Byki rządzą na aukcjach

Weronika Kosmala
opublikowano: 20-05-2015, 00:00

Światowy rynek sztuki dostarczył ostatnio silniejszych emocji niż kino akcji. Jedni mówią, że to boom bez końca, a inni czekają na margin call…

Podczas trwających od 5 maja licytacji łącznie w domach aukcyjnych Christie’s, Sotheby’s i Phillips sprzedano obrazy za prawie 3 mld USD. W porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku wzrost szacuje się na 23 proc. — trudno więc, żeby na rynku nie zabrakło i optymistycznie nastawionych spekulantów, i skrajnych pesymistów, wypatrujących na horyzoncie korekty.

Przed końcem świata

W doniesieniach o kolejnych rekordach można się było ostatnio nawet zagubić. Przez minione dwa tygodnie w nagłówkach wszystkich mediów pojawiły się nazwiska tak Picassa i Giacomettiego, jak i Rothki, Freuda, Warhola, Bacona, Mondriana, Légera, Moneta — i właściwie jeszcze tylu innych artystów, że niektórym analitykom wydało się to mocno podejrzane.

Odrzucając teorię, że nastąpić ma koniec świata, wzmożone licytacje tłumaczyć można po części kondycją całego sektora, a po części kondycją promujących aukcje działów marketingowych. Wraz z rekordami, do obiegu przedostają się jednak również głosy prognostyków, którzy próbują ująć wahania sprzedaży dzieł w jakiś rynkowy cykl.

Zwolennicy tej teorii są w większości zgodni, że ostatnie aukcje wprowadziły nas w szczytową fazę, nie wiadomo jednak, czy moment najwyższych wyników mamy właśnie za sobą, czy jeszcze nie. Kolejnym niepewnym elementem modelu jest etap następny: odwrót kolekcjonerów od Bacona czy Picassa byłby przecież do wyobrażenia tylko w skojarzeniu z globalnym kryzysem czy totalną wojną.

— Jeżeli mówimy o rynku światowym, jego rozwój jest funkcją bogacenia się społeczeństw Zachodu, więc tak naprawdę nie wiemy, gdzie jest bariera. Jeżeli Daleki Wschód wciąż będzie się orientował na sztukę Europy, jej ceny bez wątpienia również będą rosły — komentuje Konrad Szukalski z domu aukcyjnego Agra-Art.

Wizja nagłego załamania pozostaje wobec tego równie dyskusyjna, jak przepowiednie o końcu świata czy nawet te o końcu samej sztuki, w których specjalizowali się już dadaiści. Dadaizm bliski jest jednak dzisiejszemu rynkowi na kilku polach — wyśmiewał owczy pęd odbiorców i doceniał rolę, jaką we wszystkim gra zupełny przypadek.

Szczególne przypadki

Jeśli trzeba byłoby wskazać naczelne siły kierujące rynkiem, owczy pęd i przypadek wcale nie byłyby złymi typami. Organizatorzy majowych aukcji sami zresztą przyznają, że skumulowanie tych wydarzeń nie było efektem niezamierzonym, ale celowym działaniem mającym jeszcze bardziej podkręcić emocje. Nie trudno przecież wyobrazić sobie, w jakim stopniu rosnące ceny wpływać mogą na apetyty kupujących, a szczególnie na apetyty tych, którzy bardziej niż na obcowanie z abstrakcją nastawieni są na zyski z odsprzedaży.

Chociaż mechanizm wydaje się być prosty, jak większość znanych prawidłowości — nie musi na rynku sztuki działać. Światowe katalogi przyciągały uwagę najbardziej znanymi nazwiskami, ale nawet wśród obrazów Basquiata były dwa takie, które się nie sprzedały. Poza tym założenie, że aukcyjny rekord ustanawia jakiś niezmienny próg na przyszłość, nie miałoby zastosowania chyba nawet dla malarza, którego obrazy byłyby jednakowe.

— To rynek szczególnych przypadków, a sprzedaż danego dzieła dużo zawdzięcza zbiegowi okoliczności. To, że praca sprzedana zostanie po rekordowej cenie, nie wyklucza, że następna nie osiągnie nawet połowy tej wartości, trudno więc wprowadzić z tego jakąś ogólną zasadę — dodaje Konrad Szukalski. Początkującym kolekcjonerom taka informacja potrzebna jest przede wszystkim do tego, żeby się nie zniechęcać, wiadomo mianowicie, że najwyższe ceny dotyczą jednocześnie najmniejszego wycinka oferty.

Warto pamiętać też, że poza zlicytowaniem największej ilości najdroższych dzieł w najszybszym czasie światowe domy zasłynąć potrafią również literacko. Poza komentarzami do aukcji pojawił się nawet ranking najskuteczniejszych marketingowo opisów katalogowych — płótno Luciana Freuda opisano na przykład słowami: „Ten obraz to triumf ducha człowieczeństwa”. Sprzedany za równowartość 121,5 mln zł, przedstawia otyłą kobietę śpiącą na kanapie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy