Chytry SKOK-u skok

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 08-05-2007, 00:00

No i stało się! To, co jeszcze dwa lata temu wydawało się mało śmiesznym żartem, dziś nabiera realnych kształtów. SKOK pełną gębą, a raczej w tym przypadku pełną ofertą, wchodzą na rynek bankowy. Ich przewaga to wierni klienci, tym wierniejsi, że uwiązani wkładem członkowskim. Do tego klienci wdzięczni, bo w znacznej części wywodzący się z grupy, która przynajmniej kilka lat temu nie miała co liczyć na kredyt bankowy. Sieć placówek to kolejny punkt dla SKOK. Już jest pod względem wielkości druga w kraju. W dodatku większa część sieci SKOK zlokalizowana jest na obrzeżach dużych miast i w małych miejscowościach, czyli tam, gdzie klient, który nie jest rozbestwiony mnogością oferty, szuka banków w podskokach.

SKOK wchodzi na giełdę bocznymi drzwiami, czyli przez spółkę zależną. Zrobi z nią to, czego sama kasa zrobić nie może — czyli ściągnie kapitał na finansowanie rozwoju. Rozszerzenie oferty kas najbardziej ugodzi w banki spółdzielcze (BS), bo znaczna część terenu działalności ich oraz kas to ten sam obszar. Środowiska spółdzielcze protestowały na przykład wtedy, gdy kasy dostały możliwość udzielania kredytów hipotecznych. Teraz kasy mają sposób, by zamknąć im usta — wystarczy, że zaoferują wydawanie na ich rzecz kart i rozliczanie transakcji tymi kartami, czego banki spółdzielcze same robić nie mogą. W ten sposób, będąc największym konkurentem, staną się też najlepszym partnerem BS. Podważona zostanie pozycja banków zrzeszających, ale business is business…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Beata Tomaszkiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy