Cichy podbój Nordei

Eugeniusz Twaróg, GN
opublikowano: 01-06-2010, 00:00

7 proc. rynku — taką część bankowego tortu w ciągu pięciu lat chce zdobyć bank, który inwestował w kryzysie.

Szwedzi są zachwyceni Polską. Marzy się im u nas naprawdę duży bank. Na miarę BZ WBK

7 proc. rynku — taką część bankowego tortu w ciągu pięciu lat chce zdobyć bank, który inwestował w kryzysie.

Zanim jeszcze zaczął się kryzys, banki z drugiej dziesiątki w branży jak jeden mąż zapowiadały, że chcą być piątym graczem na rynku. Nordea siedziała cicho. Dzisiaj jest bliżej celu, o którym mówili konkurenci, niż ktokolwiek inny. I mówi głośno o ambicjach.

— Jesteśmy zachwyceni Polską — mówił niedawno agencji Bloomberg Thomas Neckmar, szef nowych rynków europejskich w Nordei.

400 oddziałów

Menedżer chwalił nie tylko kraj, który nie dał się recesji, ale również bank. Powiedział, że uważano, że jest "szalony", kiedy pierwszy raz wspomniał o planach Nordei budowy w Polsce 50 oddziałów rocznie.

— Musieliśmy stworzyć koncept rozwoju sieci, ponieważ potrzebowaliśmy prawdziwego kopa, by zostać ważnym graczem na polskim rynku — tłumaczył Thomas Neckmar.

Udało się. W 2008 r. otworzył 60. W kolejnym, kryzysowym roku, kiedy banki zupełnie zatrzymały rozbudowę własnych oddziałów — 15. Na koniec tego roku sieć będzie liczyć 210 placówek. Szwedów zachwyca szybkość, z jaką nowe placówki dochodzą do break even point. Cała sieć osiąga próg zyskowności po ponad 11 miesiącach, ale gros oddziałów jest rentowna już po trzech kwartałach. W Szwecji przeciętnie trwa to siedem lat. Nordea nadal będzie zagęszczać sieć, która docelowo ma liczyć 400 placówek. Włodzimierz Kiciński ujawnia, że oprócz standardowych oddziałów już niedługo powstaną większe — do obsługi ważniejszych klientów.

— Rozwijamy bankowość doradczą. Spory odsetek naszych klientów to osoby zamożne, którym możemy zaoferować więcej niż kredyt hipoteczny i rachunek — mówi prezes Nordei.

Nie jest to jednak private banking. Jeszcze nie. Obsługą naprawdę zamożnych klientów bank zajmie się już w tym roku.

— Pod koniec roku rozpoczniemy budowę dedykowanych im oddziałów — zapowiada Włodzimierz Kiciński.

Pierwsza dziesiątka

Nordea na razie koncentruje się na klientach lepiej uposażonych. Prezes mówi natomiast, że w ofercie wkrótce może pojawić się consumer finance. Jeśli Nordea chce być bankiem uniwersalnym, a chce, musi iść szerszą ławą przez rynek.

— Chcemy być jednym z czołowych banków — deklaruje Włodzimierz Kiciński.

Przekładając te deklaracje na liczby, Nordea zamierza w ciągu 5 lat opanować 7-8 proc. rynku. Jest to mniej więcej stan posiadania BZ WBK, piątego gracza na rynku.

Dzisiaj Nordea kontroluje 2-4 proc. bankowego biznesu, w zależności od segmentu. Przykładowo: w sektorze samorządowym opanowała 8 proc. rynku. Szybko rosną jej udziały w rynku kredytów hipotecznych. Przy miesięcznej sprzedaży rzędu 250 mln zł miesięcznie zajmuje czwarte miejsce w stawce, tuż za takim kolosem, jak Pekao, który obsługuje przecież 3 mln klientów. Tymczasem Nordea pod względem aktywów zajmuje dwunastą pozycję. Gdyby jednak policzyć kredyty, które na książkę bierze matka (żeby nie obciążać kapitałów córki), to bank jest już przed Raiffeisenem, a nawet BGŻ, czyli w pierwszej dziesiątce.

Piąć się wyżej będzie coraz trudniej, ale Nordea zamierza utrzymać tempo.

— Przez ostatnie lata rośliśmy znacznie szybciej niż rynek. W kolejnych latach chcemy powiększać sumę bilansową dwa razy szybciej niż konkurenci — mówi Włodzimierz Kiciński.

Okiem analityka

Nordea musi mocno popracować

7 proc. udziałów w rynku detalicznym jest celem dosyć ambitnym. Wydaje się, że nie jest niemożliwy do osiągnięcia, ale bank będzie musiał mocno popracować, żeby go osiągnąć. Nawet jeśli zbuduje 400 oddziałów, to jego udziały w sieciach placówek całego sektora wyniosą tylko 3 proc. Zatem będą one musiały być bardziej efektywne pod względem sprzedaży, aby prześcignąć konkurencję. Tymczasem żeby osiągnąć 7-procentowe udziały, bank musiałby blisko czterokrotnie zwiększyć portfel kredytowy (obecnie udział w rynku detalicznym wynosi około 3 proc.). Zakładając 10-procentowy wzrost akcji kredytowej na rynku, można szacunkowo założyć, że w 2015 r. łączna wartość kredytów wyniesie 550-580 mld zł. 7 proc. z tego to około 40 mld zł, czyli właśnie cztery razy więcej niż dziś (na koniec marca 2010 r. bank udzielił blisko 10 mld zł kredytów osobom fizycznym).

Tomasz Bursa

analityk Ipopema Securities

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, GN

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy