Chory układ w upadłościach

Eugeniusz Twaróg
07-04-2010, 00:00

W upadłościach zaczął rządzić układ. Chroni nie tylko rzetelne firmy, ale coraz częściej oszustów.

W upadłościach zaczął rządzić układ. Chroni nie tylko rzetelne firmy, ale coraz częściej oszustów.

Kryzys dopiero zaczyna zbierać żniwo wśród firm. Coface Poland w najnowszym raporcie o upadłościach podaje, że w I kwartale liczba bankructw wzrosła o jedną trzecią w stosunku do początku 2009 r. Splajtowało 168 przedsiębiorstw, z czego 136 zakończyło żywot, gdyż sądy orzekły upadłość połączoną z likwidacją majątku. 32 firmy mogą jeszcze ułożyć się z wierzycielami (nie zasilą wtedy grona bankrutów). Niekoniecznie jest to jednak powód do zadowolenia.

— Mamy coraz więcej wątpliwości, czy instytucja układu przynosi skutki, jakie chciał osiągnąć ustawodawca — mówi Katarzyna Kompowska, prezes Coface Poland.

Gra z wierzycielem

Nie jest to odosobniona opinia na rynku. Tym samym głosem mówi inny ubezpieczyciel — Euler Hermes: układ się wynaturzył. W zamyśle ma on dać firmie, która popadła w problemy, chwilę oddechu na pozbieranie się.

— Przedsiębiorca potrzebuje ochrony przed wierzycielami, żeby któryś z nich nie przyjechał z komornikiem i nie zabrał linii produkcyjnej, która stanowi największe dobro firmy. Jeśli ma przekonujący program naprawczy i chęć do przeprowadzenia restrukturyzacji, nie ma powodu, żeby nie zawrzeć z nią układu — mówi Maciej Harczuk, wiceprezes Euler Hermes.

Są chwalebne przykłady, że taki dłużnik oddaje potem wierzycielom całość zadłużenia. Niestety, należą do wyjątków.

— W ciągu ostatnich kilku lat większość układów nie zakończyła się wypłatą nawet części pieniędzy — mówi Krzysztof Niedźwiedź, szef działu prawnego Coface Poland.

Coraz częściej zdarza się natomiast, że dłużnik wnioskuje o układ, żeby nie płacić starych zobowiązań i pod ochroną sądu móc zaciągać nowe zobowiązania.

— Beneficjentem jest dłużnik. Zamiast zapłacić za towar 100, w ramach redukcji zobowiązań płaci za niego 50. Może go potem sprzedać taniej niż konkurent, bo i tak ma dwa razy wyższą marżę. I cały czas finansuje się kredytem kupieckim — mówi Maciej Harczuk.

To pozytywny przykład, ponieważ przedsiębiorca, choć nadużywa układu, przynajmniej prowadzi działalność. Katarzyna Kompowska zwraca uwagę na inne wykorzystanie instytucji układu.

— Spotykamy się z zamierzonymi działaniami, gdzie przed układem zmieniany jest zarząd, tworzone są inne spółki, a układ służy do zakończenia działalności spółki, która pozostaje z długami —mówi prezes Coface Poland.

Potencjalny bankrut składa poprawny pod względem formalnym wniosek o wszczęcie układu z uzasadnieniem i programem naprawczym. Zwykle sądy przychylają się do takich próśb, bo istnieje przecież szansa ocalenia miejsc pracy, spłaty długów itp. Od tego momentu zaczyna się gra z wierzycielami. Dłużnik nie jest już tak wzorowy jak w momencie składania wniosku i coraz częściej zdarza mu się przekazać sądowi niekompletne informacje, które wymagają uzupełnienia. Proces upadłościowy wydłuża się o kolejne miesiące, a przedsiębiorca zyskuje czas na wyprowadzenie majątku.

Jak wyjść z biznesu

— Zwykle już po pierwszych kilku rozmowach wiemy, czy dłużnik chce rozwiązać problem, czy jest wytrawnym graczem — stwierdza Katarzyna Kompowska.

Nie wie tego jednak sąd, który często bierze za dobrą monetę słowa przedsiębiorcy. Poza tym jeśli firma nie spełnia formalnych przesłanek do ogłoszenia upadłości z likwidacją, otwierają się drzwi do zawarcia układu.

— Zastanawiać powinno to, że często są to wnioski od bardzo dobrze prosperujących do niedawna firm, które nagle stają się niewypłacalne — mówi prezes Coface.

Zarówno Katarzyna Kompowska, jak i Maciej Harczuk uważają, że w niektórych przypadkach chodzi po prostu o biznesy, które świetnie działały w czasach koniunktury, nie wymagały specjalnego nadzoru ani zaangażowania. Przyszedł jednak kryzys, spadły zyski i na horyzoncie pojawiło się ryzyko kolejnych strat. Wtedy właściciele decydują się "skeszować" interes, wyjąć najwięcej, jak się da. Za jakiś czas zakładają kolejną firmę.

— To jest model sprawdzony podczas kryzysu z początku wieku. Część przedsiębiorców, która wyprowadziła w pole konkurentów, potem znowu wróciła do biznesu — mówi Maciej Harczuk.

Teraz trudno będzie powtórzyć ten manewr. Ubezpieczyciele stale rozbudowują bazy danych i tworzą listy nierzetelnych, nieuczciwych przedsiębiorców.

— Ostrzegamy naszych klientów i kontrahentów przed kontaktami z firmami, jeśli współwłaścicielem, członkiem rady nadzorczej jest osoba z podejrzaną przeszłością — mówi Maciej Harczuk.

Eugeniusz Twaróg

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Chory układ w upadłościach