Buda i Peszt o grzeją zimą

Albert Stawiszyński
17-12-2004, 00:00

Kąpieliska termalne pod gołym niebem czy zakupy na Jarmarku Bożonarodzeniowym? To tylko niektóre niespodzianki, jakie Budapeszt proponuje o tej porze roku.

Do 1872 roku Buda i Peszt stanowiły oddzielne miasta, leżące po przeciwnych stronach rzeki. Dzisiaj są najładniejszymi dzielnicami Budapesztu, który powstał z połączenia obu miasteczek (włączono do niego także starą Obudę). W tych częściach miasta zachowały się wspaniałe zabytki, unosi się miła, uliczna atmosfera, nie brakuje też restauracji ani innych atrakcji. Dlatego nie należy się dziwić, że Budapeszt porównywany jest — przez liczne grono jego mieszkańców i turystów — do Paryża.

Świąteczna gorączka

O tej porze roku da się tu — podobnie jak w innych dużych miastach europejskich — podpatrzyć przedświąteczną krzątaninę. Gorączka ogarnia zwłaszcza Peszt. Wystarczy wybrać się na ulicę Váci — jedną z ładniejszych, przyciągającą turystów licznymi modnymi sklepami. Codziennie można tu usłyszeć języki z różnych stron świata! Váci przed świętami zmienia się nie do poznania. Z każdego kąta wyłaniają się świąteczne ozdoby, choinki, a na przechodniów spogląda co chwilę Święty Mikołaj.

— W Budapeszcie święta obchodzi się w te same dni co w Polsce. Mieszkańcy spędzają je główne w gronie rodzinnym. Ale w noc sylwestrową bawią się na wiele sposobów: u przyjaciół, w restauracji czy po prostu na dworze. Miasto jest doskonale przygotowane — w wielu punktach ustawione są sceny, trwają koncerty, zabawy, wszędzie można zaopatrzyć się w sylwestrowe gadżety. O północy odbywa się pokaz ogni sztucznych na Dunajem, a na Váci można wypić lampkę noworocznego szampana — opowiada Iga Sikora-Zeisky, redaktor naczelny „Polonii Węgierskiej”, od ponad 20 lat mieszkająca w Budapeszcie.

Idąc wzdłuż tej ulicy dojdzie się do placu Vörösmarty tér (nazwanej na cześć poety Mihalya Vörösmartyego). W adwencie organizowany jest tam Jarmark Bożonarodzeniowy (potrwa do 24 grudnia). Tłoczy się ponad sto straganów ze słodyczami i zabawkami, a przechodnie raczą się grzanym winem. Do wyboru jest białe i czerwone, choć to pierwsze trudniej dostać. Zainteresowaniem kupujących cieszą się przedmioty sztuki ludowej: obrazy, wyroby za szkła, świąteczne naczynia... Kiermaszowi towarzyszą występy. Artyści ze wszystkich zakątków Węgier pokazują ludowe tańce, muzykę i pieśni. Dla cudzoziemców to świetna okazja do poznania mieszkańców Węgier i ich zwyczajów, dzieci uczestniczą w jasełkach i warsztatach sztuki ludowej, wszyscy zaś kosztują świątecznych specjałów węgierskiej kuchni: wielu rodzajów naleśników i kiełbasek.

Kolejny miły przedświąteczny zwyczaj to Adwentowy Kalendarz. W dniach 1-25 grudnia zamienia się weń fasada jednej z najpiękniejszych cukierni Budapesztu — Gerbaud przy placu Vörösmarty tér. Kalendarz zapowiada święta, zbliżające się małymi kroczkami. Codziennie o godz. 17 otwierają się kolejne jego okna, prezentując prace współczesnych artystów. Towarzyszy temu przedstawienie typu światło i dźwięk.

Pomnik i deskorolki

Na placu Vörösmarty tér znajduje się również wejście do żółtej linii metra — najstarszej w Budapeszcie. Przy zwiedzaniu metro to dobre rozwiązanie. Przed Świętami ulice Budapesztu — w szczególności w centrum — są bardzo zatłoczone. A więc z placu Vörösmarty tér najlepiej podjechać metrem do stacji Oktogon. Stamtąd już kilka kroków do znajdującego się przy alei Andrassyego 60 Muzeum Terroru. Jego siedziba nie jest przypadkowa: w czasie II wojny światowej męczono tu Żydów, a po wojnie gehennę przechodzili przeciwnicy komunistycznej władzy. We wnętrzach gmaszyska urzędowała policja polityczna, a po Budapeszcie krążyły plotki o salach tortur. Okazały się nieprawdziwe — po zdobyciu budynku przez powstańców w czasie rewolucji w 1956 roku, takiej sali nie znaleziono. Muzeum Terroru otwarto dwa lata temu. Wywołało kontrowersje i silny opór niektórych ugrupowań politycznych. Bo poza obrazami z przeszłości utrwalonymi na zdjęciach i filmach, muzeum eksponuje listę torturowanych i ich oprawców. Robi wrażenie! Na zwiedzenie muzeum warto przeznaczyć co najmniej dwie godziny.

Aleja Andrassyego, jedna z głównych ulic w Peszcie, jest w zimie ładnie oświetlona i obwieszona ozdobami. Przy niej mają siedziby rozliczne instytucje, m.in. opera, ale powiewa też biało-czerwona flaga. Znajduje się tu bowiem polska ambasada oraz Instytut Polski.

Ze stacji Oktogon warto podjechać metrem dalej, do Hösök Tére. Tuż przy wyjściu ze stacji, na krańcu ulicy Andrassy, znajduje się plac Bohaterów. Tam podziwiać można pomnik Tysiąclecia: prawie 37-metrową kolumnę z archaniołem Gabrielem. Niżej, u jej podstawy, wyłaniają się rumaki z postaciami wodzów plemion madziarskich. Codziennie kłębi się na tym placu tłum młodzieży. Przychodzą tam nie po to, by podziwiać świadectwo węgierskiej historii. Powód jest prozaiczny. Plac to doskonałe miejsce, by pojeździć na deskorolkach.

Uroczy parlament

Wystarczy kilka kroków z placu Bohaterów, by znaleźć się w Parku Miejskim. W jego okolicy na turystę czeka mnóstwo atrakcji. Wśród nich można wymienić pobliskie lodowisko, zoo czy wesołe miasteczko (Vidámpark). Oczywiście, zamiast udawać się do Parku Miejskiego, można wąskimi uliczkami wybrać się na wschód, do bazyliki. Tam przechowywana jest jedna z najważniejszych relikwii Węgier, dłoń św. Stefana. Z kolei jego korona, jabłko oraz miecz koronacyjny wystawione są do oglądania w węgierskim parlamencie. Stoi przy samym Dunaju. Zbudowany na początku ubiegłego wieku, za pierwowzór miał brytyjską siedzibę Izby Lordów. Parlament dobrze ogląda się pod wieczór, stojąc nad brzegiem Dunaju. Światła reflektorów pokazują budynek w pełnej krasie, z wieloma wieżyczkami i dominującą nad nimi ogromną kopułą. Obywatele z krajów Unii Europejskiej zwiedzają Parlament za darmo. Aby obejrzeć jego wnętrza, należy jednak zabrać paszport lub dowód osobisty: przy wejściu trzeba okazać dokument. Oczywiście, jak w każdym tego typu obiekcie, napotkamy kontrolę ochrony. Ale gdy już znajdziemy się w środku, możemy spokojne podziwiać dostojne wnętrza. Największe wrażenie wywiera sala plenarna, gdzie — nad mównicą — wiszą herby węgierskich władców. Przed wejściem na nią ustawiono — na parapecie przy oknie — specjalne podstawki na cygara. Dzisiaj już nieużywane. Kiedyś jednak liczba pozostawionych tam niedopałków świadczyła o wysokiej frekwencji na sali. A to znaczyło, że posłowie obradowali nad czymś naprawdę ważnym!

Kąpiel zdrowia doda

Po takiej przechadzce warto trochę się ogrzać, ale niekoniecznie grzanym winem czy ciepłym gulaszem. Po stronie Pesztu, niedaleko Parku Miejskiego, znajduje się kąpielisko z ciepłą wodą Széchenyi Fürdo (otwarte w 1913 roku). Łączy ono tradycje starożytnych Rzymian i Greków — oferuje zarówno kąpiele w dużych basenach, jak i w mniejszych wannach z wodą leczniczą. Na uwagę zasługuje zwłaszcza część kąpieliska pod gołym niebem. Tu jest zawsze najwięcej ludzi. Starsi wiekiem bywalcy wybierają płytki basen z wodą termalną, by spokojnie pograć w szachy.

Budapeszt leży na terenie obfitującym w wody termalne. W połowie XVI wieku ich właściwości lecznicze docenili najeźdźcy tureccy budując pierwszą łaźnię sułtańską. Obecnie liczne kąpieliska to jedna z głównych atrakcji miasta.

Przeprawa przez Dunaj

Czas przeprawić się na drugą stronę Dunaju, do Budy. Pieszo, przez most Wolności, prowadzący pod samo wzgórze Gellerta, męczennika za wiarę chrześcijańską. Droga od strony Dunaju jest dość łagodna. Ze szczytu góry spogląda monumentalna postać kobiety z uniesionym liściem palmowym w dłoni. Stąd najlepiej podziwiać panoramę miasta.

— Warto wybrać się tam pod wieczór. Wiele zabytków Budapesztu jest oświetlonych, m.in. Zamek Królewski. Widać wtedy miasto w całej okazałości — radzi Iga Sikora-Zeisky.

Na górze Gellerta wznosi się cytadela zbudowana po przegranym przez Węgrów powstaniu narodowym w 1848 roku. Historia bywa jednak przewrotna. Obecnie w jej murach znajduje się dyskoteka.

Wrażenie robi także Starówka. Warto odbyć tu krótki spacer, podczas którego koniecznie trzeba zobaczyć plac św. Trójcy z kościołem św. Macieja oraz Basztami Rybackimi. Na południe od tego miejsca stoi Zamek Królewski. W zimie na Starówce może być dosyć chłodno, dlatego warto podczas spaceru wstąpić do jednej z tamtejszych kawiarni.

Spokojne Szentendre

Budapeszt może zauroczyć. Ale nie tylko on zachwyca. Miło spędzi się czas w Szentendre, pobliskim miasteczku (kilkanaście kilometrów na północ od Budapesztu) — przez wielu nazywanym mekką artystów. Każdy, kto ma więcej czasu, powinien się tam wybrać. Wzmianki o miasteczku pochodzą z I w p.n.e. Wówczas stacjonowały tam legiony rzymskie. W samym sercu miasta znajduje się Krzyż Morowy. Od placu, przy którym stoi, odchodzi kilka uliczek. Spacerując nimi napotkamy liczne sklepiki i winiarnie. Pod drodze łatwo trafić do Muzeum Marcepanu. Na miejscu można zakupić kilka smakołyków — to dobry prezent na Gwiazdkę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Albert Stawiszyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Nieruchomości / Buda i Peszt o grzeją zimą