma doradcza — Biuro dla rolnictwa. Bo pani Krystyna mieszka na wsi.

— Usługa jest skierowana do rolników, którzy ubiegają się o dotacje unijne — wygłasza formułkę Krystyna Rękawek-Śmieciuch.

Pochodzi z rodziny rolniczej. Z dotacji korzystali jej rodzice, teraz brat. To ona wypełniła dla nich wnioski. I okazało się, że w zdobywaniu dofinansowania jest bardzo skuteczna. W rozmowie co chwila wplata fachowe słownictwo. Jest samoukiem. O Unii Europejskiej i funduszach wszystkiego nauczyła się sama — z internetu.

— Wiem, że rolnicy nie radzą sobie z papierami i dotrzymywaniem terminów. Dlatego dopóki są dla nich pieniądze z Unii, będą potrzebowali pomocy. Mam nadzieję, że do mnie przyjdą. Konkurencja jest duża, ale muszę spróbować — mówi pani Krystyna.

Właśnie kończy remont pomieszczenia na biuro, który sfinansowała dotacjami. Dzięki temu, że mieści się w domu, cały czas będzie blisko dzieci. Po południu, gdy mąż wróci z pracy, poświęci się papierkowej robocie. O tym, czy biznes wypali, podobnie jak koleżanki z konkursu, przekona się niebawem — jej firma wystartuje z końcem września.

Wykorzystały swoją szansę

Projekt "Przedsiębiorczość szansą dla kobiet", w którym wzięły udział bohaterki tekstu, zorganizowały Wojewódzki Urząd Pracy w Warszawie i Związek Pracodawców Warszawy i Mazowsza w ramach działania 6.2 Wsparcie oraz promocja przedsiębiorczości i samozatrudnienia Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Celem projektu była pomoc w wejściu lub powrocie na rynek pracy po okresie związanym z urodzeniem i wychowaniem dziecka. Do udziału zgłosiło się około 130 młodych matek. Wszystkie mieszkały pod Warszawą, były bezrobotne (lub nieaktywne zawodowo) i gotowe założyć własną działalność gospodarczą. Ze zgłoszeń wytypowano 32 najlepsze pomysły. Ich autorki uczestniczyły w cyklu szkoleń i spotkań, których zwieńczeniem było otrzymanie dotacji. Do końca projektu dotrwało 30 uczestniczek.

Aby przetrwać, firma powinna być elastyczna

Ewa Bobkowska, założycielka i prezes firmy PA Nova

Prowadzę firmę od 23 lat. W ciągu tego czasu kilka razy wydawało mi się, że jestem w tak dużych kłopotach, że firma upadnie. Jednak za każdym razem, dzięki uporowi i systematycznej pracy, udało się ją uratować, bez drastycznych cięć i zwolnień. Ważne, by nie poddawać się złym nastrojom i pesymizmowi, trwać w przekonaniu, że się uda. Aby przetrwać, firma powinna być elastyczna. Lepiej nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. Jeśli coś nie idzie w danym segmencie, warto mieć drugą nogę, na której można się oprzeć, nawet jeśli nie jest tak dochodowa jak główny biznes. Kobietom wcale nie jest trudniej prowadzić biznes niż mężczyznom. Jestem matką i babcią. Posiadanie dzieci wręcz dopinguje. Gdy ma się na głowie pracę zawodową i obowiązki domowe, motywacja, by ze wszystkim dać sobie radę, jest większa. I lepiej organizuje się pracę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Jabłońska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Biznes, woman i Unia Europejska