Chcesz istnieć, bądź w sieci

Dorota Wojnar
opublikowano: 12-12-2008, 00:00

Zanim kogoś zatrudnisz, najpierw poszperaj w portalach społecznościowych.

Internet jest coraz popularniejszy przy naborach do pracy

Zanim kogoś zatrudnisz, najpierw poszperaj w portalach społecznościowych.

"Jeśli nie ma cię w Google, to znaczy, że nie istniejesz" — stwierdzenie to najlepiej oddaje siłę oddziaływania stron www. W USA 80 proc. pracodawców rekrutuje pracowników, wykorzystując internet. W Polsce przyznaje się do tego około 60 proc. firm. Coraz częściej oferty pracy zamiast do gazet trafiają do sieci. A kandydaci na pracowników zanim wyślą cv, najpierw sprawdzają, jak ewentualny pracodawca się w niej prezentuje.

Lista płac

CV i list motywacyjny już nie wystarczą — musisz być na GoldenLine, MySpace, mieć własny Facebook i najlepiej blog. Żarty? Nie, coraz bliższa rzeczywistość.

— Pracodawcy za oceanem przeczesują portale społecznościowe i wyszukiwarki internetowe, by znaleźć jak najwięcej informacji o osobie, którą chcą zatrudnić. W Polsce taką rolę może też pełnić Nasza-klasa czy Wikipedia. Ten sposób weryfikacji doskonale się sprawdza m.in. w przypadku informatyków, ludzi reklamy czy marketingu. Ale trzeba pamiętać, że portale społecznościowe nie są głównym narzędziem rekrutacji, tylko uzupełnieniem. To takie bardziej precyzyjne nożyczki — mówi Beata Szilf-Nitka, dyrektor krajowa portalu infoPraca.

Pod tym względem Polska jest jeszcze krajem dziewiczym. Choć podobno jesteśmy bardziej otwarci na takie nowinki niż np. Hiszpanie czy Włosi. Niezaprzeczalne jest natomiast to, że wszystko, co związane z rekrutacją online, bierze początek w USA. Na przykład portal Glassdoor.com. Można się w nim zalogować i udostępnić informacje o obecnym albo byłym pracodawcy: ile płaci na poszczególnych stanowiskach, jacy są szefowie, atmosfera pracy, dodatki socjalne. Portal działa także w Wielkiej Brytanii, a jego założyciele planują wejście na inne rynki. Być może także do Polski.

Internet odarł nas z anonimowości. Wciąż jesteśmy na cenzurowanym, musimy kreować swój wizerunek. I to na wielu frontach. Dlatego powinniśmy zadbać, by nasza prezentacja w sieciowych serwisach — i to nie tylko biznesowych — była spójna.

— Jeśli w jednym portalu jesteśmy specjalistą ds. marketingu, a w innym specjalistą ds. sprzedaży, to podważa naszą wiarygodność. Zazwyczaj dbamy o odpowiedni wizerunek na portalach biznesowych, a zapominamy o bardziej prywatnych. Może się zdarzyć, że pracodawca wyszuka nasz profil np. na Naszej-klasie. Pytanie: Jakie zdjęcia, filmy czy informacje tam zamieszczamy? — ostrzega Agnieszka Ciesiółka-Jankowiak, menedżer ds. rozwoju w grupie Intercom.

Zajrzeć do środka

Dbałość o wizerunek w sieci to także obowiązek firm. Pierwszym celem kandydata na pracownika jest strona korporacyjna, ale może też szperać w innych miejscach. Choćby na YouTube, GoldenLine czy na forach, gdzie informacje wymienia się nieformalnie. Dlatego warto zadbać, by strona korporacyjna była odpowiednio pozycjonowana w wyszukiwarkach, założyć firmowego bloga, na którym można promować produkty i prezentować się jako organizacja otwarta, przyjazna i nowoczesna.

Tę drogę wybrał m.in. Google. Firma pokazała, jak wygląda od środka: w jakich wnętrzach pracują jej ludzie, jaki jest styl ich pracy, co robią podczas przerw kawowych. W Polsce przykładem świeci K2 Internet, której strona www jest pełna dynamicznych wideoklipów.

— Chcieliśmy sprawić, żeby kandydat poznał ludzi, którzy tworzą firmę, zanim jeszcze się u nas pojawi. Postawiliśmy na przekaz wideo, bo tekst nigdy nie odda w pełni klimatu firmy. Poza tym ludzie wolą oglądać, niż czytać. Nie chcieliśmy nudnych filmów korporacyjnych, w których prezes w garniturze odczytuje z kartki przemówienie. Nakręciliśmy serię krótkich klipów przedstawiających różnych ludzi z naszej firmy — nie tylko w pracy, ale także przy hobby czy zabawie — informuje Łukasz Lewandowski, dyrektor ds. badań i rozwoju K2 Internet.

Klipy wideo pokazują emocje i atmosferę w firmie, co ma spore znaczenie przy wyborze przyszłego miejsca pracy. Zobaczyć, jacy są ludzie, którzy ją tworzą, to znaczy zobaczyć ją "od środka".

— Wideo pozwala na "zatrzymanie" pewnych ważnych chwil w życiu firmy. Dlatego przygotowujemy 3-5-minutowe teledyski z firmowych imprezy czy wyjazdów integracyjnych. Umieszczamy je na naszej stronie i na YouTube. To integruje ludzi i wzmacnia zainteresowanie firmą na zewnątrz — dodaje Marta Krajenta, kierownik ds. marketingu i PR w K2.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy