Błyskawice i grzmoty nie ustają

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 29-12-2008, 00:00

Obecny kryzys finansowy często porównywany jest z początkami Wielkiego Kryzysu lat 30. minionego wieku. Wtedy w Stanach Zjednoczonych bezrobocie sięgnęło 30 proc., a w Polsce produkcja spadła o połowę, zaś ceny produktów rolnych — ku przerażeniu rolników — obniżyły się o 65 proc. Wydaje się, że taka katastrofa gospodarcza nam nie grozi, ale może się okazać, że ogromne kwoty rzucane na rynek przez rządy państw pochłaniane są przez międzynarodowe korporacje, a mimo to aktywność gospodarcza na świecie nadal spada.

Strefa euro — nasz główny partner handlowy — grzęźnie więc coraz głębiej w recesji, a rządy nie mogą nadal zwiększać zadłużenia, żeby ratować upadające instytucje finansowe. W konsekwencji tamtejsze firmy coraz silniej odcinane są od finansowania. Bezrobocie w Europie rośnie, a Europejczycy coraz bardziej boją się o swoją przyszłość, więc konsumują mniej.

Coraz więcej polskich eksporterów nie ma czego szukać na Zachodzie. Tani złoty nie pomaga. W dodatku banki w Polsce nadal kurczowo trzymają pieniądze i dają kredyty tylko nielicznym. Wysychają pozostałe źródła finansowania. Na giełdzie nadal niepokój, WIG 20 waha się w przedziale 1500-1800 pkt. Na obligacje korporacyjne chętnych jak na lekarstwo. Leasing zmaga się z tymi samymi problemami, co sektor bankowy. Są jeszcze fundusze unijne, ale jak z nich skorzystać, skoro wymagany wkład własny na finansowanie inwestycji wynosi 50 proc.? W dodatku opcje walutowe wielu przedsiębiorcom drastycznie zwiększają zobowiązania.

Brak pieniędzy staje się coraz bardziej dokuczliwy. Łańcuszek płynnościowy coraz częściej przerywany jest przez firmy balansujące na granicy bankructwa. Zatory płatnicze to już norma. Przedsiębiorcy trzy razy oglądają każdą złotówkę, zanim ją wydadzą. Kiedy pod nóż poszły już wszystkie zbędne koszty, coraz częściej szefowie firm sięgają po redukcję etatów. Stopa bezrobocia rośnie do 14-15 proc., a na jakąkolwiek podwyżkę płac mogą liczyć tylko najlepsi, kluczowi dla firmy specjaliści.

Przeciętny Kowalski boi się o swój portfel i — śladem swojego szefa — szuka oszczędności, gdzie tylko może. Dynamika konsumpcji spada poniżej zera. W dodatku coraz mniej osób stać na mieszkanie — wymagany jest coraz większy wkład własny. Ceny nieruchomości lecą w dół, a budownictwo leży. Kończymy rok z dynamiką PKB w okolicy zera, co w praktyce oznacza recesję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane