Bladzi diukowie

  • Tomasz Kolecki-Majewicz
25-04-2014, 00:00

Nie gasną zachwyty nad domami szampańskimi i bordoskimi chateaux, lecz gdy pada magiczne słowo burgund, jedyne, co z reguły przychodzi do głowy, to bliżej nieokreślony odcień czerwieni. Tymczasem…

W czasach, gdy burgundcy diukowie opływali w złoto i potęgę, racząc się wspaniałymi winami — wysublimowanymi, drogocennymi, zmysłowymi i… obydwu kolorów — pola Akwitanii porastała trawa, a w Szampanii pijano siermiężne cienkusze. Tak, tak… Choć Burgundia nijak rozmiarem nie jest w stanie konkurować z zachodnim rywalem, to liczbą nazw budzących dreszcze u każdego winomaniaka miażdży wszystkie regiony na kuli ziemskiej.

Tym razem oddajmy hołd tamtejszym vin blanc. O ile najlżejsze są niemal tej barwy, o tyle najznamienitsze i najdojrzalsze chętniej zerkają w stronę złota i bursztynu. Łączy je wspólna cecha — wszystkie, oprócz oznaczonych odmianą Aligote i Sauvignon Blanc w Saint Bris, od regionalnych aż po najsłynniejsze grand crus zawdzięczają istnienie jednej odmianie winorośli o znajomo brzmiącej nazwie: Chardonnay. Temu Chardonnay, które przez zanikających wyznawców ABC, czyli „Anything but Chardonnay”, jest tak niesłusznie i ze szkodą dla nich samych pomijane i lekceważone, choć nieraz z przyjemnością i z własnej woli sięgają po Chablis, czyli… stuprocentowego przedstawiciela nielubianego przez nich szczepu.

Temu Chardonnay, które przez rosnących w siłę wyznawców CBA, czyli „Chardonnay's back again”, jest zaś słusznie uwielbiane i doceniane. Dlaczego? Bo to winiarze z Burgundii i ich naśladowcy szukający w winie ekspresji lokalnego klimatu, podłoża i kultury winiarskiej sprawili, że wina z tej roślinki coraz bardziej się różnią i zachwycają niuansami.

Czym urzekają burgundzkie wina? Idąc od północy i od lekkiej wagi: Chablis przekonuje białymi kwiatami, zielonym jabłkiem, czasem gruszką i cytrusami, niewygórowanym poziomem alkoholu, lekkim, krągłym ciałem, podczas gdy np. Cote de Beaune i Rully materii i solidniejszego owocu pokazują więcej, a Macon i Pouilly-Fuisse rozbuchaniem nut owoców egzotycznych i słodkich jabłek nieraz dorównują południowej półkuli, równoważąc je jednak subtelnym orzeźwieniem i sprężystą posturą. Wina oczko wyżej, chwalące się z etykiety statusem 1-er cru, od Chablis zaczynając, po Cote d’Or i Cotes Chalonnaisse, zazwyczaj spędzają część żywota w małych dębowych beczułkach zwanych tu piece, zawdzięczając im nieco więcej złożoności, maślaności i pazura.

Aż przyszedł czas na elitę, czyli wina klasy grand cru, które w beczkach spędzają najwięcej czasu — i znów Chablis, ale też winnice Montrachet, Corton-Charlemagne. To plus najlepsze ulokowanie winnic i najostrzejsze prawo ich prowadzenia dają wina kompleksowe, długowieczne, krągłe, kremowe, mineralne i pobudzające. W młodości intensywnie waniliowe, maślane, pikantne, we wnętrzu broniące równowagi smaku soczystym owocem. Potrafią pięknie dojrzewać, najlepsze nawet dekadami, wzmacniając mineralność, balsamiczność, ziołowość, kandyzując owoc, i płyną przez usta muślinowym welonem.

Ech… I co do nich podać? Spektrum możliwości to osobny rozdział albo i dwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Kolecki-Majewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Bladzi diukowie