Celnicy narażają firmy...

Marcin Bołtryk
opublikowano: 29-01-2008, 07:34

Dla przedsiębiorstw groźniejsze od zatkanej granicy wschodniej jest brak odpraw na lotniskach i w portach morskich. Będą przestoje...

Wczoraj na sparaliżowanej protestem celników tkwiło w korkach około 5 tys. tirów — ocenia Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD). Bardziej niebezpieczna jest sytuacja w portach i na lotniskach, gdzie odprawa celna niemal ustała. Skutki przerw w dostawach drogą morską i lotniczą mogą być dramatyczne.

— Produkcja w naszej fabryce opiera się dostawach just in time. Oznacza to, że komponenty dostarcza się niemal bezpośrednio na taśmę. Utrzymywane zapasy podzespołów wystarczają na kilka dni. W tej chwili fabryka pracuje normalnie, ale jeśli protest się przedłuży, możemy mieć problem z utrzymaniem płynności produkcji — mówi Grzegorz Górski z Toyota Motor Manufakturing Poland, która w Wałbrzychu produkuje m.in. silniki.

Gdyby produkcja stanęła, straty będą liczone w milionach euro. Podobne problemy mają dziesiątki innych firm.

Wierzchołek góry

Na lotniskach pracują tylko szefowie urzędów celnych. Odprawiają żywność i krew.

— Reszta czeka na odprawy celne — informuje Jolanta Małachowska, kierownik spedycji lotniczej operatora logistycznego Kuehne+Nagel (KN).

Przestoje w portach i na lotniskach mogą mieć większy wpływ na gospodarkę niż blokady przejść drogowych.

— W portach będą pojawiać się kolejne kontenery, a na lotniskach dziesiątki ton ładunków. Statki są w drodze, a samoloty latają nadal zgodnie z rozkładem — wyjaśnia Robert Pastryk, dyrektor handlowy w spedycyjnej spółce Diera.

Tomasz Buraś, prezes operatora logistycznego DHL Express (Polska), mówi, że jeśli protest się przedłuży, skutki dotkną nie tylko przewoźników i spedytorów.

— Z eksportu do naszego kraju mogą zrezygnować duzi kontrahenci z Dalekiego Wschodu — uważa szef DHL Express.

Rany transportowców

Przewoźnicy tracą dochody (bo tabor stoi), kierowcy nie zarabiają. A mimo to ich klienci muszą potrząsnąć sakiewką.

— Naliczane są opłaty za przetrzymywanie kontenerów w porcie oraz za ich wynajem — mówi Stanisław Lukowicz, dyrektor generalny KN.

Spedytorzy przerzucą je na importerów.

— Na razie nasi klienci cierpliwie czekają na towary. Jednak wiemy, że są zobligowani do dostarczenia ich odbiorcom. Część klientów wybrała już odprawę w Hamburgu i dzięki temu uniknęła problemów — przekonuje Stanisław Lukowicz, dyrektor generalny Kuehne +Nagel (KN).

Dlatego w przyszłości coraz więcej klientów może wybierać niemieckie porty zamiast polskich.

Zakładając, że rząd szybko porozumie się z celnikami i wszyscy wrócą do pracy, samo rozładowanie korków na granicach drogowych potrwa kilka dni, może nawet tydzień.

— Kolejki na granicy to nie wszystko. Wiele pojazdów zostało w bazach. Czekają na poprawę sytuacji. Może ich być drugie tyle, co na granicy — mówi Jan Buczek, prezes ZMPD.

Będą procesy

Zrzeszenie przygotowało już poradnik prawny dla przewoźników chcących uzyskać od państwa odszkodowanie.

— W najbliższych godzinach opublikujemy wzór formularza. Szacujemy dzienny koszt postoju ciężarówki na 300 EUR. Zatrzymanych jest co najmniej 5 tys. pojazdów. To daje 1,5 mln EUR dziennie. Do tego dochodzą koszty strat towarów łatwo psujących się i uszkodzeń czy kary z powodu opóźnienia dostaw. Zwrotu tych kosztów będziemy się domagać — twierdzi Jan Buczek.

Okazuje się, że podwyżki płac dla celników to niejedyne koszty, jakie będzie musiał ponieść rząd.

Marcin Bołtryk, m.bołtryk@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane