Czytasz dzięki

Chiny znów ciągną świat za uszy

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 13-10-2020, 22:00

Ostatnie doskonałe dane o chińskim imporcie skłaniają do refleksji nie tylko nad gospodarką, ale też społeczeństwem, a nawet wąską dziedziną analiz ekonomicznych.

Chinom od lat wieszczono szybkie spowolnienie, a tymczasem kolejny kryzys wykorzystują na swoją korzyść.

Zacznę od krótkiej analizy makroekonomicznej. Import Chin we wrześniu wzrósł aż o 13,2 proc. rok do roku (na podstawie danych w dolarach), co jest istotnym źródłem popytu dla dostawców do tego kraju. Pokazuje to, jak szybko Chiny podniosły się po epidemii. To jedyny z dużych krajów, który ma szansę zanotować w tym roku wzrost PKB. Rozkręcającą się koniunkturę widać nie tylko w danych statystycznych, co do których zawsze można mieć jakieś wątpliwości, ale też w giełdowych cenach metali, które są bardzo wrażliwe w drugiej co do wielkości gospodarce świata. Na przykład ceny miedzi na London Metal Exchange w tym roku wyraźnie wzrosły, osiągając poziom najwyższy od dwóch lat. Ceny miedzi! W warunkach największego w historii spadku globalnego PKB! Trudno nie uznać tego za zaskakujące zjawisko z prespektywy wiosennych oczekiwań (oprócz popytu z Chin na ceny oddziałują też pozytywnie ograniczenia podażowe w Ameryce Łacińskiej).

To, co dzieje się z chińską gospodarką, jest wbrew mainstreamowym prognozom makroekonomicznym z mijającej dekady. Prognozom, które — przyznaję — wydawały mi się słuszne. Mówiły one, że w kolejnym kryzysie Chiny nie będą już dla świata stanowiły „ostatniej deski popytu” i wyciągały krajów rozwiniętych z recesji poprzez kupowanie ich produktów. Chiny miały trwale zwolnić, stać się krajem o bardziej normalnym tempie wzrostu gospodarczego, co miało pozwolić na przywrócenie stabilności finansowej w niektórych rozgrzanych do czerwoności obszarach gospodarki.

Stało się inaczej. Chiny znów ciągną świat za uszy. Sądzę, że jest to też przyczynek do refleksji, ile dominujących opinii ekonomicznych z ostatnich lat rozbiło się o skały. Nie tylko o Chinach. Powszechnie uważano np., że polityka pieniężna powoli traci moc — nie straciła. Zgadzano się też, że rządów w krajach rozwiniętych nie będzie stać na kolejną stymulację fiskalną w czasie kryzysu — a było stać. Przyjęło się również, że Szwecja radzi sobie najlepiej ze wszystkimi problemami na świecie (no, trochę tu naciągam) — a tak nie jest. Pamiętajmy o tym, gdy snujemy projekcje o świecie po epidemii. Rzeczywistość zawsze będzie nas totalnie zaskakiwać. Prognozowanie to zawsze bardziej ćwiczenie ze spójności myślenia i analizowania niż z przewidywania przyszłości.

Szybkie ożywienie gospodarcze w Chinach zachęca też do refleksji nad sytuacją polityczną na świecie. Ostatni wzrost popularności rządów silnej ręki w wielu krajach tłumaczono czasami sukcesem gospodarczym Chin po kryzysie finansowym. Po prostu ludzie zobaczyli, jak demokracje liberalne zmagają się z długami, bezrobociem i pesymizmem, podczas gdy autorytarne Chiny śmiało nadganiają Zachód pod względem gospodarczym i technologicznym. Trudno powiedzieć, czy teza o wpływie sukcesu Chin na rosnącą siłę światowych tendencji autorytarnych jest słuszna. Jeżeli jednak jest w niej ziarno prawdy, to te niepokojące trendy dostają wiatru w żagle.

Czy to nie zbyt daleko idące wnioski z dobrego odczytu chińskiego importu? Niewątpliwie te wyniki trudno komentować w ujęciu czysto statystycznym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: IGNACY MORAWSKI, główny ekonomista „Pulsu Biznesu”

Polecane