Brylanty są odporne na kryzys

  • Alina Treptow
opublikowano: 16-05-2013, 00:00

Słaba koniunktura dopadła jubilerów. Choć brylanty sprzedają się świetnie, i sieci, i indywidualni przedsiębiorcy zamykają sklepy.

Diamenty to jedyni przyjaciele kobiety — mawiała Marilyn Monroe, filmowa gwiazda i ikona lat 50. i 60. Jak się okazuje, po półwieczu hasło jest nadal aktualne, na przekór sytuacji makroekonomicznej i wynikom branży jubilerskiej.

— Jesienią ubiegłego roku sytuacja na rynku zaczęła się pogarszać. Dzisiaj jest on kilka procent na minusie. Jedyne segmenty, które notują zwyżkę, to tańsza biżuteria upominkowa i ta z najwyższej półki — mówi Krzysztof Madelski, prezes i założyciel marki jubilerskiej Yes.

Faworytem bez dwóch zdań są brylanty. Zadowolony z ich sprzedaży jest zarówno Yes (szczególnie w pierwszym kwartale 2013 r.), jak i Apart. Jak podaje Piotr Rączyński, prezes Apartu, w 2012 r. spółka osiągnęła rekordową sprzedaż biżuterii z brylantami w całej swojej historii (łączne przychody grupy przekroczyły 0,5 mld zł). Jerzy Mazgaj, akcjonariusz grupy Vistula, nie jest tym zaskoczony.

— Brylanty nigdy nie wyjdą z mody. Mamy kryzys, więc może ktoś nie kupi sobie mieszkania, drogiego auta czy nowej firmy, ale na poprawę humoru kupi sobie np. biżuterię — twierdzi Jerzy Mazgaj. Piotr Rączyński oprócz brylantów wymienia również luksusowe zegarki.

— Ich sprzedaż od lat systematycznie rośnie — twierdzi szef Aparta. Według szwajcarskich analityków, w 2012 r. sprzedano w Polsce szwajcarskie zegarki warte ponad 100 mln zł. Przedstawiciele firmy Hermitage Boutique prognozują, że w kolejnych latach polski rynek będzie się rozwijał w tempie 10-15 proc. rocznie. Jednak nie wszyscy jubilerzy skorzystają na tych zwyżkach, bo nie wszyscy postawili na brylanty i drogie zegarki. Większość, szczególnie pojedyncze sklepy jubilerskie, zaciska pasa.

— Zdarza się nawet, że klienci kupują obrączki ślubne ze srebra, a nie ze złota. Od ubiegłego roku spada nam sprzedaż. Część sklepów w naszymmieście temu nie podołała i się zamknęła — twierdzi Alicja Wójcik, prowadząca w Sosnowcu sklep jubilerski. Sklepy zamykają również duże sieci, w tym Apart czy Yes. Ten drugi planuje wycofać się z kilku lokalizacji w mniejszych miastach. Powód?

— Są to zamożne ośrodki miejskie, ale jak się okazuje, tamtejsi klienci nie potrzebują tam jubilerskich sklepów sieciowych — twierdzi Krzysztof Madelski.

W przeciwieństwie do innych branż, jubilerzy nie nadrobią słabości lokalnego rynku za granicą.

— Obawiam się, że nadal jesteśmy za słabi na Zachód, a na Wschodzie nie znamy reguł gry — twierdzi Krzysztof Madelski.

Mimo to bilans dużych sieci się wyrówna, bo gdy w jednych miejscach zamykają sklepy, w innych je otwierają. Yes planuje uruchomienie sześciu placówek w tym roku (obecnie prowadzi ich 104). Vistula otworzy w 2013 r. 4-5 salonów W. Kruka, których ma na razie 82.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane