Cena rezygnacji

Małgorzata Ziębińska
26-02-2010, 00:00

W pewnym miejscu — niech jego nazwa pozostanie tajemnicą — grupa ludzi przez rok wykonywała określone zadania. Rzetelnie i sumiennie, przykładając się, by wszystko szło zgodnie z umową.

Okazało się, co jest częste, że pracodawca wypłacił kwotę niezgodną z ustaloną. Pomniejszył stawkę godzinową o drobne kilkadziesiąt procent. Grupa ludzi najpierw popadła w osłupienie, w którym jakiś czas trwała, i nie mogąc własnym oczom i kontom bankowym uwierzyć, wszyscy razem i każdy z osobna przeliczali raz, drugi i kilka jeszcze razy. Wciąż wychodziło to samo, bo przecież nic innego wyjść nie mogło.

Z osłupienia wyrwała ich złość. Uczucie gwałtowne, przez co nagle przybywa energii, a nierzadko rodzi się potrzeba działania. Po pierwszych, dość nieracjonalnych, pomysłach skupili się na działaniach bardziej stonowanych. Wystosowali pismo z prośbą o wyjaśnienie, czym już wzbudzili zdziwienie i gniewną reakcję pracodawcy. Otrzymali odpowiedź, z której prócz sprzecznych wewnętrznie informacji nie wynikało nic konkretnego. Dowiedzieli się mianowicie, że dostali należną kwotę, choć przecież wiedzieli, że jej nie dostali.

Znowu ten sam schemat: osłupienie i złość. Chęć działania. Wysłali jedną osobę, by porozmawiała. Prócz szyderstwa, kpiny i zdumienia, że wciąż o coś chodzi, nie udało się ustalić nic. Chociaż może nie — delikatnie i między wierszami pojawiło się jeszcze jakieś pół-zdanie o potrzebie sprawdzenia, czy nie mamy do czynienia z nad-zatrudnieniem.

Posłaniec wrócił z tą hiobową wieścią i zaczął się rwetes. Od pomysłów aż kipiało. Ale... Nagle jedna osoba wspomniała, niby mimochodem, o tym, co będzie, jak straci pracę. To jak ziarno rzucone na podatny grunt zaczęło kiełkować we wszystkich. Ten wątek pojawiał się w rozmowach coraz częściej. Z jednej strony, poczucie bycia oszukanym i okradzionym, lecz z drugiej — cień strachu. Cień najpierw niewielki, który z czasem zamienił się w chmurę przysłaniającą, słuszną skądinąd, gorycz z powodu utraconych pieniędzy.

Duch walki osłabł, oddając pole fali strachu. Nikogo nie było stać na to, żeby stracić pracę, to oczywiste. Z czasem, wcale nie takim długim, każdy pomysł, jak odzyskać pieniądze, był przyjmowany z coraz mniejszym entuzjazmem. Wybór był taki, że albo walczą do końca, albo odpuszczają, zostając z tym, co łaskawie zostało im rzucone.

Ktoś z zewnątrz uznałby, że mieliby ogromne szanse wygrać, gdyby stanęli do tej walki wszyscy i konsekwentnie. Ale cień był coraz większy. Pojawił się pomysł, by opuścić to miejsce i nie zależeć już od tego pracodawcy. Pomysł uznano za dobry, choć co jakiś czas ktoś wracał do tematu utraconych bezsensownie pieniędzy. Jedni wypatrywali lepszego jutra, inni chcieli odzyskać, co stracili. Wciąż nie zapadła ostateczna decyzja, co zrobić, ale w powietrzu czuć było zapach rezygnacji.

Szczęśliwie stanowili zgrany zespół, co uchroniło ich przed wewnętrznym konfliktem. W tej sytuacji uznać to należy za cud.

Nie wiem, jak ta historia się zakończy. Może jeszcze coś się zmieni. Obserwując ją, staram się zrozumieć mechanizm rezygnowania przez ludzi z rzeczy niewątpliwie dla nich ważnej, umówionej, na którą zapracowali. W tym przypadku są to pieniądze, ale nie musi chodzić tylko o nie.

Często wycofujemy się z czegoś ważnego i cennego powodowani strachem przed konsekwencjami. Najpierw to jest ważne, pierwszoplanowe, bywa absolutnie priorytetowe. Dopóki nie pojawi się myśl, że być może trzeba będzie zaryzykować, a skoro tak, to może trzeba będzie wliczyć w koszty coś, czego nie braliśmy pod uwagę. Pojawiają się wątpliwości. Priorytety tracą żywe barwy, zaczynają blaknąć. Stają się już nie tak istotne.

Zadajemy sobie pytania, czy warto, czy tak naprawdę tego chcemy, bo może właściwie to nie jest aż tak ważne, jak początkowo myśleliśmy. Pewnie czasami nie jest — umiejętność przewartościowania spraw, w zależności od okoliczności, jest bardzo cenna. Nie każdą cenę warto zapłacić. Gorzej, jeśli zbyt łatwo pozwolimy oddalić się czemuś, co naprawdę stanowi wartość w naszym życiu.

I dla każdego to będzie coś zupełnie innego. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ziębińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Cena rezygnacji