Czytasz dzięki

Bujak: kolejna fala pandemii może spowodować turbulencje w gospodarce

  • PAP
opublikowano: 11-07-2020, 09:43

Zagrożeniem dla polskiej gospodarki są potencjalne turbulencje na świecie po ewentualnym pogorszeniu sytuacji epidemicznej, perturbacje po listopadowych wyborach prezydenckich w USA i możliwym twardym Brexicie pod koniec roku - mówi PAP główny ekonomista PKO BP Piotr Bujak.

Piotr
Bujak, główny ekonomista PKO BP
Zobacz więcej

Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP Fot. Marek Wiśniewski

PAP: Prognozy, w tym niedawna Komisji Europejskiej wskazują, że Polska na tle sąsiadów i państw UE najłagodniej przejdzie turbulencje gospodarcze związane z pandemią. Czym to jest spowodowane?

P.B.: Nie tylko Komisja Europejska, ale również wiele innych instytucji, np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozują, że Polska przejdzie obecny kryzys łagodniej niż inne europejskie kraje. Moim zdaniem należy wskazać przede wszystkim na trzy czynniki, których łączne działanie stawia Polskę w lepszej pozycji: silny impuls fiskalno-monetarny, czyli zdecydowane i dobrze skoordynowane działania rządu i banku centralnego, mające na celu przeciwdziałanie gospodarczym skutkom pandemii (m.in. Tarcza Antykryzysowa i Tarcza Finansowa ze wsparciem Narodowego Banku Polskiego w postaci programu zakupu aktywów); duża dywersyfikacja i korzystna struktura gospodarki z bardzo małą rolą branż najmocniej dotkniętych obecnym kryzysem (turystyka i HoReCa) oraz dużym znaczeniem relatywnie odpornych branż (sektor rolno-spożywczy i nowoczesne usługi biznesowe); dobra sytuacja epidemiczna umożliwiająca szybkie odmrażanie gospodarki.

PAP: Opierając się na tych samych prognozach KE ogłosiła, że w ciągu dwóch lat - od IV kwartału 2019 r. do IV kwartału 2021 r. - tylko pięć gospodarek - Polski, Niemiec, Litwy, Łotwy i Bułgarii - może liczyć na zerowy bądź nieznaczny wzrost PKB, reszta będzie na minusie. Czy należy to odbierać jako zagrożenie dla wspólnego rynku i przede wszystkim unijnego budżetu, a finansowanie unijne (2021-27) dla Polski na następne lata może się znacząco skurczyć?

P.B.: Zróżnicowanie tempa wzrostu gospodarczego poszczególnych krajów UE zawsze było duże i nie miało to na krótką metę znaczenia dla podziału unijnego budżetu ani funkcjonowania jednolitego rynku. Poważne problemy kilku unijnych gospodarek zarówno w poprzednim, jak i w obecnym kryzysie (przede wszystkim Włoch i Hiszpanii) spowodują, że zaczną one otrzymywać większą niż dotychczas część unijnych funduszy, ale Polska pozostanie wśród największych beneficjentów. Ważne jest, aby zasady i warunki wydatkowania środków z nowego Funduszu Odbudowy były zgodne z polskimi priorytetami. Kwestia ta będzie rozstrzygnięta w trakcie negocjacji w najbliższych tygodniach.

PAP: Co może stanąć na przeszkodzie powrotowi naszej gospodarki na ścieżkę wzrostu - nadmierny deficyt, dług publiczny albo inny czynnik? Gdzie upatrywać największych zagrożeń - wewnątrz rynku czy na zewnątrz?

P.B.: Deficyt fiskalny i dług publiczny w Polsce wzrosną jak w każdym kraju ze względu na wysiłek podejmowany w celu ograniczenia gospodarczych skutków pandemii (koszty działania Tarcz), ale w naszym przypadku wzrost relacji długu publicznego do PKB może być mniejszy niż przeciętnie w UE ze względu na relatywnie wysoką dynamikę PKB. Pokryzysowa relacja długu do PKB w Polsce pozostanie znacznie niższa niż przeciętnie w UE zarówno dzięki mniejszemu wzrostowi tej relacji w trakcie kryzysu, jak i dzięki znacznie niższemu poziomowi tej relacji przed wybuchem kryzysu za sprawą znacznej poprawy stanu polskich finansów publicznych w latach 2017-2019.

Kluczowym zagrożeniem dla polskiej gospodarki są potencjalne turbulencje w światowej gospodarce na skutek ewentualnego pogorszenia sytuacji epidemicznej (kolejna fala pandemii), perturbacji po listopadowych wyborach prezydenckich w USA oraz możliwego twardego Brexitu z końcem tego roku.

PAP: Czy drugi tegoroczny lockdown w Polsce jest realnym zagrożeniem i jakby wpłynął na naszą gospodarkę? Czy w tym kontekście powinniśmy rozważyć zmianę limitu długu w Konstytucji RP?

P.B.: Przygotowanie do walki z pandemią w trakcie pierwszego lockdownu (zwiększenie wydolności systemu ochrony zdrowia poprzez wyposażenie w sprzęt i wypracowanie odpowiednich procedur, a także poprawa zdolności do przeprowadzania testów i śledzenia zakażeń oraz izolacji zakażonych) oznacza, że w przypadku kolejnej fali pandemii raczej nie powinno być tak drastycznego ograniczenia aktywności gospodarczej jak w trakcie pierwszego lockdownu w marcu-kwietniu. Jednocześnie wydaje się, że w obliczu tak poważnego zagrożenia dla gospodarki jak skutki pandemii, niezależnego od prowadzonej wcześniej polityki gospodarczej, reguły polityki fiskalnej, w tym limity dla długu publicznego powinny być odpowiednio modyfikowane. Alternatywnie, antykryzysowe wydatki powinny być realizowane w taki sposób, aby nie podwyższały długu publicznego liczonego na potrzeby prawnych limitów.

PAP: Jednym z celów polityki gospodarczej w czasie kryzysu jest stabilizacja rynku pracy. Czy odpływ imigrantów z rynku pracy może być czynnikiem utrudniającym powrót gospodarki do wzrostu?

P.B.: Dane na temat liczby zarejestrowanych w ZUS cudzoziemców oraz inne rozproszone informacje pokazują, że tymczasowi pracownicy zagraniczni w czerwcu zaczęli wracać do Polski po umiarkowanym odpływie w poprzednich trzech miesiącach. Wydaje się więc, że nie powinniśmy mieć niedoboru pracowników zagranicznych, który mógłby ograniczyć odbudowę aktywności gospodarczej poprzez brak rąk do pracy. Szczególnie, że wzrost bezrobocia – chociaż ograniczony – oznacza wzrost dostępności krajowych pracowników.

PAP: Pieniądze z UE mają być jednym z czynników aktywizujących gospodarkę, razem ze stymulacją fiskalną. Czy niejasne sygnały płynące z Brukseli, m.in. o nieznanych kryteriach podziału tzw. Funduszy Odbudowy, oraz przesunięciach w ramach wcześniej projektowanego budżetu unijnego nie pokazują, że źródła unijne stają się coraz bardziej niestabilne, a planowanie w oparciu o nie staje się coraz bardziej trudne?

P.B.: Kryzys wygenerował ekstremalnie dużą niepewność w gospodarce, negatywnie rzutującą na perspektywy wzrostu PKB, a przede wszystkim na plany inwestycyjne firm. Z tego punktu widzenia byłoby bardzo wskazane, aby Komisja Europejska tak prowadziła negocjacje w sprawie podziału unijnych funduszy, aby jak najszybciej całkowicie wyeliminować niejasności dotyczącego tego czynnika, mogącego stanowić ważny motor napędowy aktywności inwestycyjnej w polskiej i całej europejskiej gospodarce w kolejnych latach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane