Bloga nie zarzucę Samotność w sieci

Karol Jedliński
opublikowano: 30-11-2007, 00:00

W internecie, a więc dla każdego — znani piszą pamiętniki. Potocznym językiem, wolni od presji mediów. A ludzie to czytają. I tak wpis rodzi wpis.

Jest ich jakieś 2,5 miliona — w języku polskim. Niektóre przyciągają tysiące ciekawskich oczu dziennie. Inne — ledwie kilkadziesiąt. Pisany skoro świt, autentyczny — oto przepis na bloga według Krystyny Jandy. Igor Janke stworzył sobie wirtualny salon — zarówno jego gospodarzy, jak i gości przybywa lawinowo. Kuszą tam ostre, publicystyczne pióra. Ekonomista Jacek Wiśniewski vel econ-tide zakłada w sieci luźniejszy garnitur. Dowodzi na przykład, że amerykański bank centralny wpływa na sytość pewnej pani.

Samotność w sieci

— Och, proszę pana, to nie rozmowa na dziesięć minut — zastrzega Krystyna Janda, pytana o bloga.

W środowisku blogerów aktorka ma opinię absolutnej profesjonalistki. I jednej z pierwszych osób publicznych, które zaczęły prowadzić internetowy pamiętnik. Strona internetowa Krystyny Jandy — obecnie pod adresami krystynajanda.com.pl i krystynajanda.net — powstała siedem lat temu. Szybko sztandarową pozycją stał się jej internetowy dziennik. A stał się dlatego, bo aktorka rzeczywiście się do strony przyłożyła. Żadne tam wygładzone formułki i zdjęcia. Sama autentyczność.

— Zrobiono dość dokładne badania na temat mojej strony — zdradziła niegdyś szefowa teatru Polonia.

Wyszło, że dziennik czytają i komentują głównie studenci i licealiści. Jeśli nawet ułamek ze stu tysięcy odwiedzających go miesięcznie zostawi po sobie wpis, rodzi to morze internetowej korespondencji.

— Przeciętnie godzinę dziennie i trochę więcej czasu w weekendy, bo mam zwykle zaległości — przyznaje Krystyna Janda, pytana, ile czasu zabiera jej blog.

Zresztą tego słowa unika. Woli pamiętnik — określenie z klasą.

— Jestem wolna, całkowicie wolna od presji, stylistyki i widzimisię mediów. Pozostaję tu sobą, — a jednocześnie panią tego miejsca. Internet to moja samotność z ludźmi, którzy tu zaglądają — przyznaje aktorka.

I zastrzega, że nie ma on nic wspólnego z wyznaniami intymnymi czy bardzo osobistymi wynurzeniami. Wpis z szóstego listopada, godzina 6:55. W skrócie: sesja dla „Pani” przerwana telefonem w sprawie konfliktu ze wspólnotą mieszkańców, sąsiadów teatru Polonia. Jest i zdjęcie, w pelerynie do strzyżenia, ze słuchawką przy uchu. Podpis: „Rozmowa podczas malowania z wezwaną przez Wspólnotę Strażą Miejską, bo oczywiście nikt z Zarządu Wspólnoty ze mną nie rozmawia, nie odkłania mi się, a dwie starsze panie plują na mój widok jak w »Klątwie« Wyspiańskiego. Przestało mnie to jednak śmieszyć”.

Może jutro będzie lepiej…

Biuletynom mówimy nie

Econ-tide to wirtualny pseudonim. Od roku używa go, podpisując się pod notkami na swoim blogu ekonomicznym. Jacek Wiśniewski, główny ekonomista polskiego oddziału Raiffeisen Banku, blogowych początków nie miał łatwych. Pierwszy komentarz do pierwszej notki pełen był, delikatnie mówiąc, niepochlebnych zwrotów.

— Zwalam to na karb anonimowości internetu. Z drugiej strony, podbudowały mnie dwa komentarze wysłane w mojej obronie — zaznacza.

Kontrowersyjny komentarz został, takie sobie ustalił zasady. I niezrażony zaczął pisać, nieco inaczej niż w biuletynach opracowywanych na potrzeby banku.

— Tu mogę założyć inny garnitur, komunikować się innym językiem. Nieoficjalnym — twierdzi Jacek Wiśniewski.

Ma stałe grono komentujących — kilkanaście aktywnych osób. Dziennie odsłon jest ze 40. Statystyka nie powala na kolana. Nie liczy się jednak ilość, ale jakość.

— Idę na spotkanie z dyrektorem finansowym wielkiej firmy i on napomyka, że czytuje mojego bloga. Oto dopingujące zaskoczenie in plus! — przekonuje gospodarz strony pod adresem ekonomista.blox.pl.

Kilka razy portal Gazeta.pl zaanonsował jego wpis na głównej stronie. Wtedy uruchamia się lawina, jest po kilka tysięcy kliknięć. W końcu to jeden z niewielu blogów prowadzonych przez znanych ekonomistów, który się ostał. Wielu popisało kilka miesięcy i... dało sobie spokój.

— Bloga nie zarzucę, choć często mam taki nawał pracy, że nie poświęcam mu odpowiednio dużo czasu. Od grudnia będzie lepiej — obiecuje ekonomista.

Autor komentuje bieżące wydarzenia na rynku, unikając urzędowego nadęcia. Gęsto cytuje niszowe zagraniczne źródła. Jakie były najistotniejsze skutki zaskakującej decyzji Fed z połowy września, kiedy to obniżono stopy procentowe o 50 punktów bazowych? Pierwszy, najważniejszy punkt, zdaniem econ-tide’a: „Muszę postawić lunch, bo przegrałem zakład o skalę podwyżki z ekonomistką z mojego zespołu” — pisze.

Wespół w zespół

W sieci publicystyka Igora Jankego, komentatora „Rzeczpospolitej”, zaktywizowała rzesze czytelników. Był to przecież pierwszy tego typu polski blog, prowadzony z takim rozmachem. Siła jankepost to nie tylko zawartość, lecz także umiejętnie pozycjonowanie oraz promowanie przez Onet.pl.

— Szybko doszliśmy do 800 tys. odsłon moich tekstów miesięcznie. Przeciętnie było 200 komentarzy, a zdarzało się nawet i 800 — wylicza Igor Janke.

Skoro tak chwyciło, to dlaczego nie spróbować pisać na własną rękę? Inspiracją do uruchomienia niezależnego forum publicystów pod adresem www.salon24.pl był amerykański portal blogowy The Huffington Post. Dziennikarka Arianna Huffington zaprosiła tam do współpracy kolegów po fachu.

— Idea Salonu24 była podobna. Tyle że my szybko pozwoliliśmy nieznanym internautom zakładać blogi na naszym forum — zaznacza Igor Janke.

To ci niebiescy. Publicyści zawodowi o poglądach różnej maści piszą w części czerwonej. Obie strony często się cytują, czasem podgryzają, nierzadko rywalizują.

— Gwiazda czerwonych to Krzysztof Leski. Raz, że jest bardzo pracowity, a poza tym znalazł formułę, która podbiła Salon. Komentuje ważne sprawy, wplatając w to własne historie — uważa założyciel Salonu24.

Od startu w październiku 2006 roku Krzysztof Leski, publicysta TVP Info, opublikował ponad tysiąc tekstów. Cały Salon24 rośnie jak na drożdżach — w październiku doczekał się aż 6 mln odsłon i prawie 300 tys. unikalnych użytkowników. Igor Janke przyznaje:

— Zaskakująca popularność.

I zaraz dodaje:

— Wiemy, co z nią zrobić. Będziemy się rozwijać w stronę wideoblogów, multimediów. Myślimy o inwestorze, mamy wstępne rozmowy za sobą. Najpierw Salon24 chce podrosnąć i ze swoją świetną grupą docelową wyjść do reklamodawców. Miesiące pisania nie idą na darmo — sumuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu