Brytyjskie studia po brexicie

Rozmawiał Rafał Fabisiak
03-07-2016, 22:00

Brytyjskie szkoły wyższe nie zrezygnują łatwo ze studentów z innych krajów UE

Brytyjskie szkoły wyższe nie zrezygnują łatwo ze studentów z innych krajów UE — uważa Olga Siczek, założycielka Elab Education Laboratory, firmy, która pomaga w aplikowaniu na zagraniczne uczelnie

Zobacz więcej

Olga Siczek WMA

PB: Czy po wynikach brytyjskiego referendum wiadomo już coś o dostępie do brytyjskich uczelni dla studentów z Unii Europejskiej, w tym Polaków?

Olga Siczek: Brytyjskie uniwersytety jeszcze nie wiedzą, jakie zmiany nastąpią. Do tej pory studenci z UE otrzymywali pożyczkę na czesne, a koszt studiów był dla nich taki sam jak dla Brytyjczyków, czyli znacznie mniejszy niż dla osób spoza Unii. Dzięki temu wielu młodych Polaków decydowało się na wyjazd na studia do Wielkiej Brytanii. Mamy potwierdzenie od szkół, że od 2016 r. jeszcze nic się nie zmienia i pożyczki nadal będą udzielane. Wiemy też na pewno, że osoby, które zaczną studia w 2016 r., ukończą je na dotychczasowych zasadach, czyli pożyczki nadal będą ich obowiązywały przez cały okres trwania studiów. Bez tych pożyczek 90 proc. polskich studentów nie sfinansowałoby nauki w Wielkiej Brytanii. Jednak jeśli chodzi o to, co będzie w 2017 r. — szkoły nadal milczą. Racjonalnie myśląc, nie powinno się nic zmienić do momentu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Jednak trzeba mieć na uwadze, że brytyjskie studia trwają 3-4 lata i trudno przewidzieć, jakie będą ustalenia wobec osób, które zaczną studia za rok, a Brytyjczycy opuszczą Unię na przykład rok później. Z drugiej strony, brytyjskie uniwersytety nie pozostają bierne — mają swoje unie i związki, które już od piątku bardzo aktywnie lobbują w rządzie, aby do tych zmian nie doszło.

Dla uczelni to nie tylko ogromna strata finansowa, ale też uszczerbek w kapitale ludzkim. Na brytyjskich uniwersytetach Polacy i obywatele innych krajów UE nie tylko się uczą, ale również pracują jako badacze i wykładowcy — obecnie w UE istnieje swobodny przepływ tej kadry. Dlatego uczelnie mają dużo do stracenia na wyjściu z UE i będą aktywnie działać, aby niewiele się zmieniło w kwestii studentów i kadry z krajów unijnych. Warto pamiętać, że uczelnie to bardzo silne organizacje, ponieważ edukacja wyższa jest ogromnym rynkiem w Wielkiej Brytanii, więc rząd na pewno nie będzie unikał rozmów z tym środowiskiem.

Możliwe, że nawet jeśli Wielka Brytania wyjdzie z UE, to utrzyma obecne zasady dla studentów ze wspólnoty?

Mamy nadzieję, że tak. Kraje należące do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA) też mają pewne przywileje, a Wielka Brytania z tej strefy nie wychodzi. Obecnie nawet szwajcarscy studenci mogą się starać i otrzymać te pożyczki. Liczymy, że tak też będzie w przypadku reszty krajów unijnych. Nie wiemy jeszcze, na jakich zasadach, ale myślimy, że jakieś ulgi czy pomoc dla studentów z UE nadal będą.

Jednak dużą część zagranicznych studentów w Wielkiej Brytanii pochodzi spoza krajów unijnych.

Dla studentów spoza UE studia kosztują — zamiast 9 tys. GBP — średnio 15 tys. GBP rocznie i nie można otrzymać pożyczki na czesne. Owszem, studiuje tam wielu Chińczyków i obywateli innych krajów Azji, ale to osoby z bogatych rodzin.

Kto najbardziej straci na czarnym scenariuszu?

W najgorszym wypadku Wielka Brytania zerwie wszelkie umowy i Polacy będą traktowani jak inni międzynarodowi studenci, ale jest to mało prawdopodobne. Najbardziej będzie mi szkoda uczniów, którzy nie uzyskali bardzo dobrych wyników na maturze i jednocześnie mają ambicje rozwijać się w międzynarodowym środowisku. Oni najwięcej stracą, ponieważ to im pomoc finansowa przydałaby się najbardziej. Z doświadczenia widzę, że najzdolniejsi uczniowie są zazwyczaj z bardzo dobrych rodzin, które byłyby w stanie samodzielnie sfinansować brytyjskie studia.

Czy któreś rynki edukacyjne mogłyby wypełnić lukę?

Może to nie być łatwe, zwłaszcza z punktu widzenia ilości różnorodnych kierunków i specjalizacji dostępnych na brytyjskich uniwersytetach. Oczywiście są inne kraje, gdzie istnieją kierunki nauczane w języku angielskim, na przykład Dania czy Holandia. Studia w tych krajach dla osób z UE są w Danii bezpłatne, a w Holandii kosztują niewiele. Tamtejsze uczelnie są jednak znacznie mniejsze i analogicznie oferują mniej miejsc na studiach.Świetne szkoły biznesowe działają też w Hiszpanii, Francji czy Szwajcarii, ale ich oferta dla zagranicznych studentów dotyczy głównie poziomu magisterskiego. Studia licencjackie są oferowane raczej w lokalnych językach, a większość studentów, z którymi współpracujemy, idzie prosto po maturze na zagraniczne studia, znając przede wszystkim angielski. Dla nich nie ma zbyt wiele opcji w Hiszpanii i innych krajach. W Szwajcarii w ogóle nie ma kierunków licencjackich po angielsku.

Poza tym studia w innych państwach Europy często są droższe od brytyjskich, biorąc pod uwagę obecne warunki studiowania w Wielkiej Brytanii. Jeśli dużo mniej osób będzie wyjeżdżało na brytyjskie studia, będziemy się starali zapewnić im jakieś alternatywne rynki. Tych opcji będzie mniej i będą mniej dostępne, chyba że inne kraje zareagują na tę zmianę i wzmocnią swoją ofertę edukacyjną w języku angielskim, na co też trochę liczymy.

 

REKLAMA 32952

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Brytyjskie studia po brexicie