Chiny w rodzinie MSCI rewolucji nie zrobią

opublikowano: 21-06-2017, 22:00

Walory spółek z giełd w Szanghaju i Shenzhen dołączą do rodziny indeksów rynków wschodzących. Zmiana to z gatunku symbolicznych

Akcje 222 chińskich spółek o dużej kapitalizacji (z tzw. grupy „A”) zostaną włączone do czołowego indeksu rynków wschodzących — MSCI Emerging Markets Index. Proces dołączenia będzie dwufazowy, nastąpi w maju i sierpniu przyszłego roku. Będzie to zwieńczeniem czteroletnich rozmów, toczonych przez chińskie organy regulacyjne z amerykańskim dostawcą indeksu MSCI, który przez ostatnie trzy lata odrzucał taką możliwość. W efekcie walory chińskich spółek będą stanowić 0,73 proc. benchmarku. Niecały procent, cenny dla rynku Państwa Środka, zdaniem ekspertów nie powinien jednak wywołać rewolucji na pozostałych rynkach.

Zobacz więcej

Fot. maxppp-forum

— Wynika to przede wszystkim z niewielkiego udziału akcji chińskich spółek w indeksie. 0,73 proc. to nie jest coś, co może wstrząsnąć rynkami. Tym bardziej że rok temu mówiono o kilkunastu czy nawet 20 proc. — komentuje Grzegorz Parosa, zarządzający w AXA TFI. Stosunkowo niewielki udział walorów chińskich spółek w indeksie to pochodna ich słabej dostępności dla inwestorów międzynarodowych. Gdyby nie to, tamtejsze podmioty mogłyby ważyć w indeksie zdecydowanie więcej, bo giełda w Szanghaju jest jedną z największych na świecie.

— Rynek azjatycki jest duży, a do tego w ostatnich latach bardzo się rozwinął. Zmiana w indeksie odzwierciedla strukturę globalnych rynków finansowych i jest to uzasadniony ruch — mówi Tomasz Matras, zarządzający w Union Investment TFI. Koniec końców w indeksie znajdzie się miejsce dla akcji denominowanych w juanach, których wartość szacuje się na równowartość około 1,6 bln USD. — Włączenie akcji do indeksów, które są obserwowane przez liczne grono inwestorów, powoduje, że pojawia się na nie dodatkowy popyt, w szczególności ze strony ETF i innych, biernie zarządzanych funduszy, które odwzorowują indeksy. Z drugiej strony, pojawienie się udziałów chińskich spółek w indeksie oznacza, że komuś innemu ten udział musi być odebrany, a to wiąże się z przynajmniej krótkoterminowym wzrostem podaży akcji pozostałych rynków wschodzących — wyjaśnia Tomasz Matras.

Dotyczy to w szczególności Polski, ale niewielki udział w indeksie zapewnić ma nam skuteczną barierę ochronną. — Gdy dojdzie do zmian w strukturze indeksu i inwestorzy będą dostosowywać portfele do nowego składu, w krótkim okresie możemy zaobserwować wzrost podaży akcji na naszym rynku. Skala będzie jednak niewielka i na pewno nie należy utożsamiać jej z czynnikiem, który zadecydowałby o trwałej korekcie — mówi Tomasz Matras. — Na naszą giełdę wpływ będzie śladowy, bo Polska waży obecnie w indeksie bardzo mało. Jej bardzo mały udział zostanie więc zmieniony na „trochę mniejszy bardzo mały”. Myślę, że w ogóle tego nie zauważymy — uważa Grzegorz Parosa. Zmiana w indeksie nastąpi dopiero za rok.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu