By wybrańcy nie poczuli się samozwańcami...

Janusz Lewandowski
15-10-2004, 00:00

Polska demokracja zna taki przypadek, gdy prezydent Wałęsa po swojemu zinterpretował sejmowe wotum nieufności dla rządu. Podtrzymał rząd Suchockiej, rozwiązując parlament. Tamta sytuacja, z roku 1993, nie ma wielu analogii z dzisiejszą, choćby z powodu braku podobieństwa między prezydentami, ale... Obserwując z dystansu scenę krajową, odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że źródłem największych zagrożeń jest dzisiaj brać sejmowa.

Rząd jest słaby słabością swego politycznego mandatu, ale są w nim ludzie przytomni, dobrani według znajomości rzeczy, a nie z partyjnej łapanki. Ten rząd niewiele zdziała, bo nie ma politycznej mocy, by rozwiązywać nawarstwiające się problemy służby zdrowia, PKP, finansów publicznych czy wymiaru sprawiedliwości. Zaszkodzić też zbyt wiele nie zaszkodzi. Co innego nasze parlamentarne, pospolite ruszenie. Rozkołysane sondażami i wyborczymi spekulacjami. Każda sesja wznawia produkcję wyborczej kiełbasy, co nawet rozsądne kluby zmusza do licytacji. Każda sesja potęguje zagrożenia dla racjonalnej polityki gospodarczej i zagranicznej. Rosną koszty bieżące i odłożone tej radosnej sejmokracji. Pole działania następnego rządu jest coraz szczelniej zaminowywane. Nie całkiem tęsknię do „wałęsizmu” i „falandyzacji” z roku 1993, ale czasami warto naruszyć granice politycznej poprawności, by wybrańcy narodu nie poczuli się samozwańcami...

Janusz Lewandowski, europoseł PO

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / By wybrańcy nie poczuli się samozwańcami...