Charyzma dla opornych

opublikowano: 05-12-2018, 22:00

Poznaj parę trików, dzięki którym na twój widok rozlegnie się głośne „Ooo!”

Pewnego słonecznego dnia w towarzystwie wydawcy i fotografa weszła do budynku Grand Central Terminal w Nowym Jorku. Było południe, więc na peronie kłębił się tłum, ale nikt nie zwrócił uwagi na gwiazdę. Gdy wsiadała do wagonu, zrobiono jej zdjęcie, po czym siedząc w rogu przedziału, jechała sobie spokojnie, nierozpoznana przez nikogo. Chciała dowieść, że tylko od niej zależy, kogo ujrzą pasażerowie — olśniewającą Marilyn Monroe czy zwyczajną Normę Jean Baker. W metrze była Normą Jean, a po wyjściu na pełną zgiełku ulicę zamieniła się w Marilyn. „Chcesz ją zobaczyć?” — zapytała fotografa. Następnie wyprostowała się i wzburzyła włosy. Wszyscy osłupieli ze zdumienia, widząc, kto stoi na wyciągnięcie ręki. W jednej chwili aktorkę otoczyła gromada fanów, przed którymi uciekła dopiero po „kilku przerażających minutach”.

Książkę „Mit charyzmy” Olivii Fox Cabane wypełnia wiele podobnych anegdot i historii, mających przekonać czytelnika, że tytułowa charyzma nie jest czymś tajemniczym, darem od Boga lub efektem szczęśliwego zbiegu genetycznych okoliczności, dostępnym tylko dla nielicznych. Nawet zwykli zjadacze korporacyjnego chleba mogą emanować magiczną aurą, jeśli opanują kilka sztuczek z dziedziny komunikacji, wywierania wpływu i... samooceny.

Żadnego gwiazdorzenia. Charyzmę łączymy z perfekcją Jamesa Bonda. To błąd. Od doskonałości do wyniosłości droga niedaleka — to cecha prymusów, których nie lubimy. Tym, czym ujmujemy innych, są nasze drobne wady, dziwactwa i potknięcia. Decyzja o ujawnieniu słabości przesądziła o sukcesie Billa Clintona. Pięć miesięcy przed wyborami w 1992 r. znacznie odstawał od liderów sondaży popularności — George’a W. Busha i Rossa Perota. Doradcy zalecili mu, by zamiast demonstrować moc, stworzył z Amerykanami więź opierającą się na tym, co jest dla niego wstydliwe i trudne. W programach telewizyjnych opowiadał więc o swoim niełatwym dzieciństwie i złożonych relacjach rodzinnych. Po miesiącu wskaźniki popularności podskoczyły z 33 do 77 proc. „Zdecyduj, jaki słaby punkt możesz ujawnić” — radzi Olivia Fox Cabane. „Nie powinien to być poważny mankament, raczej niewielka obawa, wahanie, troska czy smutek. Możesz wspomnieć, co cię martwi, co — jak sądzisz — zrobiłeś źle, co mogłeś zrobić lepiej”.

Szacunek dla siebie. Skracać dystans — czemu nie? Byle z głową. Roman Polko poświęcił kilka akapitów swojej książki „RozGROMić konkurencję” pewnemu polskiemu generałowi, który chciał bratać się z żołnierzami na wzór amerykańskich oficerów. Zobaczył na stołówce obrzydliwą ciecz. Zatkał nos i zażądał, by nalano mu jej do talerza. Na nic się zdały tłumaczenia kelnera — postawił na swoim i zamiast zupy dostał zlewki, bo to one znajdowały się w kotle. Zjadł je na oczach rozbawionych wojaków. „To całkowite zaprzeczenie charyzmy i kompletna porażka przełożonego w oczach jego podwładnych” — komentuje generał Polko. „Zażyłość rodzi pogardę” — mawiali starożytni. Jeśli próbujemy się bratać, ale nie robimy tego inteligentnie (lub partnerstwo oferujemy nieodpowiednim osobom), zamiast sojuszników zyskamy prześmiewców i wrogów.

Koniec z syndromem oszusta. „Czasem kołacze się we mnie to uczucie, że zaraz wejdzie strażnik i mnie stąd wyrzuci” — ujawnił Michael Uslan, twórca jednej z serii filmów o Batmanie. Kto przynajmniej czasami nie żywi przekonania, że mierzy wyżej, niż pozwalają mu na to jego zdolności, kompetencje i cechy charakteru? Wydaje się nam, że nie zasługujemy na różne dobre rzeczy, które nas spotykają — podwyżkę, awans, propozycję reprezentowania firmy na konferencji branżowej. Tak przejawia się syndrom oszusta — połączenie sukcesu, niskiej samooceny i lęku, że lada moment inni odkryją naszą mierność. Ten rodzaj autodestrukcji można zneutralizować, napełniając organizm oksytocyną, nazywaną hormonem zaufania. Środkiem do tego jest bliskość z innymi ludźmi — w przenośni i dosłownie. Autorka „Mitu charyzmy” przytacza badania, według których wystarczy 20 sekund przytulania, by do krwiobiegu dostała się ta niesamowita substancja. Co więcej — taki sam efekt daje wyobrażenie sobie uścisku życzliwej osoby. Warto spróbować tej metody przed jakimś wyzwaniem: egzaminem, rozmową kwalifikacyjną lub wystąpieniem publicznym.

Patent Ryana Goslinga. Charyzmę można uzyskać lub wzmocnić przez odpowiedni ubiór. Znacie ten humorystyczny obrazek? „Szata czyni przywódcę”— tłumaczy swojemu panu Dilbertowi pies Piesbert, jako przykład wskazując nakrycie głowy papieża. „Po prostu nikt nie przejąłby się naukami na temat ludzkiego życia, gdyby głosił je gość w kowbojskim kapeluszu”. W filmie „Kocha, lubi, szanuje” elegancki Ryan Gosling zaleca: „Mierz wyżej niż Gap!”. W zrobieniu na ludziach wrażenia może pomóc strój — na galę ludzi biznesu wypada założyć smoking, na rozmowę kwalifikacyjną — garnitur. W branżach kreatywnych obowiązują T-shirty i dżinsy, ale tylko w najlepszym gatunku, o czym wiedzą wszyscy charyzmatyczni dyrektorzy artystyczni. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Charyzma dla opornych