Centralwings zostanie w narodowym przewoźniku

Mira Wszelaka
opublikowano: 29-06-2007, 00:00

Zmiana planów. Tani przewoźnik nie będzie prywatyzowany. To chowanie głowy w piasek — twierdzą eksperci.

Kosmetyczne zmiany to najgorszy wariant dla tanich linii

Zmiana planów. Tani przewoźnik nie będzie prywatyzowany. To chowanie głowy w piasek — twierdzą eksperci.

Plany nowego zarządu PLL LOT wobec Centralwings, taniego przewoźnika świadczącego także usługi czarterowe, sprowadzają się do zmian w połączeniach liniowych i zaniechania prywatyzacji. Scenariusz sprzedaży forsowali byli prezesi LOT i Centralwings: Marek Dembski i Maciej Kwiatkowski. Także wiceminister skarbu Ireneusz Dąbrowski mówił o zbyciu do 24 proc. akcji. W grę wchodził debiut giełdowy.

Wiele wskazuje na to, że zmiany planów, a także zarządu Centralwings są pochodną kompromisu nowych władz LOT ze związkami zawodowymi.

Rafał Pasieka, przewodniczący rady nadzorczej narodowego przewoźnika, tłumaczy, że chodzi tylko o zgodne poukładanie relacji.

— Nie można pozwolić na to, by istniała konkurencja w ramach jednej grupy. Spółka powinna walczyć z konkurencją zewnętrzną. Dlatego m.in. znikną połączenia tam, gdzie obie spółki się dublują — mówi Rafał Pasieka.

Tymczasem eksperci doradzają podział Centralwings, włączenie czarterów do LOT i sprzedaż części niskokosztowej wraz z marką.

Strategia strusia

Zdaniem Tomasza Dziedzica z Instytutu Turystyki, plany LOT to klasyczny przykład strategii zaniechania.

— To chowanie głowy w piasek. Nowy zarząd zrobił tylko to, co było absolutnie konieczne do dalszego funkcjonowania, czyli uniemożliwił spółce córce podstawianie nogi matce. Jak LOT wyobraża sobie dalsze finansowanie Centralwings i rozwiązanie problemów wzajemnych relacji? — mówi Tomasz Dziedzic.

Jego zdaniem, LOT powinien przeprowadzić w spółce audyt, aby zorientować się, gdzie spółka córka przynosi straty. Połączenia liniowe należy sprzedać inwestorowi branżowemu, przy założeniu, że nie będzie to lider WizzAir ani wicelider Ryanair.

— Realizując taki scenariusz, LOT pozbyłby się niechcianego i drogiego w utrzymaniu dziecka i uniknąłby kuriozalnej sytuacji, w której tradycyjne linie jednocześnie oferują tanie loty — tłumaczy Tomasz Dziedzic.

Wśród innych korzyści wymienia możliwość wyciągnięcia z rynku konkretnych pieniędzy, m.in. za markę, dzięki czemu można zmniejszyć straty.

Absurdalne relacje

Adrian Furgalski, ekspert i wiceprezes TOR, przypomina, że połączenie tanich przewozów i czarterów było wyjątkowo nieracjonalne.

— Najbardziej słusznym rozwiązaniem byłoby całkowite przekształcenie Centralwings w przewoźnika niskokosztowego. Inaczej trzeba też ułożyć relacje ze spółką matką. LOT z jednej strony dokapitalizowuje Centralwings przez wykup obligacji za 60 mln zł, przekazuje samoloty i personel, ale z drugiej wysysa ze spółki 120 mln zł rocznie — mówi Adrian Furgalski.

Doradza więc przesuwanie czarterów do LOT, większą aktywność w portach regionalnych, skrócenie średniej odległości lotów i szybką prywatyzację przez inwestora branżowego.

Krzysztof Szymański, wiceprezes Prima Charter (drugi na rynku przewoźnik czarterowy), podkreśla jednak, że tanie linie opierają się na niskich cenach i trudno znaleźć chętnego na zakup spółki ze stratą szacowaną na 300 mln zł.

— Potencjalny inwestor musiałby się wykazać nie tylko dużą rentownością, ale mieć także przynajmniej osiem maszyn. Jeden i drugi warunek będą bardzo trudne do spełnienia, dlatego uważam, że scenariusz kreślony w LOT nie jest pozbawiony logiki — komentuje Krzysztof Szymański.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu