Cash Flow jest niemile widziany w Prima Charter

Dawid Tokarz
opublikowano: 25-01-2008, 00:00

Primę Charter chce ratować nowy prezes i grupa inwestorów. Pod warunkiem że Cash Flow zrezygnuje z wpływu na spółkę.

Spółka miałaby wyjść z lotniczej firmy za symboliczną kwotę

Primę Charter chce ratować nowy prezes i grupa inwestorów. Pod warunkiem że Cash Flow zrezygnuje z wpływu na spółkę.

Czy jest szansa na zmartwychwstanie Primy Charter (PCh)? Najwyraźniej wierzy w to sąd, który wczoraj kolejny raz, do 1 lutego 2008 r., odroczył ogłoszenie decyzji w sprawie jej upadłości. Powód? Zarząd lotniczej spółki wycofał z sądu wniosek o upadłość i zapewnił, że potrafi ją reaktywować.

Nadzieja umiera

— Jest duża szansa na podwyższenie kapitału z dzisiejszych 75,6 mln zł do około 135 mln zł. Zainteresowani są dotychczasowi udziałowcy, a także nowi inwestorzy — zapewnia Krzysztof Szymański, nowy prezes PCh, który do listopada 2007 r. był członkiem jej zarządu.

Jest on pomysłodawcą planu ratunkowego. Jego częścią jest nakłonienie największego udziałowca PCh: Cash Flow (CF) do sprzedaży dwóch trzecich z wartych 16,7 mln zł udziałów za symboliczne 1,1 tys. zł. Inwestorzy, zainteresowani reaktywacją PCh, nie chcą, by CF miał realny wpływ na spółkę. Powód?

Opisywane przez „PB” kontrowersyjne działania Grzegorza Gniadego, wiceprezesa CF. Chodzi m.in. o to, że firmie swych znajomych chciał zlecić doradztwo przy uzyskaniu kapitału dla PCh z prowizją 15-20 proc., czyli stawką znacznie wyższą niż rynkowa. Grzegorz Gniady nie chciał powiedzieć, czy CF przyjmie propozycję firmowaną przez Szymańskiego.

Podwyższenie kapitału PCh ma być sfinansowane przez zamianę na kapitał weksli, którymi do tej pory finansowana była działalność spółki (ok. 20 mln zł) i gotówką (ok. 40 mln zł). PCh miałaby się zająć nie przewozami czarterowymi (jak do niedawna), lecz wynajmem samolotów z załogą.

— Jeśli kapitał zostanie podniesiony zgodnie z planem 4 lutego 2008 r., to do końca marca wyleasingujemy dwa samoloty. Pozwoli nam to zakończyć ten rok bez strat. A w 2009 r. pojawią się pierwsze zyski — zapewnia Krzysztof Szymański.

To już było

Czy to realne? Kilku udziałowców PCh, do których dotarliśmy, zaprzeczyło chęci wykładania dodatkowych pieniędzy. Nowych inwestorów z kolei może zniechęcić to, że PCh obecnie to spółka niewykonująca działalności operacyjnej, z pustymi kontami i ponad 15 mln zł długów. Cały jej majątek to certyfikat przewoźnika, koncesja na transport lotniczy i doświadczony personel.

Trzeba też pamiętać, że już w ubiegłym roku, gdy PCh była w znacznie lepszym położeniu, Krzysztof Szymański zapewniał w mediach, że spółka podniesie kapitał do 160 mln zł, dzięki czemu będzie korzystać z czterech samolotów i zamknie 2007 r. 20 mln zł zysku. Tymczasem samolot był jeden, a zamiast zysku: duża strata — blisko 30 mln zł.

Dawid Tokarz

d.tokarz@pb.pl@pb.pl % 022-333-99-30

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane