Ciągle nie ma obiecanej swobody gospodarczej

Jarosław Chałas
opublikowano: 10-07-2008, 00:00

Jedną z najbardziej oczekiwanych przez środowiska przedsiębiorców zapowiedzi rządu Donalda Tuska jest wprowadzenie w Polsce prawdziwej swobody gospodarczej. Przed ubiegłorocznymi wyborami i krótko po ukonstytuowaniu się nowego rządu ten temat wymieniany był jednym tchem obok prywatyzacji, reformy finansów publicznych czy służby zdrowia. Niedługo minie pierwsza rocznica działalności tego rządu. I co? Jak nie było swobody gospodarczej, tak jej ciągle nie ma.

Czas ucieka, a z nim cierpliwość przedsiębiorców i wiara w realizację obietnic rządu. Owszem, parlament zajmuje się już pierwszą częścią nowelizacji ustawy o swobodzie gospodarczej, opracowanej przez Ministerstwo Gospodarki pod auspicjami wiceministra Adama Szejnfelda. W zgodnej ocenie ekspertów pierwszy etap cieszy, lecz projekt zawiera tylko kilka dobrych rozwiązań dla firm, bynajmniej nierewolucyjnych. Można raczej mówić o kosmetyce. Wiceminister Szejnfeld przekonywał, że celem rządu jest wprowadzenie zasady, że tworzenie prawa gospodarczego w Polsce oparte ma być na wolności i zachętach, a nie jak dotychczas — na zakazach i karach. Nie znam przedsiębiorcy, który nie podpisałby się pod tym rękoma i nogami. Jednak pierwszy etap wprowadzania swobody jeszcze tej zasady nie realizuje. Owszem, ministerstwo przychyliło się do propozycji środowisk biznesowych i uwzględniło kilka istotnych poprawek. Jednak umożliwienie zawieszania działalności gospodarczej czy rozszerzenie wiążących interpretacji na inne przepisy prawa niż podatkowe to za mało, aby ułatwić życie przedsiębiorcom.

Z niecierpliwością czekamy więc na drugi etap swobody. Wiceminister Szejnfeld zapowiadał, że stosowny projekt będzie gotowy w czerwcu tego roku. Mamy już wakacje, a projektu nadal nie widać. Ministerstwo nie daje też sygnałów, kiedy przedstawi konkrety. Czy to oznacza, że prace się po prostu przeciągają z uwagi na skomplikowaną materię prawniczą, czy też urzędnicze lobby znowu staje okoniem i blokuje zmiany? Na razie możemy tylko się domyślać. Wiceminister Adam Szejnfeld powinien to wytłumaczyć.

W drugim etapie noweliza- cji miały znaleźć się tak oczekiwane przez firmy ograniczenia liczby i czasu trwania kontroli oraz regulacje dotyczące stworzenia „jednego okienka” dla zakładających działalność. Właśnie o te zmiany najbardziej upominały się środowiska biznesowe. Stąd duży niepokój z powodu braku informacji o tym, co się dzieje, dlaczego nie przedstawiono dotąd projektu.

Oczywiście realne ograniczenie kontroli firm wymaga ogromu pracy. Instytucji kontrolnych mamy ponad 50 i aby je naprawdę okiełznać, należy dokonać stosownych zapisów w kilkudziesięciu ustawach szczególnych. To nie jest proste. Bez tego nie da się ograniczyć kontroli firm. We wszystkich ustawach regulujących działalność instytucji kontrolnych należy zapisać, że pierwszeństwo przed nimi mają przepisy ustawy o swobodzie gospodarczej, ograniczające liczbę dopuszczalnych kontroli i czas ich trwania.

Jednak parafrazując wypowiedź wiceministra Szejnfelda, można by rzec, że przedsiębiorcy domagają się, aby tworzenie prawa gospodarczego w Polsce przebiegało szybciej i sprawniej, a nie jak dotychczas — wolno i ślamazarnie, a najistotniejsze zmiany odkładane były na półkę.

Jarosław Chałas

partner zarządzający w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, ekspert Business Centre Club

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Chałas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu