Chcemy 2,3 mld zł za ET

Tomasz Siemieniec, Marcin Goralewski
opublikowano: 22-03-2002, 00:00

Elektrim musiałby uzyskać 650 mln EUR (ponad 2,3 mld zł) za 49-proc. pakiet Elektrimu Telekomunikacji, aby spłacić wszystkich wierzycieli. W takiej sytuacji blisko 200 mln EUR, którymi dysponuje spółka, pozwoliłoby jej na rozwój w branży energetycznej.

„PB”: Czy jest Pan zaskoczony zapowiedziami BRE Banku odkupienia udziałów Elektrimu Telekomunikacji od Elektrimu?

Waldemar Siwak: Tak, bo dowiedziałem się o tym z prasy. A rzadko się zdarza, że potencjalny kupiec informuje media o transakcji przed złożeniem oficjalnej oferty. Rada nadzorcza, której przewodniczę, jeszcze na ten temat nie dyskutowała.

Jak jednak Pan ocenia tę propozycję?

Trudno ją komentować, bo na razie jest to tylko zapowiedź prasowa. Elektrim powinien sprzedać aktywa telekomunikacyjne, żeby zaspokoić wierzycieli. Z tego punktu widzenia propozycja BRE jest dobrą wiadomością. Pojawił się bowiem drugi kupujący — do tej pory jedynym potencjalnym kandydatem był koncern Vivendi Universal.

Czy Elektrim może sprzedać aktywa telekomunikacyjne? Przecież wiedeński trybunał arbitrażowy zakazał takich transakcji.

Sąd arbitrażowy zakazał jakiegokolwiek dysponowania tymi aktywami, które mogłoby doprowadzić do nieodwracalnej zmiany własności. Wszystko oczywiście zależy od interpretacji prawników. Może się jednak okazać, że taka transakcja będzie kwestionowana.

Czy wejście do konsorcjum z BRE Bankiem, znanego z wcześniejszych kontaktów z Elektrimem, Eastbridge jest zaskoczeniem?

Całą tę transakcję, w tym także obecność Eastbridge, odbieram jako zaskoczenie.

Za ile Elektrim powinien sprzedać ET? Jaka jest realna wartość tych udziałów?

W interesie Elektrimu jest oczywiście uzyskanie jak najwyższej ceny. Na razie mamy czysto teoretyczne wyceny analityków, które muszą być porównane z realnymi propozycjami potencjalnych kupujących. Do tej pory satysfakcjonujących ofert kupna nie było.

O jakiej kwocie mówimy?

W interesie spółki, czyli akcjonariuszy, wierzycieli oraz pracowników, jest to, aby po sprzedaży aktywów telekomunikacyjnych Elektrim był w stanie spłacić zobowiązania w postępowaniu układowym. Jeżeli mielibyśmy spłacić wierzycieli w 100 proc., to powinniśmy uzyskać ze sprzedaży ET około 650 mln EUR netto, czyli tyle, ile wynoszą zobowiązania objęte układem.

Skąd taka kwota? Spółka dysponuje przecież 200 mln EUR gotówki?

Według mnie, jest to kwota niezbędna przy założeniu spłaty wierzycieli w całości oraz kontynuacji działania grupy Elektrimu. Jeśli chodzi o gotówkę w kasie, to jest ona firmie potrzebna na wywiązanie się z innych zobowiązań. Elektrim informował m.in. o zobowiązaniach wobec pracowników Zespołu Elektrowni PAK. No i są bieżące koszty działalności, podatki itp.

Wydaje się Panu, że uzyskanie takiej kwoty jest realne? Wyceny analityków są zdecydowanie niższe, nawet o połowę.

Dlatego proponujemy redukcję zadłużenia. Warto pamiętać, że jeśli zobowiążemy się do spłaty 100 proc. i tego nie zrobimy, to prawdopodobieństwo upadłości gwałtownie wzrośnie. W takiej sytuacji Elektrim mógłby zostać zmuszony do sprzedaży aktywów energetycznych za pół darmo.

Jakie jest zadłużenie Elektrimu Telekomunikacji? Wspomina się o 200 mln EUR przypadających na Elektrim.

Jeżeli ta kwota nie pojawiła się w raportach bieżących, to nie mogę jej ujawnić. Warto pamiętać, że ET odkupił od nas aktywa telekomunikacyjne nie podnosząc kapitału.

Czy wierzy Pan, że Eastbridge i BRE Bank są w stanie zaproponować 650 mln EUR netto za aktywa telekomunikacyjne?

Wierzę, że będzie to jak najlepsza cena.

Jak Pan ocenia wycenę majątku Elektrimu dokonaną przez biegłego sądowego? Według niego wartość sprzedaży wszystkich aktywów spółki może sięgnąć 8,2 mld zł.

To na pewno dobra wycena z punktu widzenia negocjacji sprzedaży aktywów telekomunikacyjnych. Dobra, bo wysoka i niezależna.

Będzie wyznacznikiem w negocjacjach...

...powinna być. Zdziwiłbym się, gdyby zarząd nie wykorzystał tego w negocjacjach.

Sprzedaż aktywów poniżej tej wyceny może być argumentem dla nadzorcy sądowego, który może zablokować transakcję.

W interesie sądu jest jak najszybsze zakończenie postępowania układowego, a nadzorca sądowy musi mieć na względzie interesy wierzycieli. Dlatego cała operacja będzie trudnym zadaniem dla zarządu spółki. Trzeba pogodzić wyceny biegłego sądowego, analityków, oczekiwania rynku oraz kupca.

Podtrzymuje Pan opinię, że walne Elektrimu, zwołane na 10 kwietnia, może zostać zablokowane?

Zawsze istnieje taka możliwość. W interesie spółki jest jednak to, żeby odbyło się ono bez przeszkód. Dogadać muszą się przede wszystkim Vivendi i BRE, które są naszymi największymi akcjonariuszami.

Dlaczego Elektrim tak mocno upiera się przy redukcji zadłużenia? Przecież aktywa spółki są wyższe od zobowiązań.

To prawda. Ale założenie jest takie, że sprzedajemy tylko telekomunikację, a energetyka pozwala nam dalej działać. Można oczywiście sprzedać również energetykę i w 100 proc. zaspokoić wierzycieli. Tylko co wtedy zostanie? Praktycznie nic. Byłoby to równoznaczne z likwidacją firmy lub upadłością.

Wspomina się o podziale wierzycieli na dwie grupy.

Jest to specyficzne postępowanie układowe ze względu na strukturę zobowiązań. Dlatego wydaje mi się, że taki podział byłby dobrym pomysłem.

Czy są inne możliwości zaspokojenia wierzycieli bez sprzedawania całego majątku?

To „PB” sugerował, że dług Elektrimu może zostać zamieniony na akcje. To jedna z możliwości branych pod uwagę. Jeżeli akcjonariusze się na to nie zgodzą, to może rozwiązaniem byłaby emisja z prawem poboru.

Czy były już jakieś konsultacje w tych sprawach z obligatariuszami?

Nie sądzę. Z tego, co wiem, zarząd tylko raz spotkał się z właścicielami obligacji i poprosił wówczas o więcej czasu.

A dlaczego Elektrim nie wyjdzie z własną propozycją dotyczącą ET? Mógłby przecież skorzystać z prawa pierwokupu i cały posiadany pakiet sprzedać naturalnemu nabywcy, czyli Deutsche Telekom. Problem byłby rozwiązany bez pośredników.

Tylko teoretycznie jest to możliwe. W postępowaniu układowym nie możemy zaciągać nowych zobowiązań. Poza tym, kto by dziś sfinansował Elektrimowi taką transakcję?

Jako rada możecie wskazać kupującego.

To prawda, ale inicjatywa należy do zarządu. Poza tym, z tego co wiem, DT nie jest dziś zainteresowany taką transakcją na żadnych warunkach. Być może za 2-3 lata sytuacja się zmieni, ale czas niesie ze sobą duże ryzyko.

Na czym polegała różnica zdań między Panem a Wojciechem Kostrzewą, prezesem BRE Banku?

Przede wszystkim chodziło o spłatę wierzycieli. Nadal uważam, że nie jest możliwe uzyskanie takiej ceny netto za aktywa telekomunikacyjne, aby spłacić wierzycieli w 100 proc.

Dlaczego, Pana zdaniem, BRE Bank upiera się przy pełnej spłacie zadłużenia?

Być może dlatego, że bank jest lub był naszym obligatariuszem.

Prezes Kostrzewa stanowczo zaprzecza.

Prawda jest taka, że prezes BRE Banku przyznał w grudniu 2001 r. w rozmowie z przedstawicielami Elektrimu, że ma te obligacje.

Jak Pan ocenia pracę zarządu Elektrimu?

Gdybym oceniał tak jak prezes Kostrzewa — na podstawie spadku kapitalizacji giełdowej — to musiałaby być ona negatywna. Prawda jest jednak taka, że zarząd ma doprowadzić do końca postępowanie układowe. Za wcześnie zatem na oceny. Zresztą rada nie miała okazji, by o tym porozmawiać. Po zmianie zarządu zwołane było jedno posiedzenie, które się nie odbyło ze względu na brak kworum.

Jak Pan ocenia pracę poprzedniego zarządu, kiedy był Pan prezesem spółki?

Nie mnie to oceniać. Uważam jednak za sukces transakcję z Vivendi, szczególnie biorąc pod uwagę osiągniętą cenę oraz wartość, po jakiej dziś Vivendi chce odsprzedać swoje udziały. Na pewno pozytywne było znaczące oddłużenie spółki. Kiedy przychodziłem do firmy, jej zobowiązania przekraczały 1 mld USD.

Dlaczego poprzedni zarząd Elektrimu nie doprowadził do pozyskania inwestora branżowego dla energetycznej części spółki?

Prowadziliśmy takie rozmowy z firmami zagranicznymi. W grę wchodziło wówczas m.in. podwyższenie kapitału Elektrimu, objęcie nowych akcji przez inwestora i sprzedaż wszystkich aktywów nieenergetycznych. Musieliśmy zamrozić rozmowy, gdy spółka złożyła wniosek o postępowanie układowe.

Czy Elektrim wróci do tych negocjacji?

Uważam, że powinien. Trudno mówić o rozwoju i udziale w prywatyzacji polskiej energetyki bez poważnego partnera zagranicznego, mającego know-how i doświadczenie na rynku konkurencyjnym. Elektrimowi tego brakuje, bo w Polsce mamy do czynienia z regulowanym rynkiem energetycznym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Siemieniec, Marcin Goralewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy