But w butonierce

Jerzy Turbasa
opublikowano: 29-10-2004, 00:00

Poszetka, brustasza, butonierka, triangle — wiesz może, że dzwonią, ale nie wiesz, w którym kościele. A przecież trzeba się tylko uważniej przyjrzeć garniturowi...

Z dwoma dziurkami na połach marynarki od zawsze były kłopoty — z tą najwyżej usytuowaną i tą najniżej. Tę najniższą, z uporem godnym lepszej sprawy, zapinają na guzik delikwenci, których — za pomocą okienka telewizyjnego — ujrzeć możemy bez różnicy, czy to w sejmie, na koncertach, czy w programach studyjnych — i to nie wyłączając kulturalnych!

Tak rozpowszechnia się zabobon o „zapięciu na ostatni guzik”, a patrzący na nas z niebios autor powiedzonka ma niezły ubaw. Bo z pewnością nie miał na myśli marynarki, a jeżeli tak — to nie mógł być ani dżentelmenem, ani bywalcem. Pora uporać się z zabobonem, narosłym wokół najwyżej dzierganej dziurki — czyli butonierki.

Ekstrawagancje

Oskar Wilde, doceniając sztukę krawiecką, nazywał butonierkę jedynym miejscem, łączącym Sztukę z Naturą — i nosił w niej słonecznik, nie przejmując się zresztą jego wielkością. Skromnością to on nie porażał...

Nie dziwi też, że autor takich dzieł jak „Nuż w bżuhu”, „Bal manekinów” czy „Człowiek zmienia skórę” był tęgim profanem ubraniowym: Bruno Jasieński, bawiąc się słowem, tak przejął się logiką znaczeń, że przewiązywał przez butonierkę sznurówkę (a może sznórufkę?), na której dyndał but. I tu rozpoczyna się prawdziwa komedia omyłek, bo przecież słowo buton tak naprawdę oznacza guzik (od francuskiego: le bouton). A przecież chodzi o dziurkę... Prawda jest taka, że według sprawdzonych kanonów angielskich, tam gdzie guzik, musiała być i dziurka.

Kwiaty do...

Współczesna marynarka jednorzędowa zachowała dziurkę na lewej klapie, jako reminiscencję z czasów, kiedy marynarkę zapinano pod szyję. Dziś guzik z prawej strony zniknął. Dziurka pozostała, ale znalazła sobie inną funkcję. Obdarzeni fantazją dżentelmeni ozdabiali ją goździkiem, dandysi — hortensją, a współcześni mogą do butonierki wkładać miniaturkę jakiejś organizacyjnej odznaki. I to tylko jedną!!! Miejscem dwóch i więcej jest bowiem szuflada!

Marynarka dwurzędowa zachowała, co prawda, dziurki na obu klapach, ale butonierką jest tylko jedna z nich — ta po lewej stronie.

Poszetka

Wspomniane piętno, ciążące na butonierce sprawia, że wielu myli ją... z górną, finezyjnie nachyloną kieszonką marynarki — tzw. brustaszą, usytuowaną na linii serca. Nie może być zbyt płytka, idzie o to, by zmieścić w niej poszetkę, składowaną na rozmaite sposoby. Zauważalny w tym sezonie powrót prawdziwej elegancji, dbającej o krój i wykończenie, kładzie ogromny nacisk na szczegóły, dodatki. Jednym z najważniejszych staje się kwadratowy (kształt chusteczki ustanowił dekretem Ludwik XIV), zawsze w nieskazitelnym stanie, ładnie wykończony kawałek lnu, bawełny lub jedwabiu.

Od francuskiego pochette, swojsko nazwana poszetka uważana jest za adiutanta krawata; winna być zatem dobrze do niego dobrana, ale nigdy z tej samej tkaniny.

Odpowiedni wybór

W edwardiańskiej Anglii, poszetka była wyróżnikiem wysokiej pozycji na drabinie społecznej. Stała się niemal ekstraktem perfekcyjnej elegancji, odznaczając ludzi „z towarzystwa”. Lubi mieć monogram, ale po złożeniu — niewidoczny.

Moda demokratyzuje się, ale zaleca konkretne sposoby układania poszetki. Może to być tzw. triangle — potrójne, syntetyczne, acz niezwykle eleganckie złożenie. Może — sposób królewski — bardzo efektowne podwójne złożenie. Może prosty układ lub złożenie niezwykle kreacyjne, wykorzystujące miękkość materii. I tu zadziwienie: do fraka i smokingu zalecana jest lniana; bawełniana przeznaczona jest na „codzienne bieganie”. Błyszcząca, delikatna jedwabna poszetka najlepiej czuje się w parze z garniturem wizytowym.

Poszetka nie powinna być nigdy bardziej interesująca od twarzy; niech raczej skupia uwagę otoczenia na jej właścicielu. Sztuczny, zbyt wystudiowany układ jedynie podszywa się pod elegancję i skutecznie ją ośmiesza. Koneserzy wiedzą, że nic nie zastąpi naturalności i tej brawurowej części zwanej nonszalancją. Poszetka nie powinna być zwyczajnie włożona do brustaszy, ale powinna wyglądać jak zwyczajnie włożona...

A jaki ma sens noszenie tej chusteczki? A czym obetrzeć zwilgotniałe oczy oczekującej tego kobiecie? Przecież nie „tą od nosa”, papierową jednorazówką...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu