Chrońmy klientów Przed rokiem Andrzej Saniewski zachęcał, by zabezpieczyć się przed zagrożeniami. Teraz też uważa, że trzeba zrobić wszytko, by stępić ostrze kryzysu mierzące w klientów.

S
opublikowano: 23-01-2009, 00:00

W grupie największego ryzyka są ci, którzy w ubiegłym roku kupili "dziurę w ziemi", czyli mieszkanie na bardzo wczesnym etapie budowy. Jeśli deweloperowi powinie się noga i zbankrutuje, wówczas wielu z nich znajdzie się w sytuacji bohaterów filmu "Plac Zbawiciela": bez lokum, za to z kredytem.

— Bardzo niewiele osób ma świadomość, że różne ubezpieczenia wykupywane przy zaciąganiu kredytu hipotecznego chronią nie ich, lecz banki — mówi Andrzej Staniewski.

Przykładowo, ubezpieczenie pomostowe, opłacane do czasu uzyskania wpisu do hipoteki, polega w uproszczeniu na tym, że w razie plajty dewelopera oraz gdy Kowalski nie będzie spłacać kredytu, bank zwraca się do ubezpieczyciela o zwrot wypłaconego kredytu, a ubezpieczyciel do kredytobiorcy, który cały czas płacił składki na tę dziwną polisę, o spłatę całego długu.

— Przez sześć lat trwały prace nad ustawą o umowach deweloperskich, która miała zagwarantować nabywcy mieszkania, że w razie problemów z inwestycją odzyskają pieniądze. Niestety, projekt trafił w ubiegłym roku do zamrażarki i klienci deweloperów jak nie mieli, tak nie mają żadnej ochrony — mówi Andrzej Saniewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: S

Polecane