Bogdanka: prawie bez szans na porozumienie

Agnieszka Berger
opublikowano: 29-08-2001, 00:00

Bogdanka: prawie bez szans na porozumienie

Porozumienie między kandydatami na inwestorów dla kopalni Bogdanka — zarządem spółki i Zbigniewem Jakubasem — jest już prawie niemożliwe. Warszawski przedsiębiorca, niedogadawszy się z partnerami, będzie zapewne dążył do zablokowania ich udziału w prywatyzacji kopalni — zwłaszcza że sam zapowiada start w powtórnym przetargu.

Udziałowcy spółki Management Bogdanka — przedstawiciele kierownictwa podlubelskiej kopalni i warszawski przedsiębiorca Zbigniew Jakubas (właściciel grupy Multico) — już witali się z gąską. Umowa prywatyzacyjna spółki Lubelski Węgiel Bogdanka była parafowana przez przedstawicieli inwestorów i Ministerstwa Skarbu Państwa. Udziałowcom MB pozostało tylko podwyższenie kapitału i sporządzenie umowy spółki oraz wspólników, które to dokumenty regulowałyby stosunki między partnerami. I tu rozeszły się drogi niedoszłych współinwestorów.

Nie do ruszenia

— Członkowie zarządu Bogdanki, którzy mieli być mniejszościowymi udziałowcami MB, żądali pełnej kontroli nad spółką, a co za tym idzie — nad kopalnią — mówi Krzysztof Pisarek, doradca prawny Zbigniewa Jakubasa.

Przygotowany przez zarząd projekt umowy spółki przewidywał m.in. kontrolę mniejszościowych udziałowców nad radą nadzorczą MB (prawo wyboru dwóch spośród czterech członków, w tym przewodniczącego z głosem decydującym). W projekcie znalazł się również zapis, że wszystkie uchwały zgromadzenia wspólników (z wyjątkiem wyboru RN) muszą zapadać większością 90 proc. głosów oddanych.

— W praktyce oznaczałoby to m.in. brak możliwości podejmowania przez Zbigniewa Jakubasa decyzji w sprawie podwyższenia kapitału spółki lub podziału zysków. Tymczasem w umowie prywatyzacyjnej pan Jakubas — jako większościowy udziałowiec MB — wziął na siebie gros odpowiedzialności za realizację zobowiązań wobec Bogdanki — twierdzi Krzysztof Pisarek.

Według doradcy, „trudny do przełknięcia” dla dominującego udziałowca był też zapis, który w praktyce uniemożliwiał odwołanie zarządu MB. W projekcie zapisano, że członka zarządu można odwołać jedynie w przypadku prawomocnego skazania za niektóre przestępstwa lub spowodowanej chorobą, ponad rocznej niezdolności do pełnienia obowiązków.

— Przyjęcie tej propozycji oznaczało pogodzenie się z faktem, iż członek zarządu, który nie wykonuje uchwał organów spółki, jest praktycznie nieusuwalny. Nie można też zawiesić go w czynnościach ani zmienić zasad wynagradzania. Mimo to, pan Jakubas zgodził się na ten zapis — dodaje doradca.

Kontrola za wiedzę

Zdaniem Marka Chagowskiego, prezesa MB, mniejszościowi udziałowcy mieli podstawę, aby domagać się pozostawienia kontroli nad kopalnią w ich rękach.

— Nie przyszliśmy do pana Jakubasa z pustymi rękami. Mieliśmy „do sprzedania” ofertę zakwalifikowaną przez MSP do kolejnych etapów przetargu. Przede wszystkim zaś dysponowaliśmy doświadczeniem i wiedzą, których nie miał nasz partner. To właśnie ten zarząd uczynił z Bogdanki najlepszą polską kopalnię — mówi Marek Chagowski.

W jego opinii, propozycje zarządu miały być zabezpieczeniem przed wypompowaniem pieniędzy z kopalni.

— Mieliśmy poważne obawy, że pan Jakubas nie spełni złożonych wcześniej deklaracji. Dotąd nie wyłożył na tę inwestycję żadnych pieniędzy poza zakupem 25-proc. pakietu udziałów MB, którego wartość nominalna wynosi 300 zł — dodaje prezes.

Według Marka Chagowskiego, znaczna część zapłaty za akcje kopalni miała być sfinansowana kredytem, który Zbigniew Jakubas chciał zaciągnąć pod zastaw kupionych od MSP papierów.

— Takiego zabezpieczenia pożyczki nie akceptował resort skarbu — twierdzi Marek Chagowski.

— Zgodnie z podjętym zobowiązaniem, pan Jakubas zorganizował kredytowanie dla MB w banku Pekao SA. Był również gotów wyłożyć gotówkę na podwyższenie kapitału spółki — przekonuje Krzysztof Pisarek.

W myśl parafowanej umowy prywatyzacyjnej, za 49,8 proc. akcji Bogdanki (a nie, jak planowano wcześniej, 45 proc.) inwestorzy mieli zapłacić blisko 121,4 mln zł (plus 3,6 mln zł na pokrycie kosztów zmiany właściciela). 40 mln zł miało pochodzić ze środków własnych MB, których 70-75 proc. miał wyłożyć Zbigniew Jakubas. Za 12,5 lub 15 proc. udziałów MB miał zapłacić zarząd kopalni, a resztę mieli objąć zainteresowani udziałem w prywatyzacji firmy pracownicy. Kredyt wysokości 102,6 mln zł miał być przeznaczony na dofinansowanie zakupu akcji Bogdanki od MSP (85 mln zł) i gwarantowane (w ciągu 12 miesięcy) podwyższenie kapitału kopalni (17,6 mln zł) o ponad 167 tys. walorów. Pięcioletnie zobowiązania inwestycyjne (w majątek trwały) miały wynosić 203 mln zł — z tego 105 mln zł miało być przeznaczone na środki trwałe. Inwestorzy mieli też udzielić załodze gwarancji zatrudnienia do końca 2006 r.

Kłody pod nogi

Po tym, jak 3 sierpnia nie doszło do podwyższenia kapitału MB (pełnomocnik Zbigniewa Jakubasa wstrzymał się od głosu, a reszta była przeciw), zarząd kopalni zapowiedział, że rozpoczyna poszukiwania nowych partnerów. Wśród potencjalnych współinwestorów Marek Chagowski wymienia dwie elektrownie — Kozienice i Połaniec (ta ostatnia zadeklarował 10-15 mln zł za minimum 25 proc. plus 1 akcję kopalni, i to pod warunkiem podpisania co najmniej pięcioletniej umowy na dostawę miału węglowego) oraz banki (m.in. skłonne kredytować MB Pekao SA). Jednocześnie prezes MB uważa, że nie można całkowicie wykluczyć porozumienia się zarządu ze Zbigniewem Jakubasem.

Jeśli partnerzy się nie dogadają (co jest bardziej prawdopodobne), zarząd kopalni z pewnością będzie starał się wyeliminować niewygodnego wspólnika. Jednocześnie warszawski biznesmen będzie zapewne dążył do zablokowania udziału MB w prywatyzacji Bogdanki. Może to uczynić jako 25-proc. udziałowiec spółki, np. skarżąc uchwałę o podwyższeniu kapitału i wyłączeniu jego prawa poboru. Zbigniew Jakubas zapowiada, że jeśli MSP zdecyduje się ponowić przetarg na kopalnię, z pewnością w nim wystartuje — tym razem jednak w gronie samodzielnie dobranych partnerów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu