Brexit? Ale o co chodzi?

Tomasz Rusak, prezes Rusak Business Services
opublikowano: 23-09-2019, 22:00

Kampania o nazwie „Brexit” nadal trwa.

Pytania ze strony klientów naszej agencji o jej ostateczne konsekwencje powróciły ze zdwojoną siłą na przełomie tego roku. Byłem coraz częściej pytany przez kontrahentów i partnerów, co sądzę o samym brexicie i jak to będzie wyglądało po. Widmo tego zajrzało korporacjom w oczy i wywołało trwogę. Fala strachu i niepewności zapoczątkowała wiele analiz. Część firm zaczęła liczyć straty, część zyski. Dotychczas ani jedno, ani drugie założenie nie ziściło się na dużą skalę.

Niepokoje i intensywne tworzenie scenariuszy na świat „po brexicie” trwały do końca marca, po czym błyskawicznie ucichły. W ostatnich tygodniach temat wśród naszych partnerów powrócił — trochę mniej intensywnie, ale media zrobiły swoje i na nowo pobudziły wyobraźnię przedsiębiorców wizjami wielodniowych przestojów w transportach na nowo powstającej granicy między Unią Europejską a Wielką Brytanią. Ja też powróciłem do moich rozważań… O co właściwie chodzi z tym brexitem?

Scenariuszy, dywagacji i dyskusji dotyczących brexitu jest wciąż wiele — często skrajnych — od najbardziej sprzyjających po katastroficzne. Nie jestem hazardzistą i nie postawię na żadną z opcji. Różnorodność rozwiązań głosowanych przez brytyjski parlament oraz rozproszenie prawdopodobieństwa nie pozwalają na wskazanie jednoznacznego rozwiązania. Okazuje się, że podobne odczucia podzielają nasi klienci. Jeden z naszych największych partnerów, producent napojów bezalkoholowych, odwołał spotkanie w brexitowym sztabie kryzysowym, stwierdzając, że przy dzisiejszym stanie wiedzy, wiemy, że… nic nie wiemy. Ot! Empatia klienta.

O co zatem w tym całym brexicie chodzi…

Czy chodzi o nieszczęśliwie podzielonych Irlandczyków, którzy w wyniku brexitu mieliby dostać coś na kształt gospodarczego muru berlińskiego? Czy chodzi o to, że wyborcy w Wielkiej Brytanii po prostu zadecydowali w demokratycznym systemie („większością mniejszości”, czyli jako 37,4 proc. uprawnionych do głosowania) o woli społeczeństwa? Jest to dosyć zastanawiające w kontekście kraju, w którym premier zmienia się w kluczowym dla negocjacji wyjściowych z UE momencie, po czym ten sam premier chce zamknąć i przegonić parlament, który go wybrał. Na to wszystko patrzy królowa, której główną troską jest dobro brytyjskiego społeczeństwa (a zatem jego reprezentacja w postaci parlamentu), a która w praktyce zatwierdza populistyczne zarządzenia tegoż premiera.

Czy jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze? A konkretnie o okrągłe 36 mld euro (czyli o ponad jedną trzecią całego budżetu państwa polskiego), zwane „rachunkiem rozwodowym”, które Wielka Brytania musiałaby zapłacić, podpisując porozumienie o wyjściu z UE? Być może pieniądze mają tutaj znaczenie, ale czy ktoś precyzyjnie policzył, jakim kosztem powstanie cała infrastruktura na nowej granicy i kto za nią ostatecznie zapłaci (albo kto na tym zarobi)?

Nadal nie znajduję jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, o co chodzi z tym brexitem, jednak, bazując na własnym doświadczeniu (może mniej biznesowym, a bardziej zdobytym w budowaniu relacji z ludźmi), pozostaje mi doradzić najbardziej angielskim spośród angielskich powiedzeniem „Keep calm and carry on”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Rusak, prezes Rusak Business Services

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu