Brzydkie kaczątko

  • Tomasz Kolecki-Majewicz
opublikowano: 22-02-2013, 00:00

Szczep Carmenere święci wielki comeback nie tylko w Ameryce Południowej, lecz także w Bordeaux, choć trzeba przyznać, że 1 proc. udział w liczbie krzewów w regionie trudno uznać za spektakularny. Ale to dopiero początek…

W drugiej połowie XIX w. mszyca filoksera skrzętnie zjadła europejskie winnice niemal w całości, tworząc nową erę w dziejach światowego winiarstwa. Winiarze naszego kontynentu dzielą historię na przed i po ataku paskudy z Ameryki Północnej.

Po nim nic już nie było jak wcześniej. Odmiany euroazjatyckiej rodziny Vitis vinifera — Chardonnay, Sangiovese, Cabernet Sauvignon i pozostałe są szczepione na podkładkach korzeni rodzin amerykańskich zdolnych odeprzeć apetyt żarłocznego owada, a o wielu odmianach zapomniano lub zrezygnowano z ich uprawy. Taki los spotkał np. Carmenere — dość trudne w uprawie, a przede wszystkim źle znoszące nową technikę prowadzenia winnej latorośli. Zastąpiono je Merlot, który dziś króluje w Bordeaux niepodzielnie.

Minęło ponad sto lat. O Carmenere pamięć i słuch zaginęły. Ale zmieniło się to za sprawą Francuzów, Chilijczyków i… Polaków! Pierwsi wywieźli sadzonki do Ameryki Południowej w pierwszej połowie XIX wieku. Drudzy uprawiali je na szeroką skalę, choć byli przekonani, że są w posiadaniu Merlot.

Trzeci dali Chile profesora Filippo Pszczolkowskiego — guru chilijskich winiarzy i wybitnego wykładowcę enologii na Uniwersytecie Katolickim w Santiago. Profesor miał pewne podejrzenia co do dziwnie zachowujących się krzewów Merlot, postanowił więc gruntownie zbadać ich pochodzenie. Zaprosił do winnic specjalistę z uczelni w Montpellier — Jeana-Michela Boursiquota. Ten zaś bez wahania wydał werdykt: toż to przecież Carmenere! By się upewnić, badania powtórzono w Montpellier. Ich wynik był jednoznaczny: Pszczolkowski i Boursiquot mieli rację.

Tak się rozpoczęła nowa era Carmenere. Nim stał się to jednak flagowy szczep Chile, negowano ustalenia profesora i rzucano mu kłody pod nogi w drodze do rejestracji szczepu. Właściciele winnic Santa Inez i Carmen mimo grożących im sankcji zdecydowali się jednak na oficjalną produkcję win z nazwą odmiany na etykiecie.

Sukces i niepowtarzalny styl trunków pozwoliły rządzącym zrozumieć, że stanęli przed niepowtarzalną szansą. Dzięki temu Chilijczycy jako naród bardzo pragmatyczny zachwycają siebie i inne nacje pięknem niechcianego na początku przybysza. Najlepsze siedliska znajdują się w centrum kraju, a za top topów uważa się Dolinę Rapel, choć równie obiecujące, ale zupełnie odmienne wyniki uzyskuje się bardziej na północ od stolicy — przede wszystkim w dolinach Apalta i Casablanca.

Natomiast gdyby ktoś miał ochotę zobaczyć największą winnicę Carmenere w Europie, powinien ruszyć w okolice Vicenzy. Bo kolejnym krajem, który stał się azylem dla odmiany, choć nie miał o tym przez dłuższy czas pojęcia, okazały się nie tak dawno Włochy, a dokładnie ich północno-wschodnia część. &

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: TOMASZ KOLECKI-MAJEWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy