Chavez niepewny wygranej w Wenezueli

DI, PAP
opublikowano: 07-10-2012, 14:54

Sześciu kandydatów walczy w Wenezueli w niedzielę o fotel prezydencki. Niektóre z ostatnich sondaży przedwyborczych dawały ubiegającemu się o kolejną kadencję lewicowemu szefowi państwa Hugo Chavezowi jedynie dwa punkty procentowe przewagi nad przeciwnikiem.

Jest nim kandydat opozycji, były gubernator Henrique Capriles Radonski.

Do głosowania uprawnionych jest ok. 19 mln Wenezuelczyków. Lokale wyborcze otwarto o godz. 6 lokalnego czasu (godz. 12.30 czasu polskiego). Głosowanie potrwa do godz. 18 czasu lokalnego (godz. 00.30 czasu polskiego), ale lokale nie zostaną zamknięte, jeśli w kolejkach wciąż będą chętni do głosowania. Pierwsze wyniki poznamy w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego.

Już o świcie zwolennicy Chaveza klaksonami wzywali obywateli, by jak najwcześniej poszli do urn, tak by prezydent mógł ogłosić zwycięstwo "jeszcze przed południem". 58-letni szef państwa apelował o to do zwolenników podczas ostatnich wieców przedwyborczych.

W celu zapewnienia bezpieczeństwa w całym kraju rozmieszczono 139 tys. żołnierzy.

Rządzący od 1999 roku Chavez, nawiązujący do Simona Bolivara i Fidela Castro, po raz pierwszy ma prawdziwego rywala z szansami na zwycięstwo.

40-letni Capriles jest kandydatem ok. 30 partii opozycyjnych; ma za sobą sukcesy polityczne i doświadczenie w rządzeniu. Do czerwca br. był gubernatorem drugiego co do znaczenia stanu Miranda, położonego na północy kraju. Capriles to syn Holendra i Moniki Cristiny Radonski-Bochenek, wnuk pochodzącego z Warszawy właściciela pierwszej sieci kin w Wenezueli.

Obaj rywale prowadzili podobne kampanie skierowane głównie do mas ubogich wyborców.

Politolodzy są zaskoczeni, gdyż sądzili, że podczas kampanii Capriles wystąpi z jakimś programem "reprywatyzacji kraju", w którym Chavez znacjonalizował połowę prywatnych przedsiębiorstw i rozbudował do niebywałych granic aparat państwowy.

Tymczasem obietnice dotyczące polityki wewnętrznej, które składali wyborcom dwaj rywale, różniły się głównie stylem wypowiedzi. Kandydat opozycji nie tylko starannie unikał w swych wystąpieniach słowa "neoliberalizm", ale demonstrował wobec tej koncepcji urządzenia świata głęboki krytycyzm.

Zaniepokojony Chavez przedstawiał w kampanii swego rywala jako "fałszywego postępowca", który ukrywa przed Wenezuelczykami swe "niecne neoliberalne plany reprywatyzacyjne". "Nie pozwolimy Caprilesowi zniszczyć dzieła rewolucji boliwariańskiej" - wołał na wiecach.

Ku zakłopotaniu zwolenników Chaveza, kandydat opozycji obiecywał w dziesiątkach wystąpień swej intensywnej kampanii, że realizowane dotąd przez rząd programy społeczne będą nie tylko kontynuowane, ale ulepszane. Wymieniał konkretnie program Barrio Adentro, tj. zapewnienia bezpłatnej opieki lekarskiej i lepszych warunków życia mieszkańcom dzielnic biedoty i operację Mercal - utrzymywanie dofinansowywanej z funduszy publicznych sieci bazarów i punktów sprzedaży taniej żywności.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Chavez niepewny wygranej w Wenezueli