Chiny i Niemcy szansą na wzrost

Małgorzata Grzegorczyk
30-12-2011, 00:00

W inwestycjach zagranicznych w przyszłym roku łatwo nie będzie, a może być nawet gorzej

Czarne chmury zawisły nad bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi (BIZ) na świecie. W 2010 r. odbiły o 5 proc., do 1,2 bln USD, ale w pierwszym półroczu 2011 r. urosły o zaledwie 2 proc., podaje UNCTAD. Tylko w 53 proc. firm budżet inwestycyjny wrócił do poziomu sprzed kryzysu — wynika z najnowszego badania A.T. Kearney. Co prawda przez pierwsze 10 miesięcy 2011 r. do Polski napłynęło 9 mld EUR BIZ w porównaniu z 7 mld EUR rok wcześniej. Jest szansa, że wynik za cały rok zbliży się do 10 mld EUR. Jednak tylko Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), który nazywa ją Agencją Samych Dobrych Informacji, zapowiada na 2012 r. zwyżki.

— Będzie lepiej, ale też trudniej. Portfel projektów, nad którymi pracujemy, jest prawie o 30 proc. większy niż przed rokiem. To zabezpieczenie na drugą falę kryzysu. Poza tym duże koncerny w pogoni za oszczędnościami biorą pod uwagę Polskę, gdzie koszty pracy są niższe. Dopiero w 2012 r. zaczniemy odcinać kupony za stabilność. W tym roku cały świat był zaskoczony, że Polsce tak dobrze idzie, w przyszłym odczujemy tego efekty — przewiduje Sławomir Majman.

Jednak pozostali eksperci od inwestycji zagranicznych są mniejszymi optymistami.

O utrzymaniu tegorocznego poziomu mówią i Paweł Tynel z Ernst & Young (E&Y), i Adam Żołnowski z PwC. — Dobrze by było, gdyby było tak, jak było — wtóruje im Kiejstut Żagun z KPMG.

Nie posmarujesz…

Zagrożeniem jest wysychanie źródeł wspierania inwestycji: na początku roku odbędzie się ostatni konkurs na działanie 4.5 wspierające największe projekty. Do 2013 r. pieniędzy unijnych raczej nie będzie.

— Dość ciężko idzie uzgadnianie pomocy rządowej dla inwestorów z Ministerstwem Finansów. Bardzo wiele programów wieloletnich wciąż nie jest zatwierdzonych. Liczymy, że resort finansów zobaczy, co się dzieje z pomocą publiczną w innych krajach UE, które zachowują się mniej ortodoksyjnie — mówi prezes PAIIZ. Dlatego specjaliści liczą na szybkie wprowadzenie bezterminowych zwolnień podatkowych w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE). Zgodnie z obecnymi przepisami, ulgi skończą się w 2020 r.

— Bez funduszy unijnych będziemy mieli gorsze argumenty niż nasi sąsiedzi. Dlatego mam nadzieję, że nowe przepisy dotyczące SSE wejdą w życie w pierwszej połowie 2012 r. — mówi Paweł Tynel z E&Y.

Chińczyk potrafi

Jeśli będą jakieś zwyżki w napływie BIZ do Polski, to przyjdą raczej ze Wschodu.

— Nie będzie większych przetasowań w inwestycjach z USA, Niemiec i innych krajów Zachodu. Wzrost mógłby pochodzić z krajów azjatyckich, wielkie nadzieje są związane z Chinami po wizycie prezydenta — ocenia Kiejstut Żagun.

— Z Europy Zachodniej będzie raczej większa konkurencja niż większy napływ. Jeśli mamy liczyć na świeże projekty, trzeba patrzeć na Chiny — uważa Paweł Tynel. Adam Żołnowski przewiduje, że inwestycje zagraniczne będą nadal w dużej mierze składać się z reinwestowanych zysków, a projekty produkcyjne nie będą gigantyczne.

— Cały czas trzeba inwestować i wprowadzać nowe towary, więc inwestycje produkcyjne nadal będą się pojawiać, choć dla projektów usługowych czas jest lepszy: są tanim sposobem na wprowadzenie oszczędności — mówi Kiejstut Żagun. Prezes Sławomir Majman podkreśla, że PAIIZ obsługuje projekty związane z branżą motoryzacyjną oraz inwestycje w fabryki produktów spożywczych, których jest wyjątkowo dużo.

11

mld EUR Tyle, zdaniem Ministerstwa Gospodarki, może wynieść napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski w 2011 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Chiny i Niemcy szansą na wzrost