Chcesz inwestować na giełdzie? Najpierw ustal system

Izabela Tadra
opublikowano: 28-09-2009, 00:00

Aby zarobić na giełdzie, trzeba mieć mocne nerwy, cierpliwość, dobrze skompletowany portfel akcji i… dużo szczęścia.

Aby zarobić na giełdzie, trzeba mieć mocne nerwy, cierpliwość, dobrze skompletowany portfel akcji i… dużo szczęścia.

W giełdowym światku mawia się, że jeśli nawet sprzątaczka ci radzi kupowanie akcji, to trzeba je sprzedać jak najszybciej. Z pewnością są jeszcze inne "złote zasady" inwestora, lecz eksperci i analitycy doradzają — zwłaszcza początkującym — dywersyfikację działań i nie- uleganie emocjom.

Trudny pierwszy krok

Zdaniem Jerzego Nikorowskiego z Superfund, początkujący inwestor najpierw powinien określić, w jakim systemie chciałby inwestować.

— Warto przemyśleć, czy chce się angażować kapitał w inwestycje długo- czy krótkoterminowe. Te ostatnie ocierają się o spekulacje i są bardzo ryzykowne, a do ich pomyślnego przeprowadzenia z reguły trzeba mieć dużą wiedzę — uważa Jerzy Nikorowski.

Podstawową zasadą inwestowania, zwłaszcza w trudnych czasach, jest wzmożona ostrożność i czujność.

— Nie należy angażować zbyt wielkiego kapitału w inwestycje i szybko reagować na zmiany sytuacji na rynku. Wszystkie działania powinny być ukierunkowane przede wszystkim na ochronę kapitału. Jeśli utracimy zbyt dużą jego część, nie będziemy mieli szans na odrobienie strat, gdy sytuacja będzie sprzyjająca. Nie będzie po prostu czym grać — ostrzega Roman Przasnyski, główny analityk Gold Finance.

Przypomina, że odrobienie 50-proc. straty wymaga osiągnięcia 100 proc. wzrostu, bo do "nowego rozdania" startujemy z kapitałem o połowę mniejszym. Na tak duże zyski trudno zaś liczyć na rynku dotkniętym krachem.

— Nigdy nie należy wkładać całego kapitału do jednego koszyka inwestycji, ale budować dobrze skorelowany portfel, zawierający inwestycje w waluty, surowce i akcje. Dzięki temu łatwiej chronić kapitał i nie stracić wszystkiego na raz — dodaje Jerzy Nikorowski.

Radzi również trzymanie emocji na wodzy i nieuleganie zwłaszcza owczemu pędowi. Słuchanie cudzych podszeptów może bowiem spowodować kupno akcji "na górce", a sprzedaż — "w dołku".

Na jakiego konia stawiać

Roman Przasnyski potwierdza teorię, że w czasie krachu zdarzają się także doskonałe okazje do zarobku.

— Niełatwo postawić na "właściwego konia". Sytuacja na rynkach jest zwykle bardzo zmienna i o wiele trudniej cokolwiek prognozować. Stare giełdowe powiedzenie mówi, że "zawsze gdzieś jest hossa". Problem w tym, że nie tak łatwo ją znaleźć. Krach jest zwykle gwałtowny , ale nawet jeśli trwa długo, zdarzają się okresy równie silnego odreagowania spadków — wskazuje Roman Przasnyski.

Jego zdaniem, na zarobek w kryzysie są dwie metody: albo trafna identyfikacja rynku, na którym trwa hossa lub przynajmniej solidna tendencja wzrostowa, albo rozpoznanie momentu, w którym takie odreagowanie się zaczyna.

— Metodą lepszą niż czekanie na okazję i "łapanie dołka" jest angażowanie niewielkich części kapitału w pewnych odstępach czasu. Wówczas jest mniejsze ryzyko, że wszystkie pieniądze zainwestujemy w momencie, który może się okazać bardzo niekorzystny — mówi Roman Przasnyski.

Przypomina, że inwestowanie w takich warunkach wiąże się z koniecznością pilnowania otwartych pozycji i częstego ich zamykania. Taka wzmożona aktywność także wiąże się z ryzykiem ponoszenia strat. W czasach kryzysu są one jednak znacznie mniejsze niż wówczas, gdy przynoszącą straty pozycję utrzymujemy przez dłuższy czas w nadziei, że sytuacja się poprawi. W taki sposób możemy zostać bez kapitału i wypaść z gry.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Izabela Tadra

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy