Bogacz znad Wisły woli chować skarby zagranicą

Emil Górecki
opublikowano: 10-08-2011, 00:00

W 2010 r. na luksusy wydaliśmy 30 mld zł. Jednak co "ekskluzywne" w Polsce, to na Zachodzie tylko średnia półka.

W 2010 r. na luksusy wydaliśmy 30 mld zł. Jednak co "ekskluzywne" w Polsce, to na Zachodzie tylko średnia półka.

Rośnie liczba bogatych i zamożnych Polaków. Według szacunków KPMG, w zeszłym roku miesięcznymi zarobkami brutto powyżej 7,1 tys. zł mogło się cieszyć 620 tys. osób — o 2,3 proc. więcej niż w 2009 r.

— Jeśli dodać osoby aspirujące, które zarabiają powyżej 3,7 tys. zł, to wydatki na dobra luksusowe sięgnęły 30 mld zł — mówi Andrzej Marczak, partner z KPMG.

Firma wyselekcjonowała 200 marek samochodów, samolotów, jachtów i dóbr konsumpcyjnych uznawanych za luksusowe. Policzyła, że w 2010 r. Polacy mieli dostęp do 61 proc. z nich. Najłatwiejszy do samochodów, sprzętu hi-tech oraz alkoholi i używek.

— To pozorna dostępność. Nawet jeśli w Warszawie jest salon włoskich mebli, to wybiera się w nim z katalogu i czeka na dostawę, a obsługa nic nie wie o towarze — mówi Jakub Kokoszka, wiceprezes domu aukcyjnego Abbey House.

Blichtr średniej półki

Polska, jako kraj na dorobku, pojmuje luksus znacznie szerzej niż jest to przyjęte na Zachodzie. W kraju, gdzie za prestiż uważa się posiadanie kilkuletniego audi, naprawdę drogie auta to wydatek o 20-23 proc. większy niż w Niemczech.

— Ostatnio sprzedałem w Warszawie dwa samochody, ale ich właściciele zarejestrowali je w Genewie. To przykład, jak polski system podatkowy traci na niezdrowym traktowaniu najbogatszych — twierdzi Dante Cinque, dyrektor generalny Ferrari Polska.

Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, w zeszłym roku zarejestrowano w kraju 10,8 tys. nowych i jednorocznych najdroższych samochodów. To o 40 proc. mniej niż w 2009 r. i niespełna jedna trzecia rekordu z 2008 r. Wśród samochodów o wartości ponad 250 tys. zł najpopularniejszymi modelami były Mercedesy klasy S (453 egzemplarze), Audi A8 (417) i BMW serii 7 (329).

— Na Zachodzie to klasa nieco wyższa od średniej — dodaje Dante Cinque.

Nasze tylko fabryki

W przemyśle stoczniowym i jachtowym Polska zajmuje drugie miejsce w Europie. Produkujemy coraz lepsze i droższe modele. Polska Izba Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych szacuje, że w 2010 r. zbudowano u nas 15,5 tys. jednostek, a w 2011 r. będzie to 17 tys. Prawie wszystko eksportujemy.

— W dziesięcioletniej historii mojej firmy mieliśmy tylko jednego klienta Polaka — mówi Francis Lapp, prezes gdańskiego Sunreef Yachts, producenta katamaranów i łodzi.

Czy to oznacza, że Polaków na jachty nie stać? Niekoniecznie. Kto ma 10 mln EUR na 35-metrową jednostkę Riva 115" Athena, woli cumować na Costa Brava, bo lepsza jest tam i infrastruktura, i pogoda do pływania. Przy okazji oszczędza, zawieszając tanią banderę.

Na dobra konsumpcyjne — ubrania, biżuterię, elektronikę, kosmetyki, działa sztuki czy cygara i alkohole — wydaliśmy w zeszłym roku niecałe 3,5 mld zł. Aż 34 proc. tej kwoty kosztowały… zegarki.

— Dla tego segmentu jesteśmy rynkiem młodym, ale dynamicznym. Długo przyglądamy się każdej wydawanej złotówce, ale jeśli się przekonamy do marki, to jesteśmy jej wyjątkowo wierni. To daje szanse na tworzenie nowych brandów o dobrej jakości i akceptowalnej cenie — uważa Joanna Przetakiewicz, która tworzy sieć sklepów z ubraniami La Mania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu