Bycza przyjemność

Marcin Bołtryk
29-06-2007, 00:00

Już jest. Agresywny i — jak na byka przystało — silny. Seat Leon Cupra. Wiem, wiem... Leon znaczy lew. Ale nie dziś.

Już w poprzednim wcieleniu Seat Leon Cupra (wtedy Cupra R) był całkiem temperamentnym samochodem. Potrafił zagotować krew w żyłach swego matadora, czyli kierowcy, niemal na zawołanie. Wszystko, łącznie z prototypem, wskazywało, że następca będzie jeszcze bardziej dziki. Wystarczyło czekać. No i czekałem.

Podwójny krok

Czas płynął powoli, niby kolejka po bilety na korridę w szczycie sezonu. Dopytywałem się raz po raz u polskiego importera Seata: czy to może już? Kiedy wreszcie? Jak będzie wyglądał? Dla uspokojenia dostałem zdjęcia prototypu. Dla uspokojenia? Toż tylko rozpaliły pożądanie! W słuchawce telefonu miły damski głos oznajmiał: cierpliwości, panie Marcinie. Cierpliwości? A co ja mam z nią robić? Kolejne korridy mijają, a ja bez byka! Zapisałem się na kurs tańca. Nie jakiegoś tam, ale tego, z którego zaczerpnięto duszę nowej Cupry.

Uczyłem się hiszpańskiego paso doble (podwójny krok). Jedynego tańca w pełni oddającego atmosferę areny i walki byków. Partner występuje w nim w roli matadora, który trzyma partnerkę zastępującą… czerwone sukno do drażnienia byka. Obydwoje poruszają się wokół wyimaginowanego, dzikiego zwierzęcia. Kilka chwil później na własnej skórze przekonałem się, jak wiele wspólnego ma to wszystko z jazdą najnowszym Seatem.

Stał w pełnym słońcu. Był żółty. Mimo to nie wyglądał jak lew, którego ma w nazwie. Przypominał byka! Opuszczony łeb i czarne rogi… znaczy lusterka, wydawały się przyzwoleniem na rozpoczęcie kilkudniowej korridy. Tylko jakoś tak dziwnie łypał na mnie tymi ksenonowymi źrenicami... Spode łba?

Muzyka marszowa? Skąd? Gdzie? Nieważne. Wyzwala narastające napięcie i wzbudza entuzjazm. Typowe dla paso doble tempo: 60 taktów na minutę. Tak jak tancerze i ja jestem przygotowany się do rozpoczęcia. Przyjmuje pozę, wprowadzam nastrój — i ruszam ku niemu. Ale skąd dobiega ta muzyka? Przekręcam kluczyk. I już chce zakrzyknąć: ole! Ale zamiast tego wyrywa się: hę!

Wiedziałem, że seaty nie powalają brzmieniem, ale żeby aż tak cicho? Miało ryczeć, warczeć albo chociaż złowrogo mruczeć, a tymczasem… najpierw nic, potem — wycie. Podobno w kolektorze dwulitrowego TFSI (turbodoładowanie + bezpośredni wtrysk) projektanci zastosowali Seat Sound Exhaust System, odpowiadający za wzmacnianie brzmienia silnika i napełnienie go akustyczną mocą. W praktyce zostaje tylko „podobno”.

Na arenę

Brak stosownego do charakteru samochodu dźwięku — oto jeden z niewielu minusów tej konstrukcji. Bo to co najważniejsze — jazda — w pełni oddaje atmosferę hiszpańskiej korridy. Samo prowadzenie tego samochodu składa się z dwóch części. Pierwsza to „wejście na arenę” — czyli pełna puszenia się i groźnych, aczkolwiek powolnych ruchów gra pozorów.

Wbrew obiegowej opinii o Hiszpanach, samochód nie jest gwałtowny, kapryśny i nieobliczalny. Trudno wskazać drugie przednionapędowe auto, w którym tak dużą moc można kontrolować równie łatwo. Nie przypominam sobie, by jakakolwiek inna przednionapędówka tak dobrze radziła sobie z podobnym tabunem koni (240). Nawet w dużo słabszych autach kierownica zaczyna żyć własnym życiem podczas ostrego przyspieszania na ostrym zakręcie. A tu nie! W stosunku do poprzedniej 225-konnej Cupry R — ogromny postęp.

Serię szybkich zakrętów nowa Cupra pokonuje z niebywałą lekkością. Obniżone i odchudzone przednie zawieszenie pozwala na nieznaczne przechyły i umiarkowaną, aczkolwiek wyczuwalną, podsterowność. Auto jeździ co najmniej tak samo dobrze, jak wygląda. Trzeba jednak zastrzec, że uczy pokory.

Szarża

Auto z powodzeniem spełni rolę grzecznego pojazdu dla niewielkiej rodziny, ale — jak to z bykami bywa — do czasu. Wystarczy bowiem na tyle długo drażnić tego hiszpańskiego byka pedałem gazu, by wskazówka obrotomierza osiągnęła granicę 5 tys. obr./min. Po jej przekroczeniu budzi się bestia. To jest właśnie drugie oblicze Seata. Auto gna. Zachowuje się jak rozwścieczony byk przebity lancą, któremu ktoś wpakował kilogramy pasty wasabi pod ogon. W sekundę tracę poczucie bezpieczeństwa i czuje się, jakbym brał kąpiel z podłączoną do prądu suszarką.

Tak duży zapas mocy — prócz dostarczania niesamowitej radości — zaczyna nagle sprawiać kłopoty i zapanować nad pojazdem nie jest już tak łatwo. Problemu nie należy jednak szukać w zawieszeniu czy dopracowanych systemach „asystujących”, bo te spisują się znakomicie, ale raczej w prawach fizyki.

„Jednostkę napędową”, która dzięki relatywnie małej masie i wysokiej mocy przyczyniła się do osiągów Cupry, przygotowano wyłącznie dla tego modelu. Doładowany silnik 2,0 TFSI oferuje w Cuprze 240 KM w zakresie 5700 do 6300 obr./min. Wartość momentu to 300 Nm. System doładowania otrzymał większą turbosprężarkę (ciśnienie doładowania 0,8 bara), silnik ma nową głowicę cylindrów, większe wtryskiwacze i wzmocnione komponenty układu korbowego. Najszybszy Leon przyśpiesza od 0 do 100 km/h w 6,4 s, a prędkość maksymalna sięga 247 km/h. Podwozie, które zapewnia dobre właściwości jezdne, nazywane jest Agile Chassis. Leon Cupra dodatkowo oferuje zmodyfikowane kombinacje zawieszenia, gdyż niektóre z nich wyprodukowano ze stopów aluminium. Również w układzie kierowniczym zdecydowano się na zmiany; wraz ze zmienionymi nastawami wspomagania elektromechanicznego przyczyniły się do lepszej sterowności, korespondującej z osiągami auta.

Zmienna dusza

Na czym polega kłopot w ocenie nowej Cupry? Z jednej strony, w sportowo wyposażonym wnętrzu znalazły się fotele z bezkompromisowym profilowaniem, białe zegary i prędkościomierz kończący się liczbą 280 km/h. Z drugiej — nieciekawy dźwięk i kiepskiej jakości plastiki w środku.

Wrażenia? Mieszane. W paru innych autach tego typu odrobinę łatwiej się zatracić. Nie, nowa Cupra nie jest autem złym. Jeśli chodzi o łatwość, z jaką pokonuje zakręty — wręcz doskonałym. To auto jest po prostu szybsze, niż się wydaje. Nie pamiętam drugiego kompaktu, w którym miałbym takie kłopoty z błędnikiem. Całą tę zmienność usprawiedliwia cena — 99,9 tys. zł. Cupra II jest najtańszą stadniną 240 rumaków na rynku.

Trzeba jednak pamiętać, że zarówno udział w korridzie, tańczenie paso doble, jak i jazda nową Cuprą wymagają dużych umiejętności. I sztuki pełnej wyrazu. Ci, którzy się do tego biorą, nie mogą sobie pozwolić na luki, skróty w prezentowanej choreografii czy strategii, ponieważ poszczególne części walki, tańca czy jazdy mają ściśle określoną liczbę taktów. Trzeba trafić w odpowiedni.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Bycza przyjemność