Chińskie akcje najlepszą inwestycją

Maciej Kalwasiński, Bankier.pl
opublikowano: 05-03-2019, 22:00

Silne odbicie budzi w Pekinie wspomnienia bańki z 2015 r. Zwyżkom znów towarzyszą ogromne obroty napędzane przez inwestorów indywidualnych

Ubiegły rok był dla inwestorów giełdowych zza Muru fatalny — Chiny utraciły miano drugiego największego globalnego rynku akcji, a Shanghai Composite zdobył niechlubny tytuł najgorszego (spośród znaczących) indeksu na świecie. Tak jak po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój, tak po spadkach w końcu muszą pojawić się zwyżki. Jednak skala tegorocznego odbicia okazała się na tyle duża, że zaniepokoiła władze w Pekinie.

Indeks szerokiego rynku giełdy w Szanghaju z najgorszego na świecie stał się globalnym liderem, zyskując w tym roku ponad 21 proc., w tym 15 proc. tylko w lutym. Jeszcze szybciej, bo aż o blisko 30 proc., urosły najważniejsze indeksy na drugim parkiecie za Murem — w Shenzhen. Zrzeszający największe spółki z obu giełd CSI300 zwyżkował o 26 proc. Odnotowane w ubiegłym miesiącu tempo wzrostu jest najszybsze od pierwszej połowy 2015 r. — szczytu ostatniej bańki spekulacyjnej. „Chiński Nasdaq”, czyli Chinext, poszybował w kilkanaście sesji o niemal jedną trzecią.

Powrót do przeszłości

Gwałtowny wzrost przywołał w Pekinie wspomnienie powstania bańki w latach 2014-15 i konsekwencji jej pęknięcia. Szczególnie że zwyżce towarzyszy wzmożony handel oraz napływ na rynek nowych inwestorów indywidualnych. W ubiegły poniedziałek łączne obroty na obu chińskich parkietach po raz pierwszy od listopada 2015 r. przekroczyły bilion juanów. Wynik udało się powtórzyć również dzień później i w ostatni poniedziałek. Średnie obroty w ostatnim tygodniu lutego wyniosły około 800 mld juanów, ponad dwukrotnie więcej, niż w ostatnim roku czy jeszcze w styczniu.

W przedostatnim tygodniu lutego na inwestycję w akcje zdecydowało się ponad 315 tys. nowych inwestorów. To najlepszy wynik od marca 2018 r., choć daleki od rekordów sprzed niecałych czterech lat, gdy napływ chińskich „swetrów” grubo przekraczał milion osób tygodniowo. Liczba otwartych rachunków maklerskich według stanu na 22 lutego wynosi blisko 150 mln.

Jednak to, co ucieszyłoby wszystkich na polskim rynku akcji borykającym się z odpływem inwestorów indywidualnych, za Murem budzi spore obawy. „Detal” odpowiada bowiem w Państwie Środka za większość obrotu (niektórzy szacują, że nawet za ponad 80 proc.), brakuje mu jednak wiedzy i doświadczenia, nieprzesadnie przejmuje się kwestią ryzyka, łatwo poddaje się modom i ulega panice, czego dowód dał właśnie w 2015 r. — a spora zmienność nie odpowiada lubującym się w stabilności władzom Komunistycznej Partii Chin.

Pewne podobieństwa widać również w sytuacji makroekonomicznej. Tempo wzrostu gospodarczego w ostatnim kwartale wyraźnie spadło (oficjalne nieco mniej wyraźnie), a coraz więcej spółek wykazywało problemy z bieżącym regulowaniem zobowiązań. Szczególnie cienko przędzie nastawiony na eksport sektor przemysłowy.

Nie tylko Trump

Początek 2019 r. przyniósł jednak inwestującym za Murem sporo dobrych wieści. Wśród powodówdo odbicia na pierwszy plan wysuwa się oczywiście ocieplenie relacji na linii Waszyngton — Pekin. Po fali doniesień medialnych o zbliżającym się pozytywnym finale rozmów, przed tygodniem Donald Trump poinformował, że wbrew wcześniejszym planom nie podwyższy od 1 marca ceł na towary obejmujące około 40 proc. importu z Chin. „The Wall Street Journal” podał, że Amerykanie mogą nawet znieść większość karnych taryf nałożonych w ubiegłym roku, jeżeli Chińczycy zdecydują się na większe zakupy w USA i zmniejszą ograniczenia w dostępie do własnego rynku dla zagranicznej konkurencji. Doniesienia nie tylko rozbudzają nadzieje na zakończenie (a może raczej odłożenie ad Kalendas Graecas) konfliktu i podnoszą na duchu inwestorów, lecz mogą także pozytywnie oddziaływać na realną gospodarkę, skłaniając biznes do zwiększenia inwestycji, a konsumentów — do dodatkowych wydatków.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Czerwień na chińskich giełdach (tym kolorem oznacza się tam wzrost) nie jest jednak wyłącznie zasługą prezydenta Donalda Trumpa. Istotne wsparcie nadeszło również z Pekinu — władze zarządziły poluzowanie polityki fiskalnej i monetarnej oraz regulacji ciążących instytucjom finansowym, a przewodniczący Xi przypomniał o konieczności dalszego rozwoju rynku kapitałowego. Do realnej gospodarki w końcu dotarła rekordowa fala kredytu, a kampania delewarowania oficjalnie odeszła w zapomnienie, gdyż „osiągnięto jej cele”. Wraz z kredytową ekspansją wrócił jednak giełdowy postrach Pekinu — margin trading, polegający na zakupie papierów za pożyczone pieniądze. Póki wyceny rosną, mechanizm wspiera marsz na północ; gdy spadają — napędza bieg na południe, ponieważ zabezpieczeniem pożyczki są akcje. Ostatnie dwa tygodnie upłynęły pod znakiem najszybszego zwiększania długu na zakup chińskich walorów od 2015 r. — podaje Bloomberg.

Natomiast wciąż pozostaje on na relatywnie niskim poziomie w porównaniu do ostatnich lat, nie wspominając o szczycie ostatniej bańki. Władze dostrzegły jednak, że na skutek ograniczeń w legalnym dostępie do tego źródła finansowania, pojawiły się źródła ukryte i nielegalne, pozwalające na inwestowanie z lewarem.

Nie dziwią zatem słowa nowego szefa nadzoru rynku giełdowego Yi Huimana, który stwierdził, że jego nowa praca przypomina pobyt na szczycie wulkanu. Wzrostowi za Murem sprzyjały także informacje nadchodzące z zagranicy — gołębie sygnały członków amerykańskiej Rezerwy Federalnej i decyzja o zwiększeniu udziału chińskich spółek w indeksach MSCI. Niskie wyceny na początku roku, a potem ich dynamiczny wzrost przyciągnęły większą uwagę inwestorów zagranicznych, którzy w styczniu zwiększyli zaangażowanie w chińskie walory najmocniej w historii, a w lutym niemal powtórzyli ten wynik, pomimo wyraźnie mniejszej liczby dni handlowych. Ich udział w rynku Państwa Środka pozostaje jednak minimalny i wynosi zaledwie 2 proc.

Ostatnia reduta odzyskana

Jeszcze rok temu poziom 3000 pkt. na Shanghai Composite uważano za ostatnią redutę, której bronić będą władze w Pekinie. W połowie czerwca obrona została z impetem przełamana, a w kolejnych miesiącach indeks spadł nawet poniżej 2500 pkt. W poniedziałek w końcu odzyskał opuszczony niemal 9 miesięcy wcześniej szaniec. Chińskie giełdy z kapitalizacją wynoszącą ponad 7 bln dolarów znów są światowym wiceliderem. Tempo kontrofensywy napędzanej przez entuzjazm pospolitego ruszenia zdumiało nawet przywódców w Pekinie. Na jak długo harcownikom wystarczy sił i chęci, a wodzom — tolerancji dla ryzykownych występków? W końcu „główna bitwa” toczy się zupełnie gdzie indziej i to raczej przebieg zdarzeń na tym froncie będzie determinował rozwój sytuacji na chińskich parkietach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Kalwasiński, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy