Były wielkie obawy, jest eksport jak się patrzy

Urszula Zalewska
29-04-2005, 00:00

Przed akcesją przedsiębiorcy z branży spożywczej obawiali się, czy poradzą sobie w nowych warunkach. Po roku okazało się, że żywność to hit polskiego eksportu.

Obawiano się, że po akcesji zaleje nas tania żywność z krajów Piętnastki. Na wyrost.

— Przeważają korzyści — tak w dwóch słowach podsumowuje pierwszy rok członkostwa w Unii Stanisław Cholewiak, prezes leżajskiej firmy Hortino, zajmującej się przetwórstwem owocowo- -warzywnym.

Po chwili dodaje, że problemy są — i trzeba o nich rozmawiać z unijnymi partnerami.

Nie taka Unia straszna

Granice rzeczywiście się otworzyły i Polacy wkroczyli na wspólnotowy rynek. Polska nie utonęła w powodzi żywności z Zachodu. Wręcz przeciwnie, krajowa branża spożywcza to jedna z tych, które skorzystały na akcesji najbardziej.

Kiedyś barierą dla ekspansji polskich przedsiębiorstw był unijny protekcjonizm. Chociaż zgodnie z układem stowarzyszeniowym udało się w dużym stopniu zliberalizować handel między Polską a ówczesną Piętnastką, w wymianie produktów rolnych nadal obowiązywały cła, kontyngenty, limity. Teraz tego problemu już nie ma.

— Hortino eksportowało na rynki europejskie jeszcze przed przystąpieniem do UE. Ale po 1 maja jest dużo łatwiej. Przede wszystkim przestały obowiązywać uciążliwe, długotrwałe procedury — mówi Stanisław Cholewiak.

Samo uproszczenie procedur nie tłumaczy jednak sukcesu polskich towarów. Wielu podkreśla raczej, że to jakością udało się zdobyć unijnego konsumenta. Polska żywność ma bowiem ogromny atut — jest zdrowa, albo za taką uchodzi.

— To, że polskich producentów warzyw i owoców nie stać często na intensywną ochronę i nawożenie chemiczne, okazało się zaletą. Europejscy klienci bardzo zwracają uwagę na to, czy żywność jest rzeczywiście naturalna, a nie poprawiana chemicznie — wyjaśnia szef Hortino.

Z kolei Joanna Dziadek zapewnia, że słodycze Odry produkowane są z surowców najwyższej jakości. A stosowanie wszelkich sztucznych substancji — ograniczone do niezbędnego minimum.

A co z przedakcesyjnymi obawami?

— Bardzo niepokoiliśmy się o ceny cukru. Od tego zależało nasze być albo nie być — mówi Joanna Dziadek, dyrektor marketingu wytwórni słodyczy Odra.

Przed rokiem „słodka spekulacja” trwała w najlepsze, po jakimś czasie sytuacja się ustabilizowała.

Trudna konkurencja

Większość firm, które zdecydowały się na podbój wspólnego rynku, rozpoczęła przygotowania do naszego członkostwa dużo wcześniej. Przedsiębiorstwa te zmodernizowały swoje linie produkcyjne. Zarówno Hortino, jak i Odra wdrożyły systemy HACCP i ISO. Przedstawiciele obu zakładów podkreślają, że uzyskane certyfikaty uwiarygadniają je w oczach wciąż nieufnych, europejskich partnerów.

— Podczas targów czy wystaw, kiedy najczęściej zdobywa się kontrahentów, zawsze padają pytania o ISO czy HACCP. One oznaczają, że jesteśmy godnym zaufania partnerem — twierdzi Joanna Dziadek.

Członkostwo w UE to także szansa na pieniądze. I Hortino, i Odra czekają na decyzje o dofinansowaniu zgłoszonych projektów. Obie firmy chcą przy wsparciu unijnym unowocześniać swoje zakłady produkcyjne. W przypadku producenta mrożonek to nie pierwsze doświadczenia w staraniach o dotacje. W 2003 i 2004 roku udało się mu łącznie uzyskać blisko 2,5 mln zł z programu SAPARD.

— Droga po dofinansowanie nie jest łatwa, ale nie zniechęcamy się, bo jeśli uda się je uzyskać, to stanowią ogromny zastrzyk finansowy — uważa Joanna Dziadek.

Jaka przyszłość

Plany są ambitne.

— Priorytet dla naszej firmy to na najbliższe lata jest promocja marki — ujawnia Stanisław Cholewiak.

Hortino część swojej produkcji sprzedaje bowiem jako surowiec. Ale firmie zależy, aby proponować klientom bardziej wyrafinowane produkty pod własną marką. Odra zamierza zaś lepiej dopasować asortyment do oczekiwań klientów. Znaleźć niszę dla swoich produktów.

Niezwykle istotna jest także promocja kraju. Dla wielu klientów „made in Poland” niestety wciąż brzmi nieco egzotycznie. Prócz firm ważną rolę mają do odegrania państwo i organizacje biznesowe.

— To nasz wspólny interes. Sami musimy zadbać, żeby traktowano nas jako silnego partnera. Jednym słowem, trzeba działać i lobbować na rzecz Polski — podkreśla Joanna Dziadek.

Okiem praktyka

Scenariusz był zbyt pesymistyczny

Ze wstępnych podsumowań pierwszego roku naszego członkostwa w Unii wyłania się dość optymistyczny obraz. Obawy, że zaleje nas zachodnia żywność, okazały się zupełnie nieuzasadnione. Wbrew czarnym scenariuszom, najwięcej na otwarciu rynku skorzystali przetwórcy z branży mięsnej i mleczarskiej.

Warto jednak zauważyć, że wzrósł nie tylko nasz eksport do pozostałych krajów Unii. Wartość wymiany wzrosła po obydwu stronach. Wpłynął na to z pewnością niekorzystny dla polskich producentów kurs euro, który obniżył opłacalność wywozu.

Rok 2005 może nie być aż tak dobry jak zeszły, ale nie powinien być dużo gorszy. Sytuacja w handlu zagranicznym powinna być stabilna.

WiesŁaw Łopaciuk Zakład Badań Rynkowych IERiGŻ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Urszula Zalewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Były wielkie obawy, jest eksport jak się patrzy