Ciche interesy w cieniu głośnej prywatyzacji

  • Piotr Nisztor
opublikowano: 01-02-2013, 00:00

Kontrolerzy PKP wykryli nieprawidłowości w Polskich Kolejach Linowych: nepotyzm, niejasne zasady wynajmu atrakcyjnych lokali i łamanie przepisów

Prywatyzacja Polskich Kolei Linowych (PKL) budzi emocje, bo do spółki należą grunty i nieruchomości w atrakcyjnych turystycznie miejscach. Nic dziwnego, że oferty jej zakupu złożyło aż dwunastu zainteresowanych. PKL kusi, jednak z przeprowadzonej przez Polskie Koleje Państwowe (PKP) kontroli (obejmującej ostatnie trzy lata) wynika, że w spółce nie wszystko działa, jak należy.

Zobacz więcej

[FOT. EAST NEWS]

— Wiele rzeczy wzbudziło nasze wątpliwości, m.in. o charakterze etyczno-moralnym. Nie było jednak podstaw do skierowania zawiadomienia do prokuratury — twierdzi wysokiej rangi pracownik PKP.

Rodzinny biznes

Co zaniepokoiło właściciela? Przede wszystkim wynajem nieruchomości spółki niepoprzedzony wyceną. Tymczasem — jak wskazują kontrolerzy — „wycena wartości lokali handlowych, w szczególności najbardziej dochodowych obiektów, stanowi istotną informację w celu ustalenia minimalnej stawki czynszu”. Raport wskazuje też, że przy podpisywaniu umów najmu lub dzierżawy PKL naruszyły prawo. Zgodnie z przepisami, spółka powinna występować o zgodę ministra transportu na podpisanie każdej umowy, której wartość przekracza 50 tys. EUR. Nie robiła tego, co — zdaniem kontrolerów — oznacza, że część umów najmu zawieranych przez PKL jest nieważna. Zastrzeżenia PKP budzi również fakt, że umowy z najemcami najczęściej były zawierane bez przetargu, a atrakcyjne lokale wynajmowano m.in. osobom spokrewnionym z zarządem PKL. Wśród najatrakcyjniejszych były dwa kioski i dwie restauracje zlokalizowane tuż przy stacji kolejki na Kasprowy Wierch i Gubałówkę.

Pizza i toalety

Kontrolerów zaniepokoiły nie tylko interesy, które spółka robiła w rodzinie. Ich wątpliwości wzbudziły również umowy zawierane z największym kontrahentem — spółką Dominium, ogólnopolską siecią pizzerii. W trybie bezprzetargowym PKL podpisały z nią umowę m.in. na obsługę toalet na stacjach KL Kasprowy Wierch. Na jej podstawie Dominium pobierało opłaty od klientów. Jednocześnie PKL wzięły na siebie część kosztów związanych z funkcjonowaniem toalet. Jak stwierdzili kontrolerzy, „umowa dzierżawy lokalu gastronomiczno-handlowego przy stacji górnej KL Kasprowy Wierch zakłada, że faktury za wywóz śmieci będą pokrywane przez wynajmującego i najemcę w proporcjach 50-50”. Z raportu wynika też, że Dominium wielokrotnie zalegało PKL z zapłatą czynszu, regularnie wnioskując do zarządu spółki o jego obniżenie (ze względu na małe natężenie ruchu turystycznego), na co PKL przystawały. „Podejmowanie takich decyzji budzi wątpliwości ze względu na to, że ruch turystów przy stacjach kolejek PKL ma charakter sezonowy, a więc ryzyko to powinno być wkalkulowane przez najemców w cenę umowy w momencie jej zawierania, gdyż jest to ryzyko kontrahenta, a nie PKL. Jednocześnie nie stwierdziliśmy przypadków, aby w sytuacji wzmożonego ruchu turystycznego PKL występowały do najemców o zwiększenie czynszu (...)” — czytamy w dokumencie. Poglądu kontrolerów nie podziela Tomasz Czaja z Dominium.

— Prowadząc działalność w obiektach PKL, spółka przeznaczała znaczne kwoty na ich uatrakcyjnienie. Oprócz wydatków na lokal, którego właścicielem pozostawały PKL, ponosiliśmy koszty działań marketingowych reklamujących działalność PKL — podkreśla Tomasz Czaja. Kontrolerzy wytknęli również PKL brak niezależnej komórki kontroli wewnętrznej.Organizowano jedynie kontrole ad hoc, w ramach których pracownicy działu marketingu i zarządzania aktywami sprawdzali kasy biletowe.

Okiem audytorów

Co na to PKL? Spółka nie odpowiedziała na pytania „PB”. Dotarliśmy jednak do obszernego pisma z wyjaśnieniami Jerzego Laszczyka, który do 1 października 2012 r. był szefem PKL. Ówczesny prezes tłumaczy kontrolerom, że działania podejmowane przez spółkę były zgodne z prawem. Twierdzi, że — według prawników — PKL nie miały obowiązku występowania do ministra transportu o zgodę na podpisanie umów. Stanowisko to — jak przekonuje Jerzy Laszczyk — „(...) nie zostało zakwestionowane przez audytorów prowadzących przez prawie dwa lata audyt do prywatyzacji”. Były prezes podkreśla również, że wysokość czynszu dla wynajmowanych nieruchomości była ustalana na podstawie popytu miejscowego i informacji uzyskanych od pośredników. Zaprzecza też, aby którykolwiek z najemców był traktowany preferencyjnie. Zarzuty o wynajem bez przetargu osobom rodzinnie powiązanym z kierownictwem PKL nazywa bezzasadnymi, bo — jak twierdzi — brak jest regulacji, które zabraniałyby startowania w przetargach organizowanych przez spółkę członkom rodzin pracowników. „Co więcej, wprowadzenie takich wyłączeń mogłoby zostać uznane za nieuzasadnioną dyskryminację tych osób” — zaznacza w piśmie Jerzy Laszczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Nisztor

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy