Choć na początku bądź mi ku pomocy

Ewa Kulesza
opublikowano: 08-11-2006, 00:00

Masz pomysł na biznes i szukasz sposobu jego sfinansowania? Bez gotówki twoja firma nie rozwinie skrzydeł? Znajdź swojego anioła biznesu.

Aniołowie biznesu to prywatni inwestorzy gotowi wyłożyć spore pieniądze na wsparcie firm we wczesnej fazie rozwoju, w tym na rozruszanie działalności, których banki nie finansują ze względu na brak zabezpieczeń, a fundusze venture capital z powodu zbyt małej skali inwestycji. Anioł wnosi nie tylko kapitał, ale też doświadczenie oraz wiedzę branżową. Niejednokrotnie sam zaczynał od firmy garażowej i doszedł do poważnego przedsiębiorstwa.

— Jesteśmy inżynierami i znamy się na informatyce, lecz po to, by rozwinąć przedsiębiorstwo, trzeba mieć wiedzę z marketingu, księgowości czy prawa. To wszystko zapewnia inwestor — mówi Andrzej Jarosz, prezes zarządu firmy ANT, producenta i dystrybutora oprogramowania do integracji danych kontrolno-pomiarowych.

Taki doświadczony inwestor gwarantuje swoiste spojrzenie z góry.

— Właściciele firm zazwyczaj skupiają się na codziennych problemach i bywa, że zapominają o kwestiach strategicznych — twierdzi Michał Olszewski, szef Lewiatan Business Angels.

Czy wobec tego wsparcie anioła niesie tylko pozytywy?

— Cóż, przestaje się być wyłącznym właścicielem przedsiębiorstwa — przyznaje Andrzej Jarosz.

Procedura

Zainteresowany przedsiębiorca musi zgłosić się do jednego ze zrzeszających ich klubów, np. Lewiatan Business Angels czy PolBAN Polska Sieć Aniołów Biznesu. Instytucje te wspierają ambitne projekty, które w stosunkowo krótkim czasie (2-4 lata) zapewnią duży zysk pomysłodawcom i inwestorom.

— Takich możliwości szukamy przede wszystkim w zakresie nowych technologii, choć w tradycyjnych branżach też są miejsca na nowe pomysły i dobre biznesy — wyjaśnia Michał Olszewski.

Kwota możliwej inwestycji w jeden projekt oscyluje między 200 tys. a 5 mln zł, przy czym górny pułap dotyczy sfinansowania ekspansji w miarę dojrzałych firm.

Żeby zwrócić uwagę na swój projekt, trzeba skierować biznesplan do jednej z „aniołobiznesowych” instytucji, gdzie jest on dokładnie analizowany przez pracowników klubu.

— Jeśli nasza ocena nadal jest pozytywna, umawiamy pomysłodawcę na indywidualne spotkania z aniołem biznesu zainteresowanym inwestycją — dodaje Wojciech Dołkowski, prezes zarządu PolBAN Polska Sieć Aniołów Biznesu.

Warto podkreślić, że inwestorzy, wkraczając do grona aniołów, zobowiązują się do poufności i niewykorzystywania uzyskanych tą drogą informacji w sposób konkurencyjny wobec projektodawców. Negocjacje trwają stosunkowo krótko i są mniej sformalizowane niż rozmowy z funduszami venture capital czy z bankami. Inwestorzy wchodzą przecież w branże, które znają, i osobiście podejmują decyzję o ewentualnym zaangażowaniu.

— Proces od złożenia w Lewiatanie biznesplanu do podpisania umowy z aniołem trwał w naszym przypadku sześć miesięcy — potwierdza prezes Andrzej Jarosz.

Inwestycja polega zazwyczaj na podniesieniu kapitału spółki z o.o. Środki inwestora trafiają do spółki, a nie do jej dotychczasowych właścicieli. Istnieją trzy drogi wyjścia inwestora: sprzedaż udziałów lub akcji inwestorowi strategicznemu (branżowemu), debiut giełdowy lub wykup menedżerski, czyli sprzedaż pakietu inwestora założycielom.

— Anioł biznesu rejestruje zyski w momencie wycofania się z danego projektu. Wcześniej czasem dostaje też dywidendy, ale te zwykle nie są zbyt duże — mówi prezes Wojciech Dołkowski.

Pomysł i determinacja

— Dotąd, a powstaliśmy w grudniu 2003 roku, zrealizowaliśmy zaledwie trzy projekty z 200 zgłoszonych — przyznaje Wojciech Dołkowski.

Okazuje się, że dużym problemem jest słaba determinacja przedsiębiorców.

— Zdarza się, że w poniedziałek ktoś zgłasza się z pomysłem, a w piątek okazuje się, że właśnie wyjechał do Irlandii — opowiada Wojciech Dołkowski.

Aby propozycja była w ogóle rozważana, trzeba przekonać kluby Business Angels, że zgłaszany projekt stanowi jedyne miejsce zaangażowania projektodawcy. Czynnikiem decydującym o niezainteresowaniu się propozycją może być brak dobrego biznesplanu, m.in. prezentującego nie tylko przyczyny sukcesu przedsięwzięcia, ale też możliwe powody jego niepowodzenia.

— Warto także próbować przewidywać przyszłość, np. co zrobi konkurencja w razie zrealizowania zgłaszanego projektu, jak będzie się zmieniała sytuacja w danej branży itp — radzi Wojciech Dołkowski.

Diabeł zawsze tkwi w szczegółach.

— Nierzadko dostajemy propozycje finansowania koncepcji, które od dawna nowe nie są, a nawet takich, których nierealność została już wykazana, i to boleśnie dla inwestorów — podkreśla Michał Olszewski.

Bywa, że czynnikiem decydującym o odrzuceniu pomysłu jest brak kompetencji. Jeśli przedsiębiorca nie ma odpowiedniego doświadczenia, to faktycznie uczyłby się na koszt inwestora.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Kulesza

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu